http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kuriozalny wyrok sądu

prof. Wojciech Sadurski*
2011-12-06, ostatnia aktualizacja 2011-12-06 13:22

Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował obsceniczny rysunek jako symbol partii. Ten kuriozalny wyrok zostanie uchylony przez sąd apelacyjny

11 czerwca, Warszawa. NOP demonstruje pod Sejmem podczas Parady Równości
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
11 czerwca, Warszawa. NOP demonstruje pod Sejmem podczas Parady Równości
Prof. Wojciech Sadurski
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Prof. Wojciech Sadurski
ZOBACZ TAKŻE
Wyobraźmy sobie, że ktoś wybiera jakiś chamski, obraźliwy rysunek wyśmiewający się z pewnej grupy - np. z Azjatów - albo z pewnej religii - np. z katolików - po czym idzie do sądu i wnioskuje o zarejestrowanie owego rysunku jako symbolu swojej organizacji. Sąd najpewniej poradzi wnioskującemu, by ten puknął się w czoło.

Symbol organizacji może dotyczyć owej organizacji, ale nie ubliżać innym osobom lub grupom - nawet, jeśli taki stosunek do tych innych grup wynika z programu owej organizacji. Zarejestrowanie graficznej obelgi jako znaku organizacji byłoby po prostu naigrawaniem się z prawa.

Tymczasem Sąd Okręgowy w Warszawie dał się wpuścić w taką pułapkę i własnymi rękami przyczynił się do tego, by polskie prawo było instrumentem lżenia grupy społecznej. Rejestrując 25 października tzw. zakaz pedałowania jako partyjny symbol ekstremistycznego Narodowego Odrodzenia Polski, przyczynił się do obniżenia powagi prawa. Na krótko, bo nie mam wątpliwości, że ten kuriozalny wyrok zostanie uchylony przez sąd apelacyjny w wyniku zaskarżenia przez prokuraturę - ale już sam fakt, że do takiego wyroku mogło dojść, każe zastanowić się nad mentalnością owych sędziów.

Zauważmy zresztą, tak trochę na marginesie, że wprowadzenie pojęcia "zakaz pedałowania" do dyskursu publicznego, już jest zwycięstwem agresywnego tłumu nad językiem. Bo słowo to jest przecież obelżywym, a nie neutralnym, określeniem stosunku homoseksualnego. Zgadzamy się, używając tego słowa, na dyktowanie przez tłuszczę reguł językowych, a więc na przesuwanie granic tego, co obyczajowo dopuszczalne.

Ale wyrok sądowy to coś znacznie poważniejszego: to przydanie godności prawnej znakowi graficznemu wzywającemu do nienawiści (symbolika zakazu drogowego!) wobec osób o orientacji homoseksualnej. Nie ma to nic wspólnego z kwestią wolności słowa.

Chamstwo, o ile nie jest jednoznacznie sprzeczne z prawem, może w państwie liberalno-demokratycznym korzystać z dobrodziejstw wolności słowa. Gdy szacowna "Rzeczpospolita" opublikowała jakiś czas temu chamski rysuneczek Krauzego przedstawiający pana z kozą w urzędzie stanu cywilnego (jako komentarz do dyskusji o związkach partnerskich) - to była to właśnie forma korzystania z wolności słowa dla celów ordynarnych i nienawistnych, ale taki jest koszt wolności słowa.

Podobnie, gdy piórem ówczesnego felietonisty odezwała się się na łamach tejże liberalno-konserwatywnej gazety "Koza Maciejka", kontynuując rechot na temat gejów. Chamstwo musi być niestety tolerowane prawnie, bo cenzura albo karanie są lekarstwami gorszymi od choroby.

Ale w obecnym przypadku nie mamy do czynienia z realizacją wolności słowa, ale z czymś o wiele więcej: z rejestracją znaku partii. To natrząsanie się z prawa. Gdy rzeczoznawcy mgr Robert Kamiński i dr Paweł Nowak w opinii, na której najwyraźniej oparł się sąd, piszą, że "z treści znaku, który wykorzystuje strukturę i schemat znaku drogowego, wynika jedynie zakaz stosunków homoseksualnych w miejscach publicznych" - to nie wiadomo, czy kpią, czy o drogę pytają. Przecież w miejscach publicznych niedopuszczalne są także stosunki heteroseksualne przez wzgląd na obyczajność i moralność publiczną.

Wyznam, że mniej mnie bulwersuje rejestracja przez ów sąd dwóch innych znaków NOP, tzn. krzyża celtyckiego i rózg liktorskich z toporem. Nie dlatego, że - jak przekonują ci sami rzeczoznawcy - znakom tym nie można przypisać treści o charakterze totalitarnym, nazistowskim, faszystowskim, rasistowskim i nienawiści narodowościowej. Można i trzeba.

Nie bez powodu krzyż celtycki jest obierany dziś przez organizacje neofaszystowskie i z tej przyczyny jest np. w Niemczech zakazany. Ale jeśli radykałowie z NOP tak właśnie widzą swój rodowód i ideową afiliację - to niechże tak właśnie prezentują się polskiej opinii publicznej. Zawsze lepiej wiedzieć, z kim ma się do czynienia.

Wolę, by polscy nacjonaliści otwarcie ogłaszali swe ideowe afiliacje - np. przyjmując nazwę ONR, nawiązując tak jednoznacznie, że już bardziej się nie da, do przedwojennych pałkarzy, których program koncentrował się na wymuszeniu getta ławkowego i na pogromach. To szczerość, która jest wartościowa: wiem, że żaden przyzwoity człowiek nie pójdzie na marsz organizowany pod auspicjami organizacji tak otwarcie afirmującej dziedzictwo rasizmu, antysemityzmu i chuligaństwa. Każdy wybiera swoje symbole i swoich aliantów, także z przeszłości.

Ale co innego autoprezentacja, a co innego graficzny atak na grupę społeczną pod pretekstem rejestracji symbolu własnej organizacji. NOP na swojej stronie internetowej chełpi się teraz: "Każda napaść na te symbole [w tym na tzw. zakaz pedałowania - przyp. WS], w czym mieści się również napaść i pomówienia słowne, stanowi podstawę do działań prawnych wzmacnianych ustawowo".

To oczywiście tylko pusta tromtadracja: obsceniczny rysunek zasługuje na podarcie i wyrzucenie do śmieci. A sąd, który zgodził się go zarejestrować - na szyderstwo i krytykę.

*Wojciech Sadurski jest profesorem filozofii prawa na Uniwersytecie Sydnejskim, a także profesorem w Akademii Leona Koźmińskiego i w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':