Papież nie przekonał PiS-u, ale może w końcu Kościół się przekona, że nie warto dłużej narażać na szwank swojego autorytetu i przestanie wchodzić z tą partią w polityczne, acz nieformalne alianse. Może więc rozpętanie przez PiS debaty na temat przywrócenia w Polsce kary śmierci przyniesie korzystny efekt, bo być może Kościół i wielu hierarchów Kościoła, którzy żywili jakieś nadzieje wobec partii Jarosława Kaczyńskiego w końcu przejrzą na oczy. I zobaczą, że PiS wiarę i samą instytucję Kościoła wykorzystują do celów politycznych, wiedząc, że ich wyborcy to w większości katolicy.
To zdumiewające, że Kościół uległ przekonaniu, iż w PiS ma sojusznika. Owszem, ma. Ale tylko taktycznego.
PiS ogłosił się obrońcą krzyża, najpierw tego na Krakowskim Przedmieściu, potem sejmowego. Część hierarchów, zwłaszcza wtedy na Krakowskim Przedmieściu, nie dostrzegła, że tamten krzyż był wyłącznie orężem w politycznej walce.
Politycy PiS są sprytni. W świecie postępującej laicyzacji Kościół będzie z życzliwością patrzył i wspierał tych, którzy bronią chrześcijańskich wartości. A Kościół w Polsce to wciąż jeszcze miliony wyborców. Korzyść jest więc obopólna.
PiS lubuje się też w publicznym powoływaniu się na nauki Kościoła. W sprawie
in vitro Jarosław Kaczyński stwierdził krótko - w tej kwestii jestem katolikiem. A wiadomo, że Kościół się in vitro sprzeciwia.
Swoją drogą ciekawe zdanie: "W tej kwestii jestem katolikiem". A można być katolikiem w jednej kwestii, a w innej nie? Prezes dał tu wykładnię religijnego relatywizmu - to, co nam pasuje - bierzemy, to, co nam nie pasuje - interpretujemy po swojemu.
Teologowie z PiS pochylają się z uwagą nad zdaniem z papieskiej encykliki, w której
Jan Paweł II napisał, że "wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa". I na to zdanie ochoczo dziś powołują się politycy PiS, tak jakby po ulicach chodzili seryjni mordercy nagminnie wypuszczani z więzień. PiS całkowicie pomija następne zdanie encykliki: "Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale".
Gdy w Polsce głos zabrali hierarchowie, politycy PiS nie mieli żadnych oporów z dezawuowaniem ich zdania. Kardynał Nycz się myli - oznajmia kolejny pisowski teolog Mariusz Kamiński. W imieniu Episkopatu rzecznik ks. Józef Kloch oświadczył, że kara śmierci powinna być zlikwidowana.
Benedykt XVI zaapelował o zniesienie kary śmierci wszędzie tam, gdzie jeszcze ona istnieje.
Co na to PiS? Są jednak jakieś granice brawury, bo tym razem nikt z PiS nie ogłosił, że
papież się myli. Kaczyński tylko oznajmił, że jako katolik i człowiek wierzący ma w tej sprawie inne zdanie. Może mieć? Oczywiście, że może. Tylko niech wraz z tym oświadczeniem PiS przestanie wykorzystywać Kościół i symbole wiary do walki politycznej. A Kościół niech przestanie wspierać PiS.
Trzeba ufać, że dwutysiącletnia mądrość Kościoła jako instytucji karze mu zrewidować swoje zaangażowanie w życie partyjne. Niech Kościół mówi swoim głosem, a nie głosem PiS.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)