http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nowy kontrakt Europy?

Jacek Pawlicki
2011-12-06, ostatnia aktualizacja 2011-12-06 00:49

Zgoda Francji i Niemiec na "Unię stabilności" to dobry początek oczekiwanego końca kryzysu. Dotychczas przywódcy tych najważniejszych krajów UE i strefy euro znacznie się w tej sprawie różnili.

Jacek Pawlicki
fot. AG
Jacek Pawlicki
W tandemie, potocznie zwanym Merkozy, nie po raz pierwszy górą była Angela Merkel. Upadł forsowany przez Nicolasa Sarkozy'ego pomysł euroobligacji.

Teraz propozycja będzie podstawą kompromisu, który już w czwartek i piątek na szczycie w Brukseli ucierać będą przywódcy Unii.

Problemów Europy nie rozwiąże ani nowy traktat, ani porozumienie narzucające dyscyplinę budżetową i kary dla państw, które przekroczą deficyt 3 proc. PKB.

Ciągle bowiem nie wiadomo, skąd wziąć pieniądze dla krajów euro, które znalazły się w tarapatach. Europejski Bank Centralny ma nadal pilnować tylko inflacji, ale nie zajmie się "ratunkowym" drukowaniem pieniędzy.

Kryzys euro to kryzys wiarygodności. Trzeba teraz odbudować zaufanie, ale to zadanie na lata.

Rynki straciły zaufanie, bo pakt stabilności - kręgosłup euro - był łamany ponad 60 razy! Państwa członkowskie straciły do siebie zaufanie, bo jedne oszukiwały drugie. Grecja fałszowała dane, by zadłużać się ponad miarę kosztem wiarygodności euro.

Rządy straciły zaufanie do Komisji Europejskiej, bo ta latami przymykała oko na greckie i włoskie zadłużenie.

Wreszcie obywatele przestali wierzyć, że pozostanie ich krajów w Unii oznacza stabilność i dobrobyt. UE przestała się kojarzyć z pokojem, solidarnością i podróżami bez paszportów, a zaczęła z kryzysem, kłótniami, bałaganem i bezsilnością.

Aby przetrwać, Unia musi się głębiej integrować. To oznacza oddawanie przez państwa narodowe kolejnych połaci suwerenności. Co najmniej cztery kraje - Irlandia, Francja, Wielka Brytania i Dania - zmiany w traktacie muszą zatwierdzić w referendum. Wymagają tego konstytucje tych krajów. "Nie" któregokolwiek z krajów, o co przy obecnych nastrojach nietrudno, oznacza zahamowanie procesu integracji.

Dla Polski najważniejsze jest to, by nowy układ europejski był otwarty dla krajów spoza strefy euro. Obiecała nam to już wcześniej Merkel. Będzie to oznaczać częściowe oddanie Europie kontroli nad finansami publicznymi. Alternatywą jest pozostanie poza klubem, w którym zapadają kluczowe decyzje, także w sprawie unijnego budżetu.

Transfery z Brukseli są jedną z dźwigni naszego wzrostu. Unia przetrwałaby bez Polski, ale Polsce trudno byłoby rozwijać się bez Unii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':