W śledztwie zatrzymano już siedem osób, aresztowano Andrzeja M., byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych (CPI) resortu spraw wewnętrznych, jego żonę oraz szefa firmy podejrzanego o wręczenie mu łapówki za wygranie
przetargu dotyczącego informatyzacji ministerstwa.
Jak mówi rzecznik CBA Jacek Dobrzyński, rozpoczęta teraz kontrola planowana jest na trzy miesiące. Sprawdzane będą wybrane
przetargi i
zamówienia przeprowadzane przez CPI od jego powstania w 2008 r.
Premier Donald Tusk pytany w poniedziałek o pojawiające się sygnały, że z powodu tej sprawy
Bruksela może wstrzymać środki finansowe na ważne projekty, a Polsce grożą kary finansowe, odpowiedział: - Nie mogę potwierdzić tych sygnałów. Gdyby takie zagrożenie istniało, miałbym takie informacje.
W śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę apelacyjną i CBA najpoważniejsze zarzuty dotyczące przyjęcia i wręczenia łapówki w wysokości 211 tys. zł postawiono Andrzejowi M. i jego zastępcy Januszowi J. Grozi im do 12 lat więzienia. Żonie byłego dyrektora Centrum zarzucono pranie brudnych pieniędzy, czyli ukrywanie łapówki.
Prokuratura już w październiku informowała, że skala korupcji w związku z projektami informatycznymi realizowanymi w MSW może być zdecydowanie większa niż zarzucane 211 tys. zł i sięgać milionów.
Prokuratura i CBA zaapelowały także, by zgłaszały się do nich osoby, które wiedzą o innych sprawach, w których były dyrektor CPI żądał łapówek.
Andrzej M. i jego zastępca pracowali w ministerstwie w latach 2008-10; byli oddelegowani z Komendy Głównej Policji i do chwili zatrzymania pracowali tam w biurach logistycznych. M. został zwolniony z ministerstwa w 2010 r. przez ówczesnego szefa resortu Jerzego Millera. Minister tłumaczył, że przyczyną tej decyzji były złe wyniki
pracy dyrektora.