W 1997 r. zdobył z Widzewem mistrzostwo Polski, choć zespół przegrywał na stadionie Legii Warszawa 0:2. Rozstrzygające gole strzelono w 86., 88. i 90. min. To do dziś mecz legenda, najsłynniejszy w historii wśród wszystkich, które przesądzały o ligowym tytule.
W 2008 r. został wraz z Lechem Poznań wpuszczony do europejskich pucharów, choć jego piłkarze na nie nie zasłużyli - zaproszenie zawdzięczali wyłącznie likwidacji Dyskobolii Grodzisk Wlkp. Potem awansowali do Pucharu UEFA, choć w kwalifikacjach dwukrotnie chybotali się nad przepaścią - gola przedłużającego mecz z Austrią
Wiedeń o dogrywkę strzelili w 85. min, gola zwycięskiego - w 121. min, sekundy przed ostatnim gwizdkiem. To wtedy Smuda odżył - wrócił do krajowej czołówki w swoim fachu, bo poznaniacy ładnie pograli z AS Nancy,
Deportivo La Coruna, Feyenoordem, Udinese.
W 2009 r. został selekcjonerem reprezentacji Polski - spełnił marzenia akurat w najwspanialszym momencie, w przededniu organizowanych przez nas mistrzostw kontynentu. Zaszczyt, jaki nie spłynął na nikogo przed nim. I niewykluczone, że nie spłynie na nikogo po nim.
W piątek poleciał na losowanie grup
Euro 2012. Los podarował mu Rosję, Grecję i
Czechy - rywali, których wskazałaby miażdżąca większość kibiców, gdyby poprosić ich o wytypowanie konkurentów możliwie najmniej groźnych.
To wszystko zdarzenia niezapomniane, które wryły się w świadomość każdego fana piłki. Jeszcze raz -
Franciszek Smuda do Champions League wtargnął w cudownych okolicznościach, w cudownych okolicznościach zdobył mistrzostwo Polski, w cudownych okolicznościach wrócił na szczyt, w cudownym momencie objął reprezentację. A jak pojechał na arcyważne wyciąganie kulek ze szklanych mis, to też przebiegało cudownie. Nic dziwnego, że sam chętnie mówi o sobie "farciarz".
Jeśli rzeczywiście niezbędny jest cud, by Euro 2012 dało nam satysfakcję także sportową, reprezentacją dowodzi selekcjoner idealny.