http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

I ty możesz zostać piratem

Ewa Siedlecka
2011-12-03, ostatnia aktualizacja 2011-12-02 19:00

Można pożyczyć znajomym książkę czy płytę na CD. Ale jeśli zrobi się to z plikiem zawierającym kopię tego utworu, można zostać piratem łamiącym prawa autorskie. Organizacje zarządzające nimi chcą, by operatorzy internetu inwigilowali użytkowników sieci. Operatorzy nie chcą takiego porozumienia. Czy grozi nam realizacja wizji Orwella?

Brytyjska grupa Radiohead była jedną
z pierwszych, które udostępniły swój
album -
Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta
Brytyjska grupa Radiohead była jedną z pierwszych, które udostępniły swój album...
Kto może zostać piratem? Właściciel firmy, który powiesił na stronie internetowej skopiowaną z internetu mapkę i zaznaczył dojazd do siebie. Szkoła, która powiesiła na swojej stronie wiersze Miłosza. Ktoś, kto zamieścił na stronie ulubiony teledysk albo obraz w blogu. Także ten, kto podzielił się ze znajomymi na portalu społecznościowym nagraniami ulubionej kapeli.

Można pożyczyć znajomym książkę czy CD, ale jeśli zrobisz to z plikiem zawierającym kopię tego utworu, masz szansę zostać piratem łamiącym prawa autorskie.

We Francji od 2009 r. obowiązuje ustawa HADOPI. Za wymienianie się przez internautów plikami zawierającymi utwory chronione prawem autorskim można zostać ukaranym odcięciem od internetu, karą do dwóch lat więzienia i grzywną do 300 tys. euro.

Sieć jest przeczesywana przez rozmaitych "łowców głów" - firmy czy hakerów. Podają dane piratów właścicielom praw autorskich za opłatą. Np. w 2010 r. Warner Bros zatrudnił kilkadziesiąt osób, by własnymi narzędziami przeszukiwały internet i robiły prowokacje w miejscach, gdzie zbierają się piraci.

W Polsce też działają firmy ścigające piratów i sprzedających ich "głowy" właścicielom praw autorskich. Np. białostocka kancelaria prawna Pro Bono, która ma umowy z kilkunastoma organizacjami autorskimi. Dariusz Puczydłowski z Pro Bono zapewnia, że dane piratów dostaje od prokuratury po złożeniu tam doniesienia. - Potem, ewentualnie, proponujemy ugodę - mówi.

Niektórzy użytkownicy strony Chomikuj.pl dostali niedawno od kancelarii wezwanie przedsądowe do zapłaty - najczęściej 700 zł - za udostępnienie tam filmów czy muzyki. Puczydłowski ocenia, że obecnie w prokuraturach całego kraju jest ok. 35 tys. zawiadomień Pro Bono.

Z kolei szef Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej Mariusz Kaczmarek chwalił się w zeszłym roku na łamach "Dziennika Gazety Prawnej", że jego organizacja potrafi bez pośrednictwa prokuratury ustalić dane pirata.

Z czym na łowy na piratów

W listopadzie pod auspicjami Ministerstwa Kultury wypracowano porozumienie organizacji zarządzających prawami autorskimi i teleoperatorów, które ma pomóc w połowach piratów. Ale Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji oraz Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska ujawniły je. Uznały, że narusza prawo i wezwały do odstąpienia od niego.

Zaprotestowały też organizacje broniące wolności i prywatności w internecie. Jego podpisywanie zostało więc wstrzymane - jak poinformowało "Gazetę" Ministerstwo Kultury - do czasu wyjaśnienia wątpliwości prawnych.

Bo zapisy są enigmatyczne. Np. że organizacje autorskie mogą "monitorować środowisko cyfrowe". Teraz też mogą śledzić ogólnodostępne strony, porozumienie nic nie zmienia. Może więc chcą zarezerwować sobie jakieś nowe, nieprzewidziane prawem możliwości? Instalację szpiegującego oprogramowania? Bo inny punkt porozumienia mówi: "Usługodawca umożliwi uprawnionemu (organizacjom autorskim) stosowanie rozwiązań technologicznych, które pozwalają na identyfikację lub ochronę treści będących przedmiotem praw własności intelektualnej".

Inny zapis: "Sygnatariusze będą przekazywali sobie wzajemnie informacje o ujawnionych faktach naruszeń praw (autorskich)". Jednak teleoperatorzy nie mają prawa przekazać danych internauty nikomu poza policją, prokuraturą czy sądami.

Porozumienie zobowiązuje też np. teleoperatorów do "zabezpieczenia posiadanych informacji niezbędnych do identyfikacji użytkownika, który dopuścił się naruszeń". Jeśli jednak zbudują osobną bazę danych osób podejrzewanych o piractwo, będzie to naruszenie prawa telekomunikacyjnego i ustawy o ochronie danych osobowych.

Porozumienie puste albo groźne

Ministerstwo Kultury zapewnia, że wszystko ma się dziać w zgodzie z prawem. Ale generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewórowski w to wątpi.

W opinii do porozumienia na wniosek prezesa Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji Wacława Iszkowskiego, napisał: "Nie mam wątpliwości, że żaden podmiot przetwarzający dane objęte tajemnicą telekomunikacyjną nie znalazłby podstaw prawnych do przystępowania do tak sformułowanego porozumienia".

GIODO uznał, że zostało przygotowane bez znajomości "zasad ochrony prywatności i ochrony danych osobowych w prawie polskim i europejskim". I zaznaczył, że "wdrożenie takich rozwiązań musi wywołać reakcję GIODO". Ocenia, że dotychczasowe rozwiązania są wystarczające do ścigania piractwa.

Albo porozumienie niczego nowego nie wnosi albo oznacza zachętę do działań niemieszczących się w granicach prawa. Potwierdza to prof. Ewa Łętowska, była RPO, ekspertka od praw konsumenckich: - To akt prawnie pusty, nie daje żadnych uprawnień władczych wobec klienteli. Ale jest też niebezpieczny, bo może stanowić przykrywkę do działań pozaprawnych.

Według prof. Łętowskiej operatorzy, powołując się na zawarty w preambule porozumienia cel "ochrony praw autorskich", mogliby wymuszać na swoich klientach zawarcie w umowach klauzul tylko rzekomo realizujących ten cel. - Np. zgody na gromadzenie ich danych do celów ochrony praw autorskich. Uzależnienie świadczenia usługi od podpisania takiej zgody byłoby naruszeniem praw konsumenckich. W prawie cywilnym zakazuje się takich praktyk. Ale powołując się na zawarte pod auspicjami Ministerstwa Kultury porozumienie, operatorzy mogliby tworzyć wrażenie, że działają w oparciu o prawo. I omijać ustawę o ochronie danych osobowych czy prawo telekomunikacyjne - mówi prof. Łętowska.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':