http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukryłam magistra, żeby dostać pracę - listy oburzonych

Oprac. kps
2011-12-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-01 18:47

Dla mnie jęki oburzonych to esencja roszczeniowej postawy wobec życia i kultywowanie postawy "wiecznego dziecka" - napisała Anna. Dorota ma inne zdanie i pyta: Czy państwo polskie stać, żeby tracić bezpowrotnie potencjał ludzi wykształconych? Czytelnicy napisali do "Gazety"

Logo akcji
Logo akcji
Logo akcji

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po trzech latach pracy zarabiam 10 tys.

Anna: Od dawna przyglądam się tym wszystkim oburzonym absolwentom, którzy za pieniądze mamusi robią tysiące fakultetów, jednocześnie płacząc, że nie mają perspektyw na rynku pracy.

Dla mnie jęki Oburzonych to esencja roszczeniowej postawy wobec życia i kultywowanie postawy "wiecznego dziecka".

Mam 25 lat. Zarabiam 10 tys. zł brutto w międzynarodowej korporacji. Nie jest to prowokacja, tylko stwierdzenie faktu.

Moi rodzice, jak wszyscy, chcieli, żebym została lekarzem lub prawnikiem. Ja wolałam być politologiem i wykładać na uczelni. Poszłam na te bardzo trudne studia, które nie przynosiły mi żadnej satysfakcji. Przytłaczała mnie świadomość, że razem ze mną ten kierunek ukończy kolejne 1500 studentów. To oznaczało totalną katastrofę, jeśli chodzi o zatrudnienie.

Postanowiłam zająć się czymś innym. Około pół roku zajęło mi sprawdzenie, co umiem, czego powinnam się nauczyć, a przede wszystkim: dla kogo jest dobrze płatna praca, jaka jest ta nisza i co zrobić, żeby się w nią wbić z zestawem własnych talentów.

Pierwszą pracę podjęłam w maju 2008, w malutkiej firmie, gdzie zarabiałam 2 tys. zł netto. Robiłam wszystko, od kawy po mycie bannerów z folii, ale jednocześnie chłonęłam wiedzę od specjalistów. Jak nietrudno policzyć, od tamtego czasu minęło zaledwie trzy lata. Można? Można!

W trakcie tych trzech lat pokochałam to, czym się zajmuję i nie wyobrażam sobie, żebym miała robić coś innego.

Moje rady dla oburzonych:

1) Nie zaczyna się z wysokiego C - jeśli nigdy nie pracowałeś, to nawet żebyś nawet był doktorem z Oksfordu, będziesz dla pracodawcy mniej warty, niż pracownik, którego nie trzeba uczyć pracować.

2) Pracodawca chętniej zatrudni na stanowisku programisty filozofa, którego wieloletnią pasją jest programowanie, niż nabzdyczonego absolwenta informatyki, który po pół roku praktyk uważa, że powinien zarabiać w pierwszej pracy 5 tys.

3) Żadna praca nie hańbi!

4) Nie rób z fakultetów, kursów i papierologii fetyszu - liczyć się będzie to, co naprawdę będziesz w stanie zrobić dla zysku twojego pracodawcy. Nawet jeśli dzięki papierkom dostaniesz się na okres próbny, zawsze musisz go jeszcze ukończyć.

Ukryć "magistra", żeby dostać pracę

Dorota, Suwałki: Jestem doktorem z wieloletnim doświadczeniem zawodowym. Przed kilku laty trafiłam na jedną z uczelni wyższych. Wykładałam przedmioty specjalistyczne, odkryłam swoją pasję. Rozpoczęłam badania, obroniłam doktorat i... wszystko na co mogę liczyć, to umowa śmieciowa za wykłady.

Próbowałam znaleźć etat na innej uczelni ale "przegrałam" z kuzynką prezydenta miasta. Jest nauczycielką w szkole ponadgimnazjalnej, drugi etat ma na uczelni wyższej. Można powiedzieć: widać jest dobra. Ale zaledwie przed dwoma laty była moją studentką.

Koleżanka pracuje w służbie cywilnej. Wykonuje banalne czynności administracyjne. Dostaje na rękę 1500 zł. Ostatnio przełożony zaproponował jej podwyższenie kwalifikacji i rozpoczęcie szkoły policealnej. Nie wie, że koleżanka ma ukończone studia wyższe, sześć podyplomówek, kończy właśnie studia doktoranckie i ma otwarty przewód doktorski. Żeby dostać tę pracę, musiała ukryć swoje wykształcenie.

Czy państwo polskie stać, żeby tracić bezpowrotnie potencjał ludzi wykształconych?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 44 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':