- Oskarżeni są skrajnie niebezpieczni dla społeczeństwa, dlatego sąd skazuje ich na najwyższą karę, śmierć przez egzekucję - ogłosił sędzia Aleksander Fiedorcow. Odczytywanie wyroku w sądzie najwyższym w Mińsku rozpoczęło się w środę rano i trwało kilka godzin. Prokuratura od początku żądała dla- Dźmitryja Kanawałaua i Uładzisłaua Kawalioua kary śmierci.
Wyrok musi zostać jeszcze podpisany przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę, będzie to jednak tylko formalność. Skazańcy nie mają możliwości odwołania od wyroku. Białoruś pozostaje jedynym krajem w Europie, który stosuje kary śmierci. Egzekucja wykonywana jest tam poprzez strzał w głowę z pistoletu.
Obaj mężczyźni byli kolegami ze szkoły, z wykształcenia są ślusarzami i pracowali w witebskich zakładach produkujących części do traktorów. Kilka miesięcy przed zamachem przeprowadzili się do Mińska, żeby zaplanować akcję. Według ustaleń śledztwa Kanawałau przygotował i zdetonował bombę, a Kawalou był jego pomocnikiem.
11 kwietnia br. podczas wieczornego szczytu eksplodował ładunek wybuchowy na stacji metra Oktiabrskaja w centrum Mińska. Ładunek był podłożony koło ławki stojącej na peronie i eksplodował, gdy na stację wjeżdżał pociąg. Zginęło 11 osób, kolejne cztery zmarły w następnych dniach i tygodniach w szpitalach. Rannych zostało kilkaset osób.
Kilka dni temu białoruscy obrońcy praw człowieka wypowiedzieli się przeciwko karze śmierci dla oskarżonych. W oświadczeniu podkreślono, że konstytucja Białorusi oraz podpisane przez nią porozumienia międzynarodowe zapewniają obywatelom "naturalne i niezbywalne prawo do życia oraz gwarantują je jako wartość najwyższą".