Jak to wyjaśnić wyborcom? Co mówić w
programach telewizyjnych? Jak wytłumaczyć tę sekwencję wydarzeń, by nie wyjść na durniów? Cały mit o układzie posypał się w gruzy...
Za rządów PiS po aresztowaniu generała mielibyśmy kilka konferencji prasowych, animację komputerową z akcji CBA. Pod jego domem lub biurem czekałaby zaprzyjaźnione ekipy "Wiadomości" lub "Misji Specjalnej". "Rzeczpospolita", "Uważam Rze", "Gazeta Polska" i "Nasz Dziennik" ścigałyby się o
ekskluzywne komentarze ulubionych polityków w tej sprawie. Natychmiast znalazłyby się ekskluzywne informacje z akt śledztwa, które w cudowny sposób przeniknęłyby do gazet zaprzyjaźnionych z władzą. Zupełnie jak w sprawie doktora G. czy Barbary Blidy.
Za rządów PO służby i prokuratura robią swoje po cichu, bez zbędnego rozgłosu. Czy w pełni profesjonalnie, przekonamy się, gdy zarzuty wobec zatrzymanych trafią do sądu i się w nim obronią. Strasznie musi być smutny dziś Zbigniew Ziobro, że jego następca Jarosław Gowin, nie wykorzystuje możliwości public relations, jakie daje mu zatrzymanie b. szefa polskich służb specjalnych. Prokurator generalny także siedzi cicho. Milczą szefowie
ABW i CBA. Z punktu widzenia Ziobry to pewnie szczyt amatorki.
Z punktu widzenia państwa to jednak wreszcie normalność. Chyba że zarzuty wobec generała C. rozsypią się w pył w sądzie. Wtedy państwo polskie po raz kolejny się skompromituje. Tak samo jak w przypadku niedawnego przekazania danych o polskich kontach białoruskiego opozycjonisty władzom w Mińsku. Mam nadzieję, że akcja wobec generała C. to znak, że państwo polskie jest coraz sprawniejsze i coraz bardziej normalne. A nie prymitywny kamuflaż, by przykryć wstydliwą wpadkę prokuratury z Alesiem Bialackim, który został dziś skazany na kilka lat więzienia przez sąd w Mińsku za głupotę polskich prokuratorów.