Tunezja jako pierwszy kraj w świecie arabskim obaliła w styczniu swego dyktatora, prezydenta Zine al-Abidine Ben Alego, i jako pierwsza zorganizowała w październiku wolne wybory. Wyłoniły one 217 członków zgromadzenia, które w ciągu roku ma przygotować nową konstytucję. Potem odbędzie się kolejne głosowanie.
Zdecydowanie najwięcej miejsc w parlamencie zdobyła an-Nahda (89). Partia ta wzoruje się na tureckiej umiarkowanie islamskiej AKP i twierdzi, że jest prodemokratyczna, ceni wolność religijną i nie będzie ograniczać praw kobiet. Jej przeciwnicy obawiają się, że była to tylko retoryka przedwyborcza i że po dojściu do władzy an-Nahda zmieni oblicze.
Obawy w tej sprawie podsyciło kilka wypowiedzi członków tej partii już po wyborach. Sekretarz generalny Hamadi Dżebali stwierdził na jednym ze spotkań, z którego nagranie trafiło do internetu: - Moi bracia, żyjecie w historycznym momencie, w nowym cyklu cywilizacji, z woli Allaha. Jesteśmy w szóstym kalifacie, z woli Allaha.
Kalifat był
formą rządów opartych na szariacie, surowym prawie islamskim - czyli dokładnie tym, czego an-Nahda według publicznych zapewnień nie chce. Sprawa spowodowała nawet częściowe zawieszenie negocjacji koalicyjnych. - Myśleliśmy, że zamierzamy zbudować z naszym partnerem drugą republikę, a nie szósty kalifat - mówił jeden z polityków Ettakatol, czyli bardziej lewicowej z dwóch partii, które ostatecznie weszły do koalicji.
An-Nahda i Dżebali tłumaczyli się, że chodziło o to, by w kraju nie było już więcej korupcji jak za Ben Alego i żeby państwo było dobrze rządzone. Gazety i internauci wyśmiewali się z Dżbaliego, przedstawiając go jako kalifa w turbanie.
Autorką kolejnej niepokojącej wypowiedzi była Suad Abdelrahim. Ta 47-letnia farmaceutka to jedyna
kobieta wybrana do parlamentu z listy an-Nahdy, która nie zasłania włosów chustą, więc była przedstawiana jako przykład na nowoczesność partii. Po wyborach zaatakowała jednak samotne matki, mówiąc, że są "nie do pomyślenia w arabskim, muzułmańskim państwie" i że "muszą wyjść za mąż", by zyskać pełne prawa. Potem twierdziła, że źle ją zrozumiano i że samotne matki są "ofiarami". W sieci natychmiast ochrzczono ją "Sarą Palin tunezyjskiej polityki" (Palin to skrajnie konserwatywna polityk amerykańskiej Partii Republikańskiej słynąca z licznych wpadek słownych).
Nie przeszkodziło to jednak an-Nahdzie podpisać umowy koalicyjnej, w tym podziału kluczowych stanowisk, z lewicowymi partiami Kongresowi na rzecz Republiki (CPR, 29 mandatów) i Ettakatol (20 mandatów).
Premierem ma być 62-letni Hamadi Dżebali, który dotychczas był nr 2 w an-Nahdzie. Z wykształcenia jest inżynierem zajmującym się energią słoneczną, za czasów Ben Alego redagował opozycyjne pismo i ponad 15 lat spędził w więzieniach. Przewodniczącym zgromadzenia konstytucyjnego ma zostać Mustafa Ben Dżafar z Ettakatol, a prezydentem, który ma niewielką władzę, Moncef Marzuki z CPR. Ich kandydatury ma zatwierdzić zgromadzenie, które po raz pierwszy zbierze się we wtorek.