Z ponad 30 lat hiszpańskiej demokracji po generale Franco, zmarłym w 1975 roku, partia socjalistyczna rządziła krajem przez większość tego najszczęśliwszego od wieków okresu dla Hiszpanii, czyli aż 22 lata. Socjaliści współtworzyli hiszpańską drogę do demokracji, pokojową, wypertraktowaną i opartą na pojednaniu historycznym dawnych nieprzejednanych wrogów ideologicznych z lat Republiki, wojny domowej i dyktatury wojskowej. Odzyskaną demokrację budowali z sukcesem. Wprowadzili Hiszpanię do NATO i UE (wówczas w 1986 zwanej
EWG). Byli współautorami hiszpańskiego cudu gospodarczego.
Ale przez ostatnie osiem lat pod zatracili cnotę odpowiedzialności za wspólne państwo, rację stanu i wyczucie dziejów. Rozum zastąpili sprytem, zmysł pozwalający widzieć długofalowe dobro wspólne - umizgami do doraźnych nastrojów cieszącej się dobrobytem publiczności, strategię - improwizacją, realizm - ideologią.
Tę frywolność, której uosobieniem był premier Jose Luis Zapatero obnażył
kryzys gospodarczy, z którym rząd nie potrafił samodzielnie sobie poradzić. Hiszpanie ukarali socjalistów okrutniej niż ktokolwiek z nich oczekiwał. W niedzielnych wyborach stracili prawie 4 miliony głosów. Głównie na rzecz postkomunistów, regionalnych narodowców i rozczarowanych i oburzonych kryzysem nowych, małych partii. Socjaliści schodzą na kwarantannę do czyśćca. Nowoczesną socjaldemokrację muszą wymyślić na nowo.
Liberalno-konserwatywna prawica pozornie tylko ma
złoty róg. Bo w istocie czeka ją droga przez mękę, żeby kraj z zapaści wydobyć. Na nic się nie zda teraz zwalanie odpowiedzialności na socjalistów. Powtórka z nierozumnie liberalnej terapii nie jest możliwa. Partia Ludowa zderzy się z
bezrobociem, protestami oburzonych, nieufnością rynków finansowych, zadaniem stworzenia nowego modelu gospodarczego, w którym Państwo nie spuszcza ze smyczy rynku, lecz go równoważy. W którym nowoczesna technologia, wiedza i nauka ważniejsze są od handlowania nieruchomościami i budowania domów i mieszkań. Za ten model także prawica, rządząca w latach 1996-2004 jest odpowiedzialna i teraz ona musi go rewidować.
Jeśli Hiszpanie zabiorą się do współpracy jak wspólny kraj odbudować, może powstrzymają jego prucie po szwach nacjonalizmów peryferyjnych - w Kraju Basków i Katalonii - którego dopuścili się w ostatnich latach nacjonaliści.