http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lepszy program gorszego rządu

Jacek Żakowski
2011-11-21, ostatnia aktualizacja 2011-11-21 19:57

Twarda ekonomiczna logika - a nie ''wrażliwość społeczna'' - sprawia, że zmiany, które proponuje Tusk, chronią dochody uboższych, a na zamożniejszych nakładają dodatkowe ciężary

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
ZOBACZ TAKŻE
Jak zobaczyłem skład rządu, to się załamałem. Starzy - OK. Przywykliśmy. Wśród nowych dwa dobre pomysły - Agnieszka Rajewicz i Bartosz Arłukowicz. Kilka lepszych i gorszych biurokratycznych awansów. Parę ryzykownych nominacji, które się w każdym rządzie zdarzają. I dwie pewne katastrofy. Nawet jeśli z całą wyrozumiałością uwzględni się wszelkie okoliczność łagodzące, nie da się znaleźć usprawiedliwienia dla powierzenia sprawiedliwości panu Gowinowi i pracy panu Kosiniakowi-Kamyszowi.

Pal sześć odloty ideowe i wszystko, co wiemy o Jarosławie Gowinie. Rzecz w tym, że takimi nominacjami rząd ostentacyjnie sabotuje własny program antykryzysowy, bo organizacja sądów, rynek pracy i polityka społeczna odpowiadają za większość problemów polskich przedsiębiorców. A te dwa resorty dostają kompletni dyletanci.

Widząc taki rząd, pewnie przekląłbym Tuska. Ale nie zdążyłem. Zanim to zrobiłem, premier opowiedział jednak w Sejmie, co ten rząd zamierza. A to, co powiedział, jest mądrzejsze, niż można się było spodziewać, niż to, co mówił cztery lata temu, i niż słyszeliśmy od rządzących polityków przez lata, więc klątwa przestała mi chodzić po głowie.

Przede wszystkim doczekaliśmy się wreszcie w przemówieniu premiera nie tylko twardego, realistycznego opisu rzeczywistości, ale też wykładu logiki, wedle której szef rządu ten obraz sobie buduje i zamierza go zmieniać. Ta logika władzy jest w Polsce z dwóch względów przełomowa.

Po pierwsze, porzuca tworzącą groźne nierównowagi, a obowiązującą przez dwie poprzednie dekady zideologizowaną neoliberalną ''ekonomię podażową'' na rzecz pragmatycznej i realistycznej ''ekonomii popytowej''. Donald Tusk jest pierwszym premierem, który Polakom wyjaśnił, że kołem zamachowym gospodarki jest popyt, a nie podaż.

Dochody przedsiębiorstw, ich inwestycje, zatrudnienie, zarobki pracowników, płacone podatki zależą od tego, ile mogą sprzedać (czyli od popytu), a nie od tego, ile wyprodukują (czyli nie od podaży). Także inwestycje (których w Polsce brakuje) są skutkiem, a nie źródłem wzrostu gospodarczego. Firmy inwestują i zatrudniają, kiedy rośnie sprzedaż, czyli popyt (i nie nadążają z produkcją), a nie wtedy, kiedy rosną ich oszczędności. Źródłem popytu są zaś zakupy robione przez mniej zamożną większość społeczeństwa. Podtrzymanie wzrostu wymaga więc przynajmniej utrzymania, a lepiej zwiększenia siły nabywczej biedniejszych, nawet jeśli początkowo ma się to dziać kosztem zamożniejszych, np. płacących wyższe podatki.

To twarda ekonomiczna logika - a nie ''wrażliwość społeczna'' - sprawia, że zmiany, które proponuje premier, chronią dochody uboższych, a na zamożniejszych nakładają dodatkowe ciężary. Ale ta logika będzie także miała dobre skutki społeczne i polityczne. Zmniejszenie nierówności będące skutkiem zapowiadanych zmian lepiej niż policyjne pałki służy bezpieczeństwu, politycznemu umiarowi i jakości życia ogółu.

Po drugie, nareszcie usłyszeliśmy taką wizję wielkich społecznych reform, która odpowiada długookresowej perspektywie procesów, jakich dotyczy. Podniesienie wieku emerytalnego było nie tylko politycznie niemożliwe, ale też ekonomicznie niezwykle ryzykowne, dopóki rozpatrywane było w konwencji jednorazowego balcerowiczowskiego szoku. Dokonane metodą kroczącą, którą stosowano w wielu cywilizowanych krajach, minimalizuje opór i co równie ważne, pozwala gospodarce dostosować się do nowej sytuacji.

Każde ze szczegółowych rozwiązań, które zapowiedział premier, warto dokładnie przemyśleć i można jakoś uzupełnić lub zmodyfikować. Ale jeżeli przewrót w ekonomicznym myśleniu okaże się trwały, będziemy wreszcie mieli - podobnie jak Skandynawia, Brazylia czy Niemcy - szansę na trwały i zrównoważony rozwój. Nawet w obliczu globalnego kryzysu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    90 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':