Warszawa, 10 stycznia 2002 r., godz. 10.01.03. Do stacji BTS przy ul. Klasyków loguje się komórka z końcówką numeru ...148. Od grudnia poprzedniego roku ten numer jest na podsłuchu, bo użył go ktoś podający się porywacza Krzysztofa Olewnika.
Aparatura podsłuchowa włącza się, gdy ten ktoś zaczyna wystukiwać numer połączenia do Anny Olewnik-Mikołajewskiej, starszej siostry Krzysztofa. Jeszcze przed właściwą rozmową
policja nagrywa tzw. przedpołączenie. 11 słów, trzy zdania: "Niech Jacek z Iwoną jadą." "A imię mam jakieś powiedzieć?" "Nie".
"Niech Jacek z Iwoną jadą" i "nie" - mówi Krzysztof. Podpowiada co ma mówić niezidentyfikowany mężczyzna, zapewne wynajęty, by w imieniu porywaczy zadzwonić do rodziny z żądaniem okupu.
Rozmowa odbywa się z warszawskiej ulicy, w tle słychać
samochody i głosy dwóch mężczyzn. Przechodniów? Nie udało się ustalić.
Według znanej wersji zdarzeń Krzysztof tego dnia miał być już 75 dobę przykuty łańcuchem za szyję i nogę do ściany piwnicy w domku na działce herszta bandy porywaczy Wojciecha Franiewskiego w Kałuszynie.
Albo był w piwnicy, albo na ulicyNagranie z podsłuchu i jego analiza - zrobiona przez ekspertów z instytutu im. Zena w
Krakowie - poddaje w wątpliwość, że kilka miesięcy wcześniej doszło do porwania Krzysztofa. Albo był w piwnicy, albo na ulicy.
Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, która od 2008 r. bada niewyjaśnione okoliczności tej sprawy, w komunikacie pisze wprost: nowe dowody i analiza już znanych "każą poddać wątpliwość dotychczas ustaloną wersję przebiegu zdarzeń, zarówno w czasie zaginięcia Krzysztofa Olewnika z 26 na 27 października 2001 r., jak i w późniejszym okresie".
- Niech się pukną w głowę - mówi nam o prokuratorach Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa.
A o nagraniu: - To nie jest głos Krzysia. Danusia, Ania i Leszek (mąż Anny Olewnik) odsłuchiwali je zaraz po nagraniu, bo policja im dała. Potem sprawa wróciła na procesie. Wydawało nam się, że to może głos porywacza Sławomira Kościuka, ale wtedy usłyszeliśmy, że te nagrania zaginęły - dodaje.
Ktoś został ranny, a może zabityCo by jednak nie mówić, po wydarzeniach czwartku i piątku najgłośniejsza historia kryminalna ostatnich lat (zajmowała się nią komisja śledcza, powstawały o niej książki, filmy, reportaże) zrobiła zwrot o 180 stopni. Pytania: czy porwania Krzysztofa nie było? A jeśli było, to kiedy się ono zaczęło? - same się narzucają.
Oficjalna wersja jest taka: 26-letni Krzysztof Olewnik został uprowadzony przez bandę zwykłych oprychów dla okupu w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Z powodu błędów policji i prokuratury nie udało się go odnaleźć i uratować.
Więziony był blisko dwa lata w piwnicy, potem dole po szambie. Dopiero w lipcu 2003 r. bandyci przejęli 300 tys. euro okupu od rodziny. Wkrótce potem zamordowali Krzysztofa. Ciało zagrzebali na polanie w lesie. Sprawcy zatrzymani zostali dopiero po pięciu latach i osądzeni - za zabójstwo zapadły dwa wyroki dożywocia.
Po dziesięciu latach pewni jesteśmy tylko dramatycznego finału: Krzysztof został zamordowany, potwierdzają to badania DNA po ekshumacji ciała w 2010 r.
Co do reszty są znaki zapytania. Zaczynając od dziwnych okoliczności uprowadzenia: tuż po policyjnej imprezie, grillu w domu Krzysztofa. Imprezie, którą każdy z jej uczestników relacjonuje inaczej. Grillu, po którym zostały niezidentyfikowane do dziś plamy krwi. A więc podejrzenie, że kto został wtedy ranny, może zabity.
- A najbardziej dziwną rzecz jest to, że o 9 rano w sobotę (27 października) wszyscy mówią o porwaniu, podczas gdy ktoś z żądaniem okupu odzywa się dopiero w nocy z niedzieli na poniedziałek - słyszymy w gdańskiej prokuraturze.
Była kamera czy nie byłoW ostatni czwartek o godz. 6 rano
CBŚ i prokuratorzy weszli do sześciu domów i mieszkań rodziny Olewników z nakazami przeszukania. Przyszli po oryginały listów Krzysztofa z okresu porwania, oryginały nagrań rozmów "z osobami podającymi się" za porywaczy, po zapis monitoringu domu Krzysztofa z 2001 r.
Gdyby zapis monitoringu istniał, mógłby rozwiać wszelkie wątpliwości. - Ale monitoringu u Krzysztofa nie było - twierdzi Włodzimierz Olewnik.