Kluczowe było wystąpienie przedstawiciela PSL Jana Burego. Politycy PSL zdawali się zaskoczeni planami wprowadzenia podatku dochodowego i składki zdrowotnej dla rolników, a niektórzy kręcili nosem na perspektywę ewolucyjnej zmiany systemu KRUS.
Ale Bury nie pozostawił jednak żadnych wątpliwości - PSL poprze rząd, a także zmiany w systemie płacenia podatków rolnych. Uzasadnił to tym, że "polski chłop jest dumny", a ekonomiści i eksperci nieustannie problemy kraju widzą w istnieniu KRUS.
Politycy debatujący nad exposé premiera Tuska tylko w niewielkim stopniu odnosili się do tego, co mówił. Raczej wykorzystali sytuację do przedstawienia własnych partyjnych projektów. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego z PiS jego przemówienie przypominało exposé premiera. Było tylko niewiele od niego krótsze. Gdy skończył, klub PiS oklaskiwał go na stojąco, a w ramiona objął go Antoni Macierewicz. Po wystąpieniu wyszedł z sali.
Kaczyński śmiało mieszał wątki i przeskakiwał z tematu na temat. Sprawę aktywizacji przedsiębiorczości Polaków łączył ze skandalicznymi - jego zdaniem - wyrokami za gwałt. Cztery lata temu twierdził, że rządy PO to "pacyfikacja, petryfikacja, restauracja, w skrócie PPR".
Wczoraj przedstawiał wizję apokaliptyczną. Jego zdaniem obecne rządy PO-PSL dążą do tego, by nie było swobód demokratycznych, walka z krzyżem - do upadku cywilizacyjnego, a polityka Unii Europejskiej - grozi utratą niepodległości.
Argumentował, że przyjęcie euro wraz z zaakceptowanym przez UE pakietem klimatycznym będzie gorsze dla kraju niż przegrana wojna. - Trzeba zapłacić cenę za cztery lata rządów Platformy Obywatelskiej - mówił Kaczyński. Zarzucił mu, że uderza w polską rodzinę i w polską wieś, choć - ku zaskoczeniu - stwierdził, że PiS w polityce wobec wsi godzi się na "rozsądne korekty". Podkreślał, że PiS jest przeciwko polityce zaciskania pasa, bo konsumpcja jest podstawą rozwoju. Kaczyński stwierdził, że obecna polityka prowadzi do tego, że "młodzi będą mieli
pracę marną, na śmieciowych umowach, nie będą mieli mieszkań". Stwierdził, że model edukacji prowadzi "do
pracy na zmywaku". Lider PiS argumentował, że
szkoła powinna kształtować świadomość narodową, a lekcje historii powinny być do ostatniego roku nauki.
- Trzeba odnowić polski system podatkowy. Sięgnąć do wielkich instytucji finansowych, supermarketów. Trzeba repolonizować polskie banki - argumentował. Twierdził, że m.in. z pieniędzy
OFE trzeba stworzyć fundusz rozwojowy i tworzyć nową falę polskiego kapitalizmu.
I oczywiście nawiązał do katastrofy smoleńskiej. Rząd się przeraził reakcją społeczną na Smoleńsk i dlatego "atak na krzyż i patriotyzm został ponownie w sposób bezczelny podjęty". - Dla nas, dla wielu Polaków, to jest sprawa zasadnicza, to jest atak na fundamenty - mówił. Jego zdaniem Kościół jest w Polsce źródłem wartości, bo poza nim jest nihilizm społeczny. Dwukrotnie wracał do katastrofy smoleńskiej. Na końcu powiedział, że choćby w innych sprawach PiS zgadzał się z rządem, to z samego powodu niewyjaśnienia katastrofy będzie głosował przeciw rządowi.
Równie ostro przeciwko rządowi wystąpił w imieniu swojego Ruchu Janusz Palikot. Wprawdzie chwalił Tuska za polityczny talent, to jednak stwierdził, że rząd, który zaprezentował "nie jest dla Polski, ale dla Platformy Obywatelskiej". Jego zdaniem Tusk swoim wystąpieniem chciał zadowolić
agencje ratingowe. Nie zadowolił, bo według niego "tłuste koty" usłyszały od niego, że kryzys w Polsce już jest i nie warto inwestować. Palikot dużo mówił o tym, że powodem gospodarczych problemów kraju jest brak zaufania, którego źródłem jest biurokracja. Twierdził, że rząd nie potrafi przeciwdziałać transferom kapitałów obcych za granicę. Palikot stwierdził, że jego klub nie może poprzeć rządu Tuska, bo w jego składzie jest "funkcjonariusz Kościoła Jarosław Gowin".
Palikot - podobnie jak przemawiający w imieniu SLD były premier Leszek Miller - zadeklarował jednak, że jego klub będzie popierał poszczególne propozycje rządu. Miller zaś nawiązując do swojego słynnego powiedzenia ("prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a po tym, jak kończy"), powiedział: "Pan nic nie musi kończyć ani zaczynać". I przypomniał, że jest pierwszym premierem, który w niepodległej Rzeczypospolitej rządzi drugą kadencję. Zadedykował mu także - ironicznie - cytat z Cypriana K. Norwida: "Klaskaniem mając obrzękłe prawice, czekamy na czyn".