Małgorzata Skowrońska: - Ksiądz chce być skremowany czy pochowany? Ks. Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii, teolog: - Wolałbym tradycyjny pogrzeb. Wydaje mi się bardziej godny. Nie jestem jednak przeciwnikiem kremacji. Sam 15 lat temu, jeszcze jako wikariusz w parafii Świętych Piotra i Pawła w Wadowicach, brałem udział w pogrzebach z urną.
Młodzi katolicy nie mają problemów z tym, by ich ciało było kremowane. Problemy pojawiają się w grupie powyżej 60. roku życia. Moja zmarła rok temu babcia niby żartem, ale chyba jednak na poważnie mówiła, że jak ją skremujemy, to będzie nas po nocach straszyła. - Dla starszego pokolenia wciąż ważniejszy i bardziej godny wydaje się pogrzeb z trumną. Podejrzewam, że po części tak silne przywiązanie do tej tradycji wiąże się z traumą wojenną. Tym, którzy przeżyli ten straszny okres, kremacja kojarzy się z eksterminacją w komorach gazowych. Dlatego nie chcą urn.
Po liście biskupów z 13 listopada katolicy, którzy chcą być skremowani, mogą uznać, że to jakiś gorszy gatunek pogrzebu. Jedna ze znajomych mówi: "Chcę być skremowana, ale nie chcę, żeby mój syn myślał, że chowa matkę w jakiś gorszy sposób". - Wiele zamieszania powstało wokół kremacji. Niepotrzebnie.
Kościół odrzuca ją tylko w dwóch przypadkach: gdy chodzi o formę demonstracji antyreligijnej i gdy jest znakiem sprzeciwu wobec wiary w zmartwychwstanie ciała. W każdym innym przypadku kremacja jest zgodna z prawem kościelnym. Biskupi zalecają zachowanie dotychczasowego sposobu grzebania ze względu na godność człowieka i tajemnicę wcielenia Syna Bożego. Chodzi o to, by nabożeństwo sprawować nad ciałem, a dopiero potem dochodziło do kremacji. Odwrotna sytuacja, czyli nabożeństwo nad urną, nie jest zgodne z symboliką obrzędu pogrzebu. Kościół rozumie jednak, że za kremacją może przemawiać praktyka. Czyli na przykład to, że rodzina zjeżdża się na pogrzeb z daleka i nie można nabożeństwa rozciągać na kilka dni. Dlatego w takich sytuacjach dopuszcza się sprawowanie obrzędów pogrzebowych nad urną. Oczywiście, jest to możliwe także wtedy, gdy prochy zmarłego przyjeżdżają do kraju z daleka.
Tak, ale ostateczna decyzja będzie należała do proboszcza... A ten, będąc w grupie 60+, może uważać, że urna to jakaś nowoczesna fanaberia. - Tam gdzie szersze horyzonty, problemów nie przewiduję.
Można rozrzucić prochy albo trzymać je w domu na komodzie? - Nie można. Choćby było to najbardziej romantyczne miejsce na świecie, wiara katolicka wyklucza taki sposób pochówku. W naszej religii ważny jest grób. Czy będzie w nim trumna, czy urna to sprawa drugorzędna, ale miejsce pamięci musi istnieć.