Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Przed
ciążą wszystkie pracowały, radziły sobie, miały plany. Teraz na głodowym zasiłku czekają, aż dla dziecka znajdzie się miejsce w państwowym żłobku lub przedszkolu, a dla nich wyrozumiały pracodawca, któremu nie będą przeszkadzały zwolnienia i choroby. Nie mają żadnej pewności, że znajdą jedno lub drugie. Na razie wegetują.
Zuzanna: Kto zatrudni matkę z dzieckiem?! - Jeszcze
w ciąży miałam ambitne plany: wezmę macierzyński, potem zaległy wypoczynkowy, żeby się nacieszyć małym, i do pracy. I wszystko będzie w porządku.
Zuzanna mieszka w Warszawie, ma 40 lat, wyższe wykształcenie, kilkanaście lat doświadczenia w pracy. Z zawodu graficzka.
Plan A szybko się rozpłynął. - Jak tylko on się urodził, złożyłam podania do pięciu żłobków, wszystkich w okolicy, ale wszędzie miałam odległe miejsca. Na prywatny albo opiekunkę mnie nie stać, to są ogromne koszty, w Warszawie ponad 1500 zł. Do tego dochodziłyby dodatkowe wydatki, bo moja firma przeniosła się dość daleko pod miasto, na samą benzynę wychodziłoby kilkaset złotych. Z pensji starczyłoby tylko na dojazdy i żłobek.
Zuzanna ma własne mieszkanie, więc i opłaty mniejsze, miała trochę oszczędności. Więc powstał plan B: zostanie przez rok w domu. Może w końcu znajdzie się państwowy żłobek.
Nie znalazł się.
Wtedy złożyła wniosek o zasiłek. Dostała 68 zł zasiłku rodzinnego i dodatki: 170 z tytułu samotnego wychowywania dziecka i 400 zł w związku z urlopem wychowawczym. Od razu myślała, żeby dorobić. Spytała w urzędzie dzielnicy. - Powiedzieli mi: nie można dorobić nic, bo zabiorą świadczenia. Aż urzędniczka się zniecierpliwiła i kazała mi się decydować, czy wolę wychowywać, czy pracować. I wysłali mnie do opieki, żebym tam szukała pomocy finansowej.
Byłam tak zdesperowana, że w końcu poszłam. Przyszedł do mnie na wywiad pracownik socjalny. Pytał, czy mam w domu jakieś wartościowe rzeczy, i tak się rozglądał po mieszkaniu. Potem podsumował, że opieka może mi pomóc, kiedy wykorzystam wszystkie możliwości pozyskania pieniędzy. Czyli sprzedam, co się da, a później wykorzystam pomoc rodziny. Sugerował, bym wynajęła mieszkanie i przeprowadziła się do rodziców. I żebym pozwała ich o alimenty. Ale oni są rencistami! Jak bym mogła?! A w dodatku mieszkają kilkaset kilometrów od Warszawy!
Mogłam pozwać o alimenty ojca dziecka, ale najpierw musiałabym wystąpić o ustalenie ojcostwa. Jak tylko bym złożyła pozew, zatrzymaliby mi dodatek 170 zł.
Pracownik socjalny doradzał mi prace dorywcze, domowe. Pytałam go: jak pan mnie może namawiać do pracy na czarno? Przecież w urzędzie powiedzieli: nie wolno podjąć pracy legalnie, podpisać żadnej umowy, bo wtedy przepada mi zasiłek wychowawczy, te 400 zł.
Ten zasiłek dają tylko przez dwa lata. Właśnie minęły. Zuzanna dostaje teraz 238 zł.
- I znowu poszłam spytać o możliwość dorobienia. Urzędniczka, zamiast po prostu odpowiedzieć, przeczytała mi całą ustawę. Gdy zaczęłam dociskać, w końcu przyznała, że mogę. I proszę sobie wyobrazić, że wcześniej też mogłam! Bo podobno zmieniło się prawo. Ale i tak tylko nieco ponad 300 zł, żeby zasiłku nie stracić. Pani pouczyła mnie też, że musiałabym wykazać za każdym razem, że praca nie koliduje z opieką nad dzieckiem. Że muszę być lojalna wobec pracodawcy, który przecież udzielił mi urlopu wychowawczego, i zawiadomić go o podjęciu pracy. I że ZUS przestanie za mnie płacić składki na ubezpieczenie. Brakowało jej zwykłej życzliwości. Szłam po informację i pomoc, która mi się należy - a nie po to, żeby kogoś oszukać. Urzędnicy sami nie wiedzą często, jak jest naprawdę, i wprowadzają w błąd.
Synek Zuzanny dostał się na jesieni do przedszkola. We wrześniu udało mu się chodzić całe pięć dni, bo od razu chorował.
A Zuzanna szuka nowej pracy, bo nie wie, czy w starej będzie dla niej miejsce. - Matki zwalniają zaraz po powrocie. Pisze się: "Nie spełnia wymogów pracodawcy", albo i bez żadnego powodu. Wystarczy byle pretekst.
Studia
podyplomowe z wzornictwa wykreśliła już z CV. - To odstrasza, że za dużo będę chciała zarabiać. A w ogóle pracodawcy wolą przyjmować mężczyzn bez zobowiązań albo stażystów za półdarmo. Kto przyjmie samotną matkę? W pierwszym miesiącu od razu zwolnienia? Kto zechce takiego pracownika?
Co dostanie samotna matka? Jeśli wcześniej nie pracowała: Jeśli spełni kryterium dochodowe (miesięczny dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 504 zł), otrzyma zasiłek rodzinny: 68 zł na
dziecko do ukończenia 5. roku życia, 91 zł na dziecko w wieku do ukończenia 18, roku życia i 98 zł na dziecko do ukończenia 24, roku życia.