Kotliński zaatakował tam dziennikarkę, nazywając ją "dziennikarską hieną w spódnicy, która potrafi zgnoić człowieka, nie widząc go nigdy na oczy". Tygodnik jej zdjęcie zilustrował podpisem ''Stokrotka'', sugerując w ten sposób agenturalną przeszłość, zlustrował też życiorys ojca Moniki Olejnik.
Janusz Palikot był gościem w programie Olejnik w czwartek wieczorem. Pouczał jak powinni zachowywać się posłowie, za skandaliczne uznał ich śmiech podczas występu Roberta Biedronia, gdy ten użył zwrotu o ''ciosie poniżej pasa''. - Wie pan, jeśli się poucza innych, to powinno się wiedzieć, co się dzieje w swoich szeregach. Nie mówię nigdy o swoich sprawach, ale tu obrażono moją rodzinę - zaczęła Olejnik i nawiązała do publikacji tygodnika. - To była zemsta za to, że przypomniałam, że Roman Kotliński występował w towarzystwie mordercy ks. Popiełuszki - dodała.
Palikot przepraszał: - Ubolewam nad tym, że tak się stało. Mogę obiecać, że Klub Ruchu Palikota, ani Roman Kotliński nie odwołają się już do argumentów rodziny - zaczął.
Olejnik mu przerwała: - Niczym się nie różnicie od biskupa Meringa, który w liście do księdza Bonieckiego pytając dlaczego
Magdalena Środa publikuje na łamach Tygodnika Powszechnego, pisał o jej ojcu ''marksista'' - mówiła.
Palikot znów przeprosił: - Proszę dać nam szansę, każdy kto posłuży się argumentem rodziny, zostanie usunięty z naszego klubu. Ponieważ w przypadku Kotlińskiego, to się zdarzyło po raz pierwszy, w momencie ataku na jego osobę, swego rodzaju linczu, dajemy mu szansę - tłumaczył lider Ruchu.
- On nie był linczowany, jak ktoś wchodzi do polityki prześwietla się jego życiorys - odparła Olejnik. I zacytowała fragment oświadczenia Ruchu Palikota w tej sprawie, z którego wynikało, że publikacje w tygodniku były efektem sporu personalnego między Olejnik a Kotlińskim. - To nie był żaden konflikt personalny, Nie znam tego pana i nie chcę go poznać.