Gdy we wtorkowy wieczór Sejm wybierał ostatniego wicemarszałka spośród dwóch kandydatek - Wandy Nowickiej i Beaty Kempy - ta druga tak zachwalała siebie: jestem za krzyżem w Sejmie, za wartościami chrześcijańskimi i tradycyjnym modelem polskiej rodziny.
Mocno mnie to zaniepokoiło i zaskoczyło. Bo cóż to znaczy "tradycyjny model polskiej rodziny"? Statystyka podaje dość danych, by go nakreślić.
Oto trochę danych z książeczki "Wszystko o Ewie" Anny Matei i Krzysztofa Burnetko, wydanej przed wyborami parlamentarnymi przez Fundację im.
Stefana Batorego:
- wartość prac wykonywanych przez kobiety w domu to średnio 231 zł tygodniowo (168 zł mężczyźni);
- ekonomiści szacują, że wartość nieodpłatnej pracy kobiet w domu stanowi ok. 30 proc. dochodu narodowego brutto;
- zamężne kobiety z dziećmi harują na drugim etacie 4 godziny i 45 minut na dobę, mężatki bez
dzieci nieco mniej, bo 4 h 39 min, a samotne matki 4 h 6 min;
-
obiad przygotowuje 86 proc. kobiet, które pracują zawodowo; zmywa po obiedzie 77 proc. (nawet bezrobotny mąż nie odciąża w domu pracujących żon);
- ponad 90 proc. Polaków i Polek uważa, że
dziecko to przede wszystkim sprawa kobiety;
- 31 proc. kobiet i 44 proc. mężczyzn ocenia, że ojciec zajmujący się dzieckiem ma "charakter odświętny",
- 65 proc. Polek i Polaków uważa, że pranie,
gotowanie i sprzątanie to "naturalny obowiązek kobiety".
Tradycyjny model polskiej rodziny to żona, matka, kochanka, kucharka, praczka i sprzątaczka w jednym! Toż to wyzysk.
Beata Kempa naprawdę tak źle życzy Polkom? Trzeba będzie o tym przypomnieć wyborcom przed kolejnymi wyborami.