Zaskakujący wyrok zapadł w sprawie księdza Wilfreda Baldwina. W latach 70. pracował on w Portsmouth, gdzie m.in. opiekował się prowadzonym przez zakonnice domem dziecka. Jedną z jego podopiecznych była siedmioletnia wtedy JGE (jej tożsamość została utajniona). Po latach kobieta zeznała w sądzie, że ksiądz Baldwin, który zmarł w 2006 r., wielokrotnie gwałcił ją w dziecięcych latach.
Sędzia MacDuff, odczytując we wtorek wyrok, tłumaczył, że
Kościół katolicki ponosi odpowiedzialność za wszelkie przestępstwa, których mógł dopuścić się ksiądz Baldwin. Bo chociaż formalnie nie było umowy pracownik - pracodawca, to relacje biskup - ksiądz bardzo przypominają zatrudnienie. - Ksiądz Baldwin miał swoją siedzibę, ambonę i szaty. Został wysłany do tej społeczności jako przedstawiciel Kościoła. Wcześniej został odpowiednio wyszkolony i wyświęcony. To właśnie oskarżeni umieścili go na stanowisku, które wymaga wielkiego zaufania. A on, jeśli uda się udowodnić oskarżenia, to zaufanie złamał - wyjaśniał sędzia.
Po ogłoszeniu decyzji przedstawiciele Kościoła oznajmili, że raczej nie będą się od niej odwoływać. - Kościół traktuje oskarżenia o molestowanie seksualne bardzo poważnie i jest w pełni zaangażowany w walkę z nimi. Moi klienci nie chcą unikać odpowiedzialności - mówił obrońca Edward Faulks.
Wyrok londyńskiego sądu będzie zapewne przełomem dla podobnych spraw toczących się w Wielkiej Brytanii. Dzięki uznaniu relacji panujących w kościelnej hierarchii za takie same jak w każdym przedsiębiorstwie, ofiary molestowania będą mogły dużo łatwiej uzyskać odszkodowania.
Skandale seksualne z udziałem katolickich księży wstrząsają od kilku lat kościołami m.in. w Irlandii czy Niemczech. Zdominowana przez anglikanów
Wielka Brytania była dotąd na tym tle stosunkowo spokojna. Obecnie trwa jednak śledztwo dotyczące podejrzeń o molestowanie seksualne w katedrze w Londynie.
W liczącej 62 mln ludzi Wielkiej Brytanii żyje 5 mln katolików.