W zeszłym roku za stosowanie przemocy w rodzinie skazano ponad 16 tys. osób. 3 tys. przypadków dotyczyło przemocy wobec małoletnich - podaje Ministerstwo Sprawiedliwości.
Justyna Padlewska z fundacji Dzieci Niczyje nie ma wątpliwości: - Te trzy tysiące skazanych za znęcanie się nad dziećmi to kropla. Z naszych badań wśród nastolatków w wieku 15-18 lat wynika, że ponad połowa doświadczyła w domach przemocy psychicznej, a 17 proc. przyznało, że jest regularnie bitych.
Czy uda się temu zaradzić? Od trzech tygodni na przemoc muszą reagować szkoły - bo weszło w życie rozporządzenie w sprawie procedury "Niebieskiej karty". Wcześniej do zakładania tego dokumentu upoważniona była
policja oraz pracownicy socjalni. Teraz oprócz szkół obowiązek taki mają służba zdrowia i pracownicy miejskich komisji przeciwdziałania alkoholizmowi.
Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect: - Dzieciaki spędzają w szkole po siedem, osiem godzin. Dwa razy w tygodniu rozbierają się na wuefie. Jeśli uczeń jest ciągle posiniaczony, wuefista nie może tego nie widzieć. Do tej pory zdarzało się, że nauczyciele jak zauważali, często nie reagowali.
Z badań fundacji Dzieci Niczyje z 2010 r. wynika, że z uczniem dotkniętym przemocą w rodzinie zetknął się co trzeci nauczyciel. Zareagował co drugi. Najczęściej była to rozmowa z rodzicem, zgłoszenie problemu dyrektorowi, tylko 3 proc. zawiadomiło prokuraturę. 14 proc. przyznało, że na krzywdzę
dzieci nigdy nie reaguje.
- Nikt nie lubi się wtrącać w domowe historie. Można się pomylić i kogoś skrzywdzić. Dzieci lubią konfabulować - próbuje bronić nauczycieli Artur Ławrowski, dyrektor
gimnazjum nr 75 w Krakowie. Przyznaje jednak, że nie reagować jest wygodniej. Po co chodzić na przesłuchania, zeznawać?
Krakowskie gimnazjum zakłada właśnie pierwszą "Niebieską kartę" gimnazjaliście, który przyznał się pedagogowi, że w domu jest bity. Kartę drukuje się z internetu i wypełnia z dzieckiem w towarzystwie kogoś z jego rodziny. Gdy nad uczniem znęca się i ojciec, i matka,
szkoła może zaprosić dziadków lub ciotkę.
Zgodnie z rozporządzeniem w "miarę możliwości" w procedurze powinien uczestniczyć psycholog.
Tyle że większość szkół nie ma go na etacie. Tak jak np. SP nr 2 w Częstochowie: - Nie wyobrażam sobie zakładania uczniowi "Niebieskiej karty" bez psychologa. Tam są bardzo delikatne pytania, na przykład o molestowanie - mówi wicedyrektor Maria Topoła. Zapowiada, że szkoła będzie prosiła o pomoc psychologów z miejskich poradni.
W wielu szkołach usłyszeliśmy, że do procedury ich pracownicy nie czują się przygotowani.
Ewa Sadowska, dyrektor SP nr 40 w Lublinie, uważa, że konieczne są szkolenia: - Rozporządzenie to powinien być początek. Pomocy powinna udzielić nam policja i pracownicy socjalni, którzy "Karty" zakładają od lat.
Do siedmiu dni po sporządzeniu "Karty" ma ją otrzymać przewodniczący zespołu interdyscyplinarnego. Zespoły powołują gminy. Są w nich przedstawiciele policji, pomocy społecznej, organizacji pozarządowych, ochrony zdrowia komisji rozwiązywania problemów alkoholowych oraz oświaty. To zespół zdecyduje, komu zgłosić sprawę.
Zgoda na klapsa Aż 69 proc. Polaków uważa nadal, że dziecku trzeba czasem dać klapsa - wynika z badań TNS OBOP na zlecenie rzecznika praw dziecka Marka Michalaka. Rzecznik chciał sprawdzić, czy znowelizowana ustawa, która wprowadziła zakaz bicia dzieci, zmieniła spojrzenie Polaków na sprawę. Choć aprobata dla klapsów wciąż jest wysoka, to spadła o 9 pkt proc. w porównaniu z danymi sprzed trzech lat. Jednocześnie wzrósł odsetek osób, które tego nie akceptują: z 19 do 27 proc. Ponad jedna czwarta badanych (26 proc.) uważa, że gdy
dziecko jest źle traktowane, działania powinien podejmować tylko ktoś bliski, a 4 proc. twierdzi, że nikt nie powinien się mieszać. Z drugiej strony 28 proc. powiedziało, że interwencję powinien podjąć każdy, kto wie o takiej sytuacji. 9 proc. uważa, że reagować powinna szkoła.
TNS OBOP badanie przeprowadził na zlecenie RPD w dniach 4-12 sierpnia, na próbie 1005 dorosłych Polaków