http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Skrzydła gołębicy", "Lem i Mrożek - listy" "Czarnobyl Baby"

Juliusz Kurkiewicz
2011-11-04, ostatnia aktualizacja 2011-11-04 13:04

.
.
.
.
.
.
.
.
.
Polski przekład "Skrzydeł gołębicy" (Prószyński i S-ka, przeł. Ludwik Stawowy, Anna Kłosiewicz), tak jak innej późnej powieści Henry'ego Jamesa "Złota czara", który ukazał się kilka miesięcy temu, to nadrobienie karygodnego braku. James (1843-1916) jest w Polsce najmniej znanym z klasyków anglosaskiej powieści. Rozdarty między Stanami Zjednoczonymi, w których się urodził, a Wielką Brytanią, która stała się jego ojczyzną z wyboru, nim rok przed śmiercią otrzymał jej obywatelstwo, zderzenie skorumpowanej Europy i prostodusznej Ameryki uczynił również osią swych książek. Dwa wielkie tematy Jamesa to miłość i pieniądze. Na tych krosnach tka swe fabuły o kobietach niewinnych i zepsutych, wodzonych na pokuszenie i kuszących.

Londyn. Kate Croy kocha ubogiego dziennikarza Mertona Denshera. Tymczasem jej okropna ciotka i bezwzględny ojciec chcą wymóc na niej dobre małżeństwo, by podreperować rodzinne finanse. Kate dumnie odrzuca te propozycje, a tymczasem nasuwa się okazja, by dylemat "miłość czy pieniądze" stracił rację bytu. Do Londynu przyjeżdża piękna młoda Amerykanka Milly Theale. Podkochuje się w Mertonie i choruje na gruźlicę. By przed śmiercią poczuć pełnię życia, wybiera się do Wenecji. W ślad za nią ruszają Merton i Kate, która wpada na pomysł zaaranżowania małżeństwa między własną przyjaciółką i narzeczonym.

Choć ostatnia z filmowych ekranizacji książki w reżyserii Iana Softleya ("Miłość i śmierć w Wenecji" z Heleną Bonham Carter) wiernie oddaje fabułę i obyczajową drapieżność oryginału (nim Merton przystaje na plan Kate, domaga się skonsumowania ich związku jako przypieczętowania całego planu), daje blade pojęcie o książce Jamesa. Kameralny melodramat jest tylko zewnętrznym rusztowaniem, na którym rozpięto wewnętrzne kosmosy poszczególnych bohaterów. Londyn i Wenecja, rozczłonkowane i niewyraźne, odbijają się w ich oczach, jakby filmowane kamerą z ręki. Gdy na salonach trwa gra pozorów, życie wewnętrzne przewijających się przez nie ludzi pozostaje zagadką dla czytelnika. Ktoś zauważył, że postaci Jamesa nigdy nie zdejmują ubrań, a sam pisarz nazywał swe powieści "okultystycznymi", dla podkreślenia, że bohaterowie są i mają pozostać tajemnicą.

Podczas gdy melodramatyczny z pozoru James wymaga od czytelnika sporej cierpliwości, hermetyczny Stanisław Lem to pisarz prawie dla każdego. Ale tylko ten, który wyłania się z obszernego tomu "Listów" wymienianych ze Sławomirem Mrożkiem (Wydawnictwo Literackie). Czytając tę książkę, mamy przyjemność obcowania z dwoma cholernie inteligentnymi, a do tego dowcipnymi facetami. W swych listach równie dużo miejsca co literaturze poświęcają samochodom, które są ich pasją i utrapieniem. Śmiejąc się nad książką, nie zapominajmy jednak o wybitnych dziełach napisanych przez nich w latach 60., z których pochodzi ta korespondencja. Przed groźbą banalizacji wybitnych pisarzy, które za sprawą książek o charakterze biograficznym i autobiograficznym zostają zdjęci z piedestału i przemienieni w zwykłych śmiertelników, przestrzegał w ubiegłym tygodniu na łamach "Gazety" Tomasz Fiałkowski: "Autoportret twórcy wyłaniający się z intymnych notatek czy jego portret wykreowany przez biografa spycha w cień publikowane za życia książki. Za grobem zwycięstwo? Tak, ale Pyrrusowe; pamięć o pisarzu ocalona kosztem tego, co było dlań najważniejsze. I niemal słychać zza owego grobu pytanie: skoro twórczość moja nic was już nie obchodzi, czemu, u licha, grzebiecie w moim życiu?". No właśnie...

Wakacje? Tylko w Czarnobylu! To nie żart, ale rzeczywistość współczesnej Ukrainy, która wykorzystuje magnetyczną siłę największej katastrofy nuklearnej w historii, przekształcając ją w dochodowy interes. O jego kulisach, a przede wszystkim o tym, jak wygląda dziś życie na terenach dotkniętych katastrofą z 1986 r., opowiada niemiecka dziennikarka Merle Hilbk w książce "Czarnobyl Baby" (Carta Blanca, przeł. Barbara Tarnas). "Czarnobyl stał się dla mnie rajem turystycznym, ukraińskim zamkiem Neuschwanstein Ludwika Szalonego, gdzie brakowało tylko sklepów z pamiątkami oferujących popielniczki w kształcie reaktora". Ciekawe czy ktoś wykorzysta i ten pomysł na biznes?

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':