Ale nie o sztuce prowadzenia meleksa ma być rozmowa między panami, lecz o sztuce zjadania
ciasteczka i posiadania ciasteczka. Bo ciasteczkowy problem ma właśnie Ziobraczy Zakon. Od tego spotkania może zależeć, czy będzie on dogorywał poza Prawem i Sprawiedliwością, czy w łonie partii, na oczach Prezesa i jemu wiernych zakonników, których stanowisko jasno formułuje w "Gazecie Polskiej Codziennie" Antoni Macierewicz: "Wszelkie działania na szkodę Prawa i Sprawiedliwości uważam za samobójcze i niedopuszczalne".
O przesłuchaniu ziobrystów gazety piszą, jak o wydarzeniu pewnym. Jedynie
"Nasz Dziennik" zauważa, że możliwe, iż rzecznik dyscypliny nie będzie mógł przedstawić zebranego materiału komitetowi politycznemu PiS "gdyż podsądni mogą się na dzisiejszym przesłuchaniu nie pojawić".
Gazeta ojca Rydzyka, przypominając poprzednie upadki kandydatów na reformatorów partii Kaczyńskiego (Dorn, Ujazdowski, Zalewski), zauważa że "Ziobro i Kurski, zdaje się idą podobnym szlakiem - choć na pewno z zamiarem skuteczniejszego działania niż wspomniani wiceprezesi". I przypomina, że jedynym jednoosobowym ugrupowaniem w Sejmie, które jest w stanie wejść z Prawem i Sprawiedliwością w koalicję jest Ludwik Dorn.
Dał "Nasz Dziennik" czytelnikom niezłą zagadkę do rozwiązania: czy pokazanie tej kuriozalnej sytuacji jest prztykiem w nos Prezesa, z którym już tylko jeden były, zmielony, ale jakoś wierny partii stary PiS-owiec może gadać, czy też jest to ostrzeżenie dla Zakonu Ziobraczego, że może skończyć podobnie.
No nie ułatwia o. Tadeusz życia ani swoim czytelnikom, ani Prezesowi ani Zakonowi. A prościej byłoby powiedzieć: "Już nigdy ten pan (Kaczyński/ Ziobro?)..."
Tak samo jak jasno w sprawie zakazu wypowiadania się publicznie nałożonemu przez Zgromadzenie Księży Marianów na ks. Adama Bonieckiego.
Ksiądz Waldemar Chrostowski tłumaczy, że "ta decyzja była spodziewana i pewnym sensie oczekiwana", a to dlatego, iż Boniecki "zabierał głos zawsze w tych samych mediach i na zaproszenie tych samych dziennikarek czy dziennikarzy, co sprzyjało temu, że - świadomie czy nieświadomie - wychodził naprzeciw określonym zapotrzebowaniom, którym według przekonania tych, którzy go odpytywali, chciał i potrafił sprostać".
Zdaniem więc ks. Chrostowskiego ks. Boniecki brał udział w swego rodzaju telewizyjnych teleturniejach, w których za wszelką cenę starał się odgadnąć prawidłowe odpowiedzi, które oczywiście znali zadający pytania dziennikarze, z Moniką Olejnik na czele.
"Gazeta
Polska Codziennie" pokazuje, że można pisać jeszcze jaśniej. Tytuł na jedynce nie pozostawia żadnych wątpliwości: "Sprawa księdza Bonieckiego. Wreszcie kościół zareagował". W środku już nie jest jak u Hitchcocka.
Natomiast w "Super Ekspressie"
red. Tomasz Terlikowski wyjaśnia, że zakaz przełożonych księdza Bonieckiego "to nie jest żadna cenzura. Ks. Boniecki jest zakonnikiem, a to oznacza, ze złożył śluby posłuszeństwa. Tym samym część swojej woli podporządkował władzy zakonnej. W momencie, w którym uznała ona, że jego działanie może być szkodliwe dla Kościoła, sieje w nim zamęt, to ma wtedy ma ona prawo interweniować."
- To nie jest zamykanie dyskusji? - pyta na to dziennikarz.
"Rolą księdza Bonieckiego jako zakonnika nie jest wypowiadanie własnych opinii. On ma reprezentować stanowisko kościoła" - odpowiada klarownie red. Terlikowski. Gdyby więc Boniecki czytał Terlikowskiego, to wiedziałby, jak i co mówić i pisać.
"Rzeczpospolita" zastanawia się z kolei,
czy w czasach internetu ten zakaz będzie w ogóle skuteczny i cytuje interesujące wypowiedzi księży podzielających ten pogląd. "Każda instytucja ma prawo oceniania, czy to, co ktoś mówi, jest zgodne z jej linią, systemem wartości, czy nie szkodzi jej wizerunkowi - mówi "Rz" ks. Zenon Hanas, wiceprowincjał księży pallotynów i wykładowca PR. - Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że w dobie masowych komunikatorów niezależnie od naszej woli takie poglądy będą istniały".
A rzecznik archidiecezji krakowskiej ks. Robert Nęcek dodaje: "Dzisiaj zasady administracyjne nie zdają egzaminu. Zamiast tego skutecznie pogłębiają przepaść we wspólnocie. Dzisiaj bardziej przemawia do ludzi rozmowa niż artykuł karny".
Jan Turnau w "Gazecie Wyborczej"
całym sobą staje za ks. Bonieckim:
"Nie rozumiem zakonu marianów, którzy tak potraktowali swojego byłego zwierzchnika, autora kościelnego o światowej renomie - pisze w swoim komentarzu. - Zamiast cieszyć się, że mają u siebie takiego luminarza, co przecież przynosi im zaszczyt, poniżają go podobną cenzurą. Myślę, że poniżają w ten sposób siebie samych. (...) Wstydzę się dzisiaj, ze taka decyzja jest w moim Kościele w ogóle możliwa. I mam nadzieję, ze zostanie cofnięta."
Zakon marianów milczy.
Zainteresowanie Grecją jest powszechne, więc nic dziwnego, że pisze też o niej felietonista "Gazety Wyborczej" Michał Ogórek, który zauważa że Unia Europejska cofa się w
antyk:
Grecja pada, następni w kolejce Rzymianie czekają na ruch Germanów z północy, a Polska... Nie powiem. Czytajcie Ogórka.