- Dzwony alarmowe biją na całym świecie. Katedra świętego Pawła je usłyszała - tłumaczył "Guardianowi" anglikański biskup Londynu Richard Chartes. Jeszcze tydzień temu to on wzywał koczujących pod katedrą w 200 namiotach Oburzonych do zaprzestania protestu przeciwko chciwości bankierów i bezkarności sektora finansowego. - Symbolika zamkniętych drzwi nie była dobra - bił się w piersi biskup, przypominając, że w "XX w. katedra była symbolem wolności" i powinna takim symbolem pozostać.
Wielebnemu Chartesowi chodziło o decyzję z 21 października o zamknięciu katedry - oficjalnie ze względów sanitarnych i bezpieczeństwa. Zostało to odebrane jako odwrócenie się Kościoła od firmującego namiotowy protest ruchu "Okupuj londyńską giełdę", z którym sympatyzuje wielu anglikanów. Ponieważ na początku protestu kapłani z katedry witali Oburzonych z otwartymi ramionami, powstało wrażenie, że
Kościół zatrzasnął drzwi uprzednio szeroko otwarte przed demonstrantami.
Oświadczenie biskupa lewicowe media na Wyspach okrzyknęły największym ideologicznym zwrotem we współczesnej historii Kościoła anglikańskiego. Jak pisze "Daily Telegraph", ten zwrot poprzedziły burzliwe dyskusje. Hierarchowie doszli jednak do wniosku, że z punktu widzenia nauki społecznej Kościoła lepiej stanąć po stronie ludzi protestujących przeciwko nieetycznym zachowaniom bankierów, niż bronić czystej litery prawa.
Jeszcze we wtorek wydawało się, że z przyzwoleniem Kościoła
policja rozpędzi siłą obóz rozbity pod katedrą 15 października. Koczujący antykapitaliści dostali bowiem od władz miasta nakaz eksmisji i 48 godzin na zwinięcie nielegalnie rozstawionych namiotów, ale oświadczyli, że nigdzie się nie ruszą. Wcześniej odpowiednie procedury sądowe przeciw protestującym wszczęły zarówno władze katedry św. Pawła, jak i zarządzająca brytyjską stolicą Corporation of London.
Ale we wtorek po południu władze świątyni (która już od minionego piątku była znów otwarta dla wiernych i protestujących) wycofała niespodziewanie swój wniosek w sądzie. Władzom Londynu, które razem z katedrą są właścicielami miejsca, gdzie rozbito namioty, nie pozostało nic innego jak pójść w jej ślady. Stuart Fraser z władz miasta tłumaczył potem, że nie chciały one być "tą złą siłą". Zastrzegł jednak, że swą decyzję o eksmisji tylko zawiesiły, bo potrzebuje czasu na przemyślenie następnego kroku.
Antykapitaliści, którzy swoją akcję wzorują na nowojorskim ruchu "Okupuj Wall Street!", nie ukrywają radości. - To dla nas wielkie zwycięstwo - mówił "Guardianowi" Spyro van Leemnen, jeden z aktywistów koczujących pod katedrą. - Kościół zdał sobie sprawę z tego, że podziela wiele z wartości, których tu bronimy. Od pierwszego dnia protestu opowiadaliśmy się za dialogiem z duchownymi.
Kościół nie był jednak gotowy do dialogu z powodu wewnętrznych podziałów, a ostateczną decyzję o poparciu ruchu "Okupuj londyńską giełdę" poprzedziły aż trzy spektakularne dymisje. Pierwszy na znak protestu wobec twardej linii Kościoła odszedł w ubiegły czwartek kanclerz katedry św. Pawła Giles Fraser, sympatyzujący z antykapitalistami. Niedługo potem to samo zrobił przychylny wobec protestujących kapelan świątyni Fraser Dyer. W poniedziałek zaś do dymisji podał się dziekan katedry Graeme Knowles, który opowiadał się za akcją sądową.
W środę głos zabrał najwyższy rangą duchowny Kościoła anglikańskiego i jego honorowy zwierzchnik arcybiskup Canterbury. W wywiadzie dla czytanego w kręgu finansjery "Financial Times" poparł ideę wprowadzenia kontrowersyjnego podatku od transakcji finansowych. Chodzi o tzw. podatek Tobina - od nazwiska amerykańskiego laureata Nobla z dziedziny ekonomii Jamesa Tobina, który proponował opodatkowanie spekulacyjnych transakcji walutą.
Podatek ten mógłby ograniczyć groźne dla państw spekulacje finansowe. Rozwiązanie te co kilka lat staje się tematem do dyskusji polityków i ekonomistów. I mimo poparcia części przywódców (za takim podatkiem był były laburzystowski premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown) regularnie trafia na półkę dlatego, że jest zbyt radykalny i trudny do zastosowania.
Obecnie wprowadzenie takiego podatku postuluje Komisja Europejska - miałby on być jednym ze źródeł finansowania unijnego
budżetu. Sprzeciwiają się mu m.in. rządy
USA i Wielkiej Brytanii.