http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kaczyści vs ziobryści

Wojciech Szacki
2011-11-03, ostatnia aktualizacja 2011-11-02 20:44

Zbigniew Ziobro odrzuca ultimatum Jarosława Kaczyńskiego. - Ziobryści szykują się do założenia własnej partii - komentuje Ryszard Czarnecki

Zbigniew Ziobro razem ze swoimi stronnikami (z prawej Arkadiusz Mularczyk, z lewej Beata Kempa, za nią Jacek Kurski i Tadeusz Cymański) idą na konferencję w Sejmie
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Zbigniew Ziobro razem ze swoimi stronnikami (z prawej Arkadiusz Mularczyk, z...
PiS jest o krok od formalnego podziału na kaczystów i ziobrystów. - Rozłam jest pewny, teraz chodzi już tylko o to, jak odczytają go wyborcy i kogo obwinią o rozbijanie prawicy - powiedział "Gazecie" po posiedzeniu komitetu politycznego jeden z jego członków, stronnik Kaczyńskiego.

Troska o wyborców tłumaczy, dlaczego Kaczyński po prostu Ziobry nie wyrzuci i dlaczego Ziobro po prostu nie wychodzi.

Ultimatum prezesa

Wczoraj ziobryści i kaczyści nakręcili kolejny odcinek tej telenoweli.

Na posiedzeniu komitetu politycznego w siedzibie partii Jarosław Kaczyński postawił Zbigniewowi Ziobrze ultimatum: on i Jacek Kurski mają zaprzestać występów w mediach i oddać się do dyspozycji prezesa, a ten pozostawi ich w kierownictwie partii.

Ultimatum przyboczni Kaczyńskiego opakowali wprawdzie w ładne słowa, jako "propozycję kompromisu", ale było jasne, że chodziło o złożenie hołdu.

Ziobro ultimatum odrzucił - pierwszy raz na posiedzeniu komitetu, a potem na konferencji w Sejmie, na której wystąpił z najważniejszymi zwolennikami: Jackiem Kurskim, Arkadiuszem Mularczykiem i Beatą Kempą.

- Trudno nazwać kompromisem to, co nam przedstawiono. Ten kompromis sprowadza się do tego, że postawiono nas w stan oskarżenia, wszczęto postępowanie dyscyplinarne, zażądano podania się do dymisji i przyznania do błędów, których nie popełniliśmy - oświadczył były minister sprawiedliwości.

Zaznaczył, że za eskalację konfliktu odpowiedzialni są "ci, którzy takie metody stosują". Na pytania dziennikarzy nie odpowiadał, obiecał, że szerzej wypowie się w ciągu kilku dni.

Cel: własna partia

Kaczyści odpowiedzieli błyskawicznie. W TVN 24 szef klubu Mariusz Błaszczak porównał Ziobrę do piromana. "Gazeta" rozmawiała z innym członkiem komitetu Ryszardem Czarneckim. - Prezes w imię jedności partii dał Ziobrze szansę, choć wielu polityków PiS namawiało go do kroków stanowczych. Odrzucenie tej propozycji oznacza, że ziobryści od początku grali w inną grę i szykują się do założenia własnej partii - mówi "Gazecie" Czarnecki.

Od początku było jasne, że kaczyści nie mogą się ugiąć i spełnić żądań ziobrystów, którzy od dwóch tygodni w rozlicznych mediach domagają się "demokratyzacji PiS". Wczoraj przed komitetem ziobryści obstawili większość porannych programów: były wywiady z Ziobrą (TOK FM), Kempą (Radio ZET) i Kurskim (RMF FM).

- Jedynym konkretnym postulatem tej grupy są zmiany statutu partii i to, że na czele tych zmian miałby stanąć Zbigniew Ziobro. Byłoby to odebranie przywództwa Jarosławowi Kaczyńskiemu, a na to zgody nie ma - powiedział po komitecie rzecznik PiS Adam Hofman.

Posiedzenie było dość krótkie, a najważniejsze sprawy rozstrzygnęły się na początku. Kaczyński przedstawił swą propozycję, Ziobro ją odrzucił, a Kurski przypomniał o postulatach ziobrystów. Niedługo potem prezes PiS wyszedł, bo spieszył się do Krakowa na grób brata. Posiedzenie opuścił też Hofman, aby porozmawiać z dziennikarzami.

Rozwód na dniach?

Co dalej z PiS? Wygląda na to, że rozwód jest kwestią dni. Zaczęło się postępowanie dyscyplinarne przeciw Ziobrze, Kurskiemu i Tadeuszowi Cymańskiemu, którzy zostali wezwani przed rzecznika dyscypliny partyjnej.

- Jeśli propozycja kompromisowa nie zostanie przyjęta, postępowanie zakończy się w parę dni - powiedział Hofman.

Inny kaczysta: - Ziobro woli być męczennikiem niż zdrajcą. Będzie na naszą decyzję czekał, czekał, aż się doczeka.

Ziobro i Kurski z "Gazetą" nie rozmawiają. Jeden z ziobrystów tak tłumaczy powody konfliktu: - PiS w tym kształcie nie wygra już żadnych wyborów. Kaczyński popełnia katastrofalne błędy, a partia jest w fatalnym stanie. Po szóstych przegranych wyborach uznaliśmy, że czas na nasz ruch.

Są też - o tym mój rozmówca już nie wspomina - przyczyny psychologiczne. Ziobro uznał, że Kaczyński nie wyobraża go sobie jako następcy, stąd chęć założenia własnej partii.

Ziobro liczy szable

Ilu jest ziobrystów? Kaczyści szacują siłę przeciwnika na kilkunastu posłów, ziobryści twierdzą, że w Sejmie jest ich co najmniej 30. Jest tam kilkoro znanych posłów - Kempa, Mularczyk, Marzena Wróbel, Andrzej Dera. Ale to także m.in. posłowie, których Kaczyński zepchnął na dalsze miejsca na listach wyborczych, a których Ziobro z Kurskim promowali w kampanii, często bez wiedzy sztabu - Mieczysław Golba czy Mariusz Jędrysek (obaj weszli z 14. miejsca) lub Patryk Jaki (z 8. miejsca).

Do Sejmu weszli też dwaj kandydaci PiS o nazwisku Ziobro, choć obaj startowali z kiepskich miejsc. Ziobro uznał to za znak, że wciąż jest popularny w elektoracie PiS.

Kaczyści wróżą mu jednak los PJN. - Ziobro nie ma szans. Kaczyński jest, jaki jest, ale to on jest liderem, i to widać w każdym jego zachowaniu. Na posiedzeniu komitetu rozprowadził Ziobrę, jak chciał, a potem wyszedł. Ziobro został, choć nic ważnego już tam się nie działo. A gdy wyszedł do dziennikarzy, nie potrafił nawet dwóch zdań złożyć, podczas gdy my narzuciliśmy już narrację - podsumowuje kaczysta.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':