Dziś Komitet Polityczny
PiS ma zdecydować co dalej ze Zbigniewem Ziobro. Ukarać go za rozpoczęcie dyskusji w partii o przyczynach jej klęski wyborczej, szóstej z rzędu? A jeśli ukarać, to jak - zawiesić w prawach członka PiS czy od razu wyrzucić?
Decyzja ważna, bo nie można wykluczyć, że pozbycie się Ziobry może być początkiem rozpadu PiS, jeśli w ramach solidarności odejdzie z nim grupa zwolenników zwanych ziobrystami. Tyle, że ta grupa nie będzie chyba zbyt liczna. Beata Kempa dziś rano w Radio Zet przyznała się, że jest ziobrystką, ale wiła się jak piskorz, by nie powiedzieć jaką podejmie decyzję, jeśli Ziobro wyleci z partii. W kółko powtarzała, że
Jarosław Kaczyński w swej mądrości Ziobry nie ukarze, więc ona nie będzie musiała podejmować decyzji - odejść razem z szefem swojej frakcji, czy położyć uszy po sobie i pozostać przy prezesie.
Jacek Kurski w
radio RMF FM był już bardziej wyrazisty: - Będę solidarny z Ziobro. To Ziobro ma najlepszy mandat polityczny i moralny do wskazywania recept, jak PiS powinien wygrywać. Czyli sam odejdzie jeśli Ziobro wyrzucą. Ale Kurski także pilnował się by złego słowa o prezesie nie powiedzieć. Nigdy nie kwestionował przywództwa Jarosława Kaczyńskiego, chce zmieniać PiS od środka, ale pod wodzą prezesa. Zadanie na miarę Herkulesa, by nie powiedzieć że niewykonalne. Bo jak zmienić partię, którą jednoosobowo kieruje Kaczyński, nie ruszając Kaczyńskiego?
W TOK FM sam
Zbigniew Ziobro mówił podobnie: nikt nie namówi go na krytykę prezesa ani żadnych innych kolegów. On tylko chce większej demokracji. Demokracja ważna rzecz w partii, w której prezes nie dopuszcza do głosu wiceprezesa. W tych wszystkich rozmowach jest kilka elementów wspólnych.
Ziobryści wyraźnie liczą na swoją popularność wśród wyborców, liczą że to ich uchroni przed karą. Kurski wychwalał wyniki Ziobry, a Kempa skromnie się pochwaliła, że zdobyła trzeci co do wielkości wynik w tych wyborach. Lekko szczypią antyziobrystów, głównie Hofmana i Błaszczaka: niech popatrzą na uzyskane przez siebie wyniki i posypią głowy popiołem. Gorliwie zapewniają o swoim pisowskim patriotyzmie i lojalności wobec prezesa, który w swej mądrości podejmie jedynie słuszną decyzję. Ostrzegają, że niezreformowany PiS przegra wszystkie następne wybory, a Tusk z Platformą będzie rządził kolejne kadencje, być może przy pomocy nihilistów z Ruchu Palikota.
Na zasadnicze pytanie: czy PiS rozpadnie się, jeśli jednak prezes w swej mądrości wyrzuci Ziobrę usłyszeliśmy tylko, że to negatywny scenariusz którego nikt nie chce. Nie ma co nad nim dywagować, bo prezes w swej mądrości itd. itd.
Aż chciałoby się dodać, że gdyby prezes był taki mądry, to dawno by pozbył się Ziobry zanim ten zbudował wokół siebie całą frakcję zwolenników. Coś chyba nie tak z tą słynną dalekowzrocznością Kaczyńskiego. To Jacek Kurski powiedział kiedyś, że prezes patrzy na kilka lat do przodu i wie co się wydarzy na scenie politycznej, kiedy inni politycy są ciemni jak tabaka w rogu. Ciekawe, co teraz myśli Kurski o dalekowzroczności prezesa, kiedy PiS przegrywa wybory za wyborami. I kiedy w swej mądrości prezes ukarze jednak Ziobrę za zadawanie niedozwolonych pytań.