Komitet polityczny, czyli 28 najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości, może zdecydować dziś o karze dla Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i innych ziobrystów. Konflikt między nimi i prezesem
PiS Jarosławem Kaczyńskim z dnia na dzień się rozkręca.
W poniedziałek Ziobro ogłosił list otwarty do Kaczyńskiego, w którym wzywał m.in. do "uspokojenia sytuacji". - Liczę na pewną mądrość, rozwagę. Na dyskusję jest czas po wyborach, bo jeśli nie teraz, to kiedy. To będzie z bardzo dobrym skutkiem dla PiS - mówił w środę w TOK FM Ziobro.
- List otwarty to taka forma, w której adresat dowiaduje się ostatni - dociskał prowadzący program Jan Wróbel.
Ziobro przyznał, że w ten sposób mówi też do swoich wyborców. - Działamy w obszarze polityki, sfery publicznej, trzeba komunikować się w sposób zrozumiały dla publiki, dla wyborców - odpowiedział. - Rozpoczynając tę debatę na łamach dwóch mediów kojarzonych z prawicą ["Uważam Rze" i "Nasz Dziennik"] uznałem, że potrzebna jest dyskusja z udziałem wyborców. PiS po raz szósty przegrał wybory. A do Sejmu weszli nihiliści spod znaku Palikota i nie można wykluczyć scenariusza, że po kolejnych czterech latach słabych rządów Platformy wyborcy dadzą się zwieść Palikotowi, który może zostać wicepremierem czy premierem - mówił wiceprezes PiS.
Ziobro dodał, że od kilku dni był "dość mocno atakowany przez prominentnych polityków PiS". - Ataki personalne czy straszenie karami dyscyplinarnymi nigdy niczego dobrego nie wróżą. Zwłaszcza, że nie mogą być skuteczne w tym wypadku - stwierdził.
Co Ziobro, jeśli dziś komitet polityczny do zawiesi lub wyrzuci? - Wtedy będę się zastanawiał.
Zapewniał, że nie ma nic wspólnego z Romanem Giertychem, nie planuje z nim żadnych przedsięwzięć.