http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zbigniew Ziobro idzie na swoje

Wojciech Szacki
2011-11-02, ostatnia aktualizacja 2011-11-01 19:13

Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński, 2008 r.
Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński, 2008 r.
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

- Kaczyński ma tyle władzy, że zajmuje się 1001 drobiazgów, a koterie troszczą się głównie o dostęp do ucha prezesa - mówi "Gazecie" jeden z ziobrystów szykujący się do zakładania nowej partii

SONDAŻ
Dziś zbiera się komitet polityczny PiS. Co zrobi z Ziobro?

Wyrzuci go
Zawiesi go
Nic nie zrobi

Jarosław Kaczyński przyspiesza. Już dziś komitet polityczny, czyli 28 najważniejszych polityków PiS, może zdecydować o karze dla Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i innych ziobrystów.

Konflikt z ziobrystami z dnia na dzień się rozkręca.

Ziobro w liście do prezesa - błyskawicznie ujawnionym przez TVP i PAP - wezwał Kaczyńskiego "do uspokojenia sytuacji w PiS" i zadeklarował gotowość do współpracy.

Ale to już tylko słowa. Obie strony wiedzą, że w jednej partii nie zmieszczą się ambitny wiceszef PiS Ziobro i strzegący swej pozycji Kaczyński.

Jeden z ziobrystów zdecydował się na rozmowę z "Gazetą", by opowiedzieć o genezie secesji.

- Jarosław Kaczyński pomylił przywództwo z zarządzaniem. Ma tyle władzy, że zajmuje się 1001 drobiazgów, a koterie troszczą się głównie o dostęp do ucha prezesa, by załatwić korzystne dla siebie rozwiązanie w Pierdziszewie - ocenia sytuację PiS.

Tę diagnozę stawiało już wielu wcześniejszych rozłamowców - ostatnio z PJN - ale ziobryści wtedy byli po stronie Kaczyńskiego. Kilkoro z nich jest nawet w komitecie politycznym - Ziobro, Kurski, Beata Kempa i Arkadiusz Mularczyk.

Według mojego rozmówcy o najnowszym rozłamie przesądziły wybory.

- Katastrofalne babole Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenia w ostatnim tygodniu podniosły frekwencję z 41 do 49 proc. Ci dodatkowi wyborcy przesądzili o wysokim zwycięstwie Platformy - uważa mój rozmówca. Ma na myśli słynne słowa Kaczyńskiego o kanclerz Niemiec Angeli Merkel w wywiadzie dla "Newsweeka" i billboardy straszące koalicją PO z Ruchem Palikota.

Zdaniem naszego informatora PiS mógł wygrać, ale nie przy takim zarządzaniu partią przez prezesa. - Kaczyński niszczy ludzi i całe struktury w okręgach. Robi to przez całą kadencję, a tuż przed wyborami upokarza niektórych posłów, przesuwając ich na odległe, z założenia niebiorące miejsca. Listy do ostatniej chwili trzymał w tajemnicy, co opóźniło start kampanii i kosztowało partię kilka punktów proc. - opowiada ziobrysta.

Ziobro w tych "poniżonych" posłów zainwestował. W kampanii jeździł po Polsce i wspierał polityków upokorzonych przez Kaczyńskiego; na Podkarpaciu wsparł np. Mieczysława Golbę, który był dopiero na 14. miejscu. Z pomocą Ziobry Golba do Sejmu wszedł, pokonując m.in. jednego z "aniołków" Kaczyńskiego.

W ten sposób Ziobro dochował się grupy lojalnych posłów, którzy - gdy ich wezwie - opuszczą Kaczyńskiego.

Jak liczna jest ta grupa? Pierwsze posiedzenie klubu było okazją, by ziobryści się policzyli. Opowiada ziobrysta: - Kaczyński prowadził obrady i sam zgłosił kandydatów do komisji, która miała liczyć głosy w wyborach na szefa klubu. Wtedy my zgłosiliśmy Andrzeja Derę i Zbigniewa Dolatę, a Kaczyński zbaraniał.

W głosowaniu ziobryści przepadli. - Głosowanie było jawne, ludzie podnosili ręce, a Kaczyński liczył. Ziobryści siedzieli głównie z tyłu sali, więc części rąk mógł nie zauważyć lub nie chciał zauważyć. Doliczył się 29 głosów za Derą i tyle samo za Dolatą, ale ja też liczyłem. Było nas ok. 40 - twierdzi ziobrysta. Według niego to przełomowe wydarzenie w historii partii, bo "było to pierwsze jawne głosowanie przeciw Kaczyńskiemu".

Zdaniem mojego rozmówcy w kolejnym - już tajnym - głosowaniu na szefa klubu ok. 40 ziobrystów było przeciw Mariuszowi Błaszczakowi, choć oficjalnie takich głosów było tylko 22. - To był cud nad urną - oskarża nasz rozmówca.

I dodaje: - Kaczyński siłowo przeprowadził wybór Błaszczaka, nie dopuścił do głosu wiceprezesa partii, a to wszystko zrobił na oczach nowych posłów, którzy myśleli, że wchodzą do poważnej partii, a znaleźli się w kolonii karnej.

- Jarosław Kaczyński nie wygra już żadnych wyborów, zaprzepaści każdą szansę. A to oznacza, że Platforma nie ma opozycji - kończy mój rozmówca.

Jak to się skończy? Komitet polityczny może - jak sugeruje propisowski portal Wpolityce.pl - zawiesić członkostwo w PiS najważniejszych ziobrystów. Wtedy być może sami wyjdą z partii. Jeden z członków komitetu przewiduje jednak inny scenariusz: - Teraz chcą zostać i jątrzyć. Wiedzą, że są słabi, może zmontują klub w Sejmie, ale nic więcej.

Nasz rozmówca z otoczenia Kaczyńskiego nie chciał jednak zdradzić, co dziś zrobi prezes.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 60 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    58 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':