Biskupa Wiktora Skworca, nowego metropolity katowickiego, Opatrzność nie oszczędzała. Syn górnika, sam przez rok górnik, zahartowany w czasie negocjacji z komunistami i przeczołgany podczas lustracyjnej burzy. Łatwo się domyślić, że taki człowiek wie, co to bieda, cierpienie, samotność, gdy wszyscy wokół przyglądają się podejrzliwie.
Jego znajomi mówią, że jest przenikliwy w sądach, ale powściągliwy w ich wyrażaniu. Po śląsku stroni od publicznego lansowania się, brylowania przy boku polityków. Otwarty na Europę, daleki od polityki Radia Maryja (co, niestety, w Episkopacie nie jest częste), rozumie, czym jest europejska demokracja, docenia znaczenie dobrych stosunków polsko-niemieckich. Z ambony łoi polityków za to, że zajmują się bzdurami zamiast dobrem Rzeczpospolitej, a księży, że odrywają się od rzeczywistości.
Skworc dla metropolii górnośląskiej - rozciągającej się od Opola, przez Gliwice do Katowic, regionu już dziś dotkniętego nierównościami społecznymi i brakiem wizji rozwoju - to dobry wybór na nadciągające złe czasy kryzysu ekonomicznego i społecznego. Ludzie chcą równości, sprawiedliwości i przyzwoitości; tych żądań niedługo przybędzie. Chrystus by przy nich stanął,
Kościół - powinien. W takich czasach potrzeba koni do roboty.