W dodatku
Jarosław Kaczyński przed wyborami pytany o ewentualny skład rządu wymieniał tylko Antoniego Macierewicza i właśnie Ziobrę.
Ziobro najmocniejszy wydawał się zimą 2007 r. Przekonał wówczas premiera Kaczyńskiego, że tylko on jest w stanie "walczyć z układem", którego mimo trwających już ponad rok rządów PiS i jego koalicjantów nie zdołano pochwycić.
W rezultacie wicepremierem i szefem MSWiA przestał być Ludwik Dorn (mówiło się o nim "trzeci bliźniak"). Kierownicze stanowiska w resortach siłowych otrzymali ludzie Ziobry, a wkrótce on sam specjalnym rozporządzeniem premiera został "superministrem" nadzorującym najważniejsze śledztwa.
Ściganie "układu" skończyło się katastrofą - 25 kwietnia 2007 r. zginęła przy próbie zatrzymania przez ABW b. posłanka SLD Barbara Blida.
Katastrofą była też to, co zdarzyło się trzy miesiące później: CBA przeprowadziło nieudaną prowokację wobec koalicyjnego wicepremiera Andrzeja Leppera. O przeciek posądzony został kierujący MSWiA Janusz Kaczmarek (do niedawna jeden z najbliższych ludzi Ziobry). Rząd upadł, a do publicystyki weszło stwierdzenie, że PiS nie mogąc złapać "układu", znalazł go u siebie.
Lepper wystąpił wówczas z oskarżeniem, że źródłem przecieku był min. Ziobro. Minister zaprzeczał i zaprezentował dyktafon, na którym nagrał rozmowę z Lepperem.
Po wyborach 2007 r. Ziobro został wprawdzie wiceprezesem PiS, ale wystawienie go w wyborach do europarlamentu (2009 r.) zostało potraktowane jako zsyłka. Zwłaszcza że prezes pytany o Ziobrę stwierdził, że młody polityk powinien się skupić na nauce języków przed europejską misją.
Zbigniew Ziobro
studia prawnicze ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim. W
Krakowie nie udało mu się ukończyć aplikacji prokuratorskiej. Zrobił to w
Katowicach. Poznanych tam w latach 90. bliskich mu ideowo i pokoleniowo prawników ściągnął później do ministerstwa i służb specjalnych, a do prokuratury katowickiej kierował najważniejsze śledztwa.
Po raz pierwszy publicznie nazwisko Ziobry pojawiło się przy okazji stowarzyszenia Katon, które współzakładał. Zajmowało się pomocą ofiarom przestępstw.
W 2001 r., gdy miał 31 lat, został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, na którego czele stał
Lech Kaczyński. Dostał się do Sejmu, gdzie zabłysnął podczas prac komisji śledczej badającej aferę Rywina - był pracowity, chętny do wystąpień przed kamerą, ale i skłonny do wyciągania zbyt daleko idących wniosków.
Gdy w 2005 r. PiS wygrało wybory, było jasne, że stanie na czele resortu sprawiedliwości. Ziobro kontynuował tam krucjatę przeciwko SLD, poszukując w Szwajcarii nielegalnych kont jego polityków, a w Polsce próbując wznawiać umorzone dawno śledztwa przeciwko Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. W czerwcu 2006 r. wsparł też swojego partyjnego kolegę Jacka Kurskiego, który oskarżył PO o finansowanie kampanii z kasy PZU. Na konferencji prasowej Ziobro zaprezentował wtedy niszczarkę, sugerując, co się mogło stać z dowodami w tej sprawie.
Najlepiej Ziobro rozumiał się z Mariuszem Kamińskim, szefem nowo powstałej służby antykorupcyjnej - CBA. W lutym 2007 r. na wspólnej konferencji ogłosili sukces - zatrzymanie kardiochirurga dr. Mirosława G. (wtedy padło słynne, że już "nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie"). Zarzut nie potwierdził się, po latach Ziobro przegrał proces z lekarzem. Z szefem CBA występował jeszcze wtedy, gdy informowali o zatrzymaniu neurochirurga prof. Jana Podgórskiego uniewinnionego dopiero w 2010 r.
Podsumowując swoje rządy, Ziobro chwalił się, że jego działania doprowadziły do zmniejszenia przestępczości. Pominął to, że - przy ogólnym spadku, który zaczął się przed 2005 r. - wzrosła liczba najgroźniejszych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. Zwracał też uwagę na usprawnienie pracy prokuratury - naprawdę za jego rządów zaległości w rozpatrywaniu spraw w prokuraturach wzrosły od 5 do ok. 14 proc. Prokuratorów, a także sędziów, minister pogonił nie tyle do pracy, ile do uległości - nowymi przepisami, dzięki którym mogli w 24 godziny stracić immunitet i w każdej chwili być przeniesieni do zupełnie innej prokuratury czy sądu.
Latem 2011 r., po prawie czterech latach pracy, komisja śledcza badająca sprawę śmierci Blidy zarekomendowała postawienie Ziobry i Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu. Ziobro nazwał jej ustalenia "konfabulacją i insynuacją". W sprawie Trybunału Stanu dla obu polityków decyzję podejmie obecny Sejm.