"Wojna "ziobrystów" z dawnym Porozumieniem Centrum? - W Prawie i Sprawiedliwości nie ma konfliktów, na jakich bardzo zależy naszym przeciwnikom politycznym - zapewniają politycy tej partii. Jak argumentują politolodzy, wewnętrzna dyskusja to dowód na witalność każdego ugrupowania, o ile nie sprowadza się do walki o stołki" - czytamy w "Naszym Dzienniku".
Istotne w tym tekście jest to, co ks. Rydzyk ma do zakomunikowania Jarosławowi Kaczyńskiemu i Zbigniewowi Ziobrze: "Stabilny elektorat PiS oczekuje merytorycznej dyskusji wewnątrz, a nie kolejnych rozłamów. Poza tym bardzo słaby wynik PJN powinien być przestrogą dla polityków, którzy szykują wewnątrzpartyjne rewolucje - podkreśla ekspert dr Marcin Zarzecki". To a propos pogłosek, że Kaczyński boi się ambicji wodzowskich Ziobry, że chce rozliczyć Ziobrę z jego udziału w kampanii wyborczej i z tego, że b. minister sprawiedliwości nie wspierał całych list PiS, a jedynie niektórych kandydatów.
Polska to nie Węgry, a Kaczyński to nie Orban Tymczasem Igor Janke w "Rzeczpospolitej" nawołuje PiS do otwarcia się na nowe środowiska: "
Jarosław Kaczyński marzy o drugim Budapeszcie. Wierzy, iż
kryzys gospodarczy dotknie Polskę tak mocno, że wyborcy odsuną się od Platformy Obywatelskiej i wpadną w ręce Prawa i Sprawiedliwości. Wierzy, że w Polsce powtórzy się wariant węgierski. Tam po fatalnych rządach socjalistów konserwatywny Fidesz Viktora Orbana zdobył zdecydowaną większość w parlamencie. Teraz rządzi samodzielnie, może zmieniać konstytucję i reformować państwo. Tyle że porównanie sytuacji polskiej do węgierskiej jest nieuprawnione. Ani socjaliści nie są Platformą Obywatelską, ani Fidesz nie jest PiS."
Janke wymienia błędy w kampanii i narzeka na słabe zaplecze eksperckie PiS: "Jeśli polska prawica ma jeszcze kiedykolwiek wrócić do władzy (i rzecz jasna, jeśli ma się ona tworzyć wokół PiS), Kaczyński musi zbudować wielki, otwarty obóz. Powinien stopniowo przyciągać do PiS inne środowiska - zawrzeć pokój z Pawłem Kowalem i jego ugrupowaniem, rozpocząć współpracę z takim ludźmi jak Rafał Dutkiewicz czy Wojciech Szczurek. Ale też pozwolić na większą swobodę Zbigniewowi Ziobrze. Wielka partia musi mieć swoje skrzydła i frakcje, których działacze czują się bezpieczni i zmotywowani do działania. Jeśli Jarosław Kaczyński chce jeszcze kiedykolwiek wygrać wybory, musi się zmienić. W przeciwnym razie o Budapeszcie nie ma nawet co marzyć." - kończy Janke.
Ile dałby Kościołowi 1 proc. Ewa Czaczkowska w "Rzeczpospolitej" pisze o debacie na temat finansów Kościoła.
"W dyskusji o odpisie od podatku na rzecz Kościołów i związków wyznaniowych pojawia się mnóstwo informacji nieścisłych i nieprawdziwych. Likwidacja Funduszu Kościelnego i wprowadzenie w zamian możliwości odpisu 1 proc. od podatku na rzecz Kościołów i związków wyznaniowych to poważna decyzja. Dla obu stron: państwa i Kościoła. Dlatego muszą być rozważone wszelkie argumenty za i przeciw: finansowe, społeczne, historyczne. Niestety, w dyskusji podaje się mnóstwo informacji nieścisłych i nieprawdziwych. Warto je wyjaśnić."
Czaczkowska pisze o tym, że tak naprawdę nie oszacowano wartości majątku odzyskanego. Zauważa także: "Marek Siwiec mówił w Radiu Zet, że
Kościół katolicki w ramach odpisu 1 proc. od podatku mógłby uzyskać w tym roku 600 mln zł. Mogłoby się tak stać, gdyby w Polsce 100 proc. podatników było katolikami i 100 proc. podatników katolików zrobiło taki odpis. W Polsce oprócz katolików są wyznawcy innych Kościołów i związków wyznaniowych oraz niewierzący. Skoro przeciwnicy tego rozwiązania twierdzą, że w Polsce jest coraz mniej wiernych, skąd przypuszczenie, że odpisy wyniosą 600 mln zł? Bardziej prawdopodobne, że odpisywaliby ci, którzy regularnie praktykują, czyli 40 proc. wierzących, z których nie wszyscy są podatnikami PIT.
I nie jest prawdą, jak sugeruje "GW", że taki system to ewenement. Możliwość odpisu od podatku na rzecz Kościołów mają w Europie Włosi, Hiszpanie i Węgrzy. Rozwiązanie niemieckie, w którym wierzący płacą dodatkowe 8 proc. podatku na Kościół, nie jest "typowe", ale jedno z wielu możliwych." - zauważa publicystka "Rzeczpospolitej".
Można dyskutować o tym, czy moglibyśmy część swoich podatków oddawać na wybrany przez siebie Kościół. Może zmobilizowałoby to hierarchów do reformy kościoła i do dbałości o poziom katechetów (czasami głupoty opowiadane przez nich na lekcjach religii jeżą włos na głowie). Ale na pewno odpis 1 proc. podatku to przesada. Ta suma powinna być mniejsza.
Niezwykła emerytura agenta Tomka W "Dzienniku Gazecie Prawnej" czytamy: "Wybory odsłoniły kolejne absurdy funkcjonujących w Polsce systemów emerytalnych. Niespełna 40-latek agent Tomek, który funkcjonariuszem był zaledwie kilkanaście lat, będzie pobierał niemal pełną emeryturę, łącząc ją z uposażeniem posła. A dorabiający emeryt w ZUS, który przepracował nawet 40 lat, ale nie ukończył wieku emerytalnego, może w ogóle stracić świadczenie. Rząd zabronił też właśnie aktywnym emerytom dowolnego łączenia pracy świadczenia. Kolejną kuriozalną sytuację opisaliśmy wczoraj w "DGP". Urodzony w 1970 r. prokurator Bogdan Święczkowski w wieku 40 lat dostał emeryturę - ponad 10 tys. zł."
A od premiera ciągle słyszymy, że z reformą przywilejów emerytalnych nie ma się co spieszyć. Tymczasem Marcin Piasecki w tej samej gazecie zachęca rząd do działania: "Świetny wynik wyborczy; nawoływania ekspertów i przeświadczenie sporej części opinii publicznej; poparcie mediów dla zmian, w czym swój udział ma nasza gazeta; reformatorski zapał, jaki ogarnął pół Europy - czego chcieć więcej? Być może zwycięstwa w kolejnych wyborach. No to w takim razie wypada pogratulować strategii. Politycznej, nie gospodarczej, bo z dobrym rządzeniem krajem nie miałoby to wiele wspólnego.
Zwłaszcza że wbrew utartej i niesprawiedliwej opinii Platforma ma za sobą co najmniej jeden reformatorski sukces, czyli zmiany w systemie emerytur pomostowych. I co? Ludzie wyszli na ulice? PO przegrała któreś z wyborów? Społeczeństwo ma się gorzej? Ludzie drastycznie zbiednieli? Nic z tych rzeczy. A korzyści z uporządkowania systemu są widoczne i wymierne w postaci kilkunastu miliardów złotych rocznych oszczędności. Wygenerowanych dzięki reformie systemowej przeprowadzonej z determinacją, mimo weta prezydenta". Tylko czy zachęty Piaseckiego i wielu innych publicystów i ekspertów przyniosą skutek? Być może odpowiedź na to pytanie znajdzie się w expose starego-nowego szefa rządu.