- To rekord w skali kraju, chociaż wcześniej trzy ciąże mieliśmy już z 10-letnich zarodków. Te przykłady pokazują, że kompletnie nieprawdziwa jest teza, jakoby po kilku latach zarodki były niszczone czy też same ulegały zniszczeniu i nie nadawały się do wszczepienia - mówi dr Katarzyna Kozioł z Przychodni Leczenia Niepłodności "nOvum".
Rodzice urodzonej w piątek dziewczynki byli niepłodni, dlatego zdecydowali się na
in vitro. Ze względu na zagrożenie przestymulowaniem hormonalnym pacjentki, wszystkie embriony zostały zamrożone. W 2001 r. urodziło się pierwsze
dziecko.
- Po 11 latach dokonaliśmy wszczepienia kolejnego zarodka. Nie był w żaden sposób uszkodzony. Dziecko urodziło się zupełnie zdrowe - opowiada dr Kozioł.
Rodzice Marysi są przeszczęśliwi. - Na drugie podejście do in vitro musieliśmy bardzo długo czekać ze względu na stan zdrowia żony. Tym bardziej przeżywaliśmy moment podania zarodków i rozmyślaliśmy, czy wszystko się uda - mówi pan Andrzej.
Udało się. - To mocny argument przeciwko wrogom mrożenia zarodków - wbrew temu, co sądzą przeciwnicy tej metody ze strony kościelnej, ale nie tylko. Mrożenie jest nieodłączną częścią metody in vitro - mówi dr Piotr Lewandowski, kierownik nOvum.
W ubiegłym roku w
USA urodziło się dziecko z zarodka, który czekał w "zamrażarce" przez 19 lat. W klinice nOvum na 8690
dzieci poczętych metodą in vitro ponad 2200 jest właśnie z mrożonych zarodków.
Dziesięcioletni brat Marysi do kliniki in vitro przychodził z rodzicami. - Kojarzy ją jako miejsce, które pomaga w rodzeniu dzieci. Nie wdajemy się w szczegóły, bo dzieci takie sprawy niezbyt interesują. Ale gdy dorosną, nie zamierzamy przed nimi ukrywać, że urodziły się dzięki in vitro - zapewnia ojciec.
Teraz jednak ze względu na dobro dzieci rodzina chce zachować anonimowość. - Chodzi o to, by w przyszłości same mogły zdecydować, czy chcą, by ktoś o tym wiedział, czy nie - tłumaczy pan Andrzej.
Imiona bohaterów tekstu zostały na ich prośbę zmienione