O sukcesie - tu różnię się opinią od wielu - może mówić również
Jarosław Kaczyński. Trzeba bowiem wielkiej zręczności, by po tak ogromnej ilości głupstw wypowiedzianych przez prezesa
PiS i jego kolegów uzyskać tak znakomity wynik. Nakazuje on traktować poważnie plan powtórzenia przez Kaczyńskiego wyczynu premiera Viktora Orbána, który po serii porażek odniósł miażdżący sukces i buduje dziś na Węgrzech demokrację typu putinowskiego.
O prawdziwym triumfie może mówić
Janusz Palikot. Trudno przewidywać przyszłość nowej formacji zorganizowanej wokół jednego nazwiska, ale jeszcze trudniej było przewidzieć, że Ruch Palikota pokona SLD i PSL.
Palikot już zażądał usunięcia krzyża z sali Sejmu, czym wywołał wielkie oburzenie. Nie przyjmuję tego oburzenia, choć rozumiem niechęć premiera Donalda Tuska do rozpętywania wojny religijnej; to oczywiste, że pragnie on stabilizacji państwa. Równie oczywiste jest to, że Janusz Palikot chce debaty na temat miejsca Kościoła katolickiego w życiu publicznym. To jego dług wobec wyborców, którym to obiecał.
To także groźne memento dla Kościoła. Radykalny antyklerykalizm okazał się drogą do sukcesu wyborczego w naszym arcykatolickim państwie. Można sądzić, że to skutek wyboru samych hierarchów.
Kościół Jana Pawła II, abp. Życińskiego i ks. Tischnera przegrał w sporze z Kościołem abp. Michalika, abp. Głódzia i ks. Rydzyka.
Na koniec: te wybory to zwycięstwo Polski Marka Kondrata i Kuby Wojewódzkiego, Polski ludzi bystrych i uśmiechniętych. Zapamiętam frazę Wojewódzkiego: "Młody czytelniku, jeśli nadal chcesz głosować na PiS - wcześnie skontaktuj się z lekarzem i farmaceutą".
Jakby Duch Święty przemówił ustami Kuby Wojewódzkiego.