Późnym rankiem na ulicach w centrum Warszawy, pełnych przechodniów omijających sterty gruzów po bombardowaniach, rozlegają się przenikliwe, przeciągłe wołania nastoletnich gazeciarzy: "Nowy Kurier Warszaaawski!", "Nowy Kurier Warszaaaawski!". W stronę chłopców z naręczami gazet natychmiast wyciągają się dziesiątki rąk.
Polska prasa to rzecz w drugim tygodniu hitlerowskiej okupacji bezcenna. No i w dodatku tak zacny tytuł - "Kurier Warszawski"!
Najstarsza gazeta publikująca lokalne wiadomości warszawskie nieprzerwanie towarzyszy warszawiakom od 119 lat. "Kurier Warszawski" to historia polskiej kultury - na jego łamach w latach 1875-82 i 1883-87 Bolesław Prus drukował "Kroniki tygodniowe". Władysław Reymont uczcił gazetę bon motem, że bez nocnika i "Kurjera Warszawskiego" zasnąć nie jest w stanie. W tym wieku "Kurjerem" niepodzielnie rządzili jako redaktorzy naczelni, dwaj Olchowiczowie - najpierw, w latach 1906-24, Konrad Olchowicz senior, a od 1924 jego syn, Konrad junior - do czasu kapitulacji stolicy senator RP i prezes Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich.
"Kurjer Warszawski" zapisał piękną kartę w dniach oblężenia stolicy przez Wehrmacht i w pierwszych dniach okupacji. Tak jak i inne warszawskie tytuły zawiesił spory i polemiki polityczne. Podtrzymywał na duchu mieszkańców i informował ich o sprawach praktycznych, ułatwiających organizację życia pod niemieckimi bombami; radził na przykład, jak przygotować znośny posiłek z mięsa zabitych koni. Ukazywał się, choć nieregularnie i w pomniejszonej objętości, także po zbombardowaniu i zniszczeniu jego redakcji. W dniu wkroczenia Niemców do Warszawy, 28 września, ukazało się wydanie "Kurjera Warszawskiego" na jednej tylko kartce. "Stawajmy wszyscy na swoje posterunki pracy. Starajmy się jak najprędzej zaleczyć ciężkie rany stolicy i jej życia społecznego. Niechaj nas krzepi w tych godzinach próby pamięć na bohaterstwo przeszłych pokoleń polskich (...). Niech żyje Polska! Niech żyje Prezydent Mościcki. Niech żyje Rząd Rzeczypospolitej" - głosiła redakcyjna odezwa do warszawiaków.
Redakcje warszawskich dzienników, wykorzystując jedno z pierwszych rozporządzeń władz okupacyjnych, zabraniających Polakom porzucania dotychczasowych miejsc pracy, natychmiast po kapitulacji stolicy uruchomiły wydawanie połączonymi siłami jednokartkowej, ściennej "Gazety Wspólnej". Po paru dniach część przedwojennych dzienników warszawskich ukazała się pod własnymi tytułami, choć ze wspólną, ocenzurowaną przez Niemców, treścią, w niemal identycznym układzie - wszystkie były redagowane solidarnie przez grupę tych samych redaktorów z rozmaitych pism, łamali je i drukowali ci sami metrampaże i drukarze w tej samej drukarni.
"Kurier Warszawski" (teraz, od pierwszego dnia okupacji, pisany przez krótkie "i"), tak jak i inne polskie tytuły, informował o sprawach lokalnych: rozmiarze wojennych zniszczeń stolicy, o wznowieniu działalności instytucji publicznych, o aprowizacji i o zaopatrzeniu w wodę. Publikował wzmianki o rozporządzeniach władz okupacyjnych. Redaktorzy raz jeden zaryzykowali i przemycili informację o rzeczywistym przebiegu wojny na Zachodzie. W numerze z 5 listopada zacytowali artykuł z poprzedniego dnia z ukazującej się codziennie w okupowanej
Łodzi niemieckiej "Soldaten Zeitung der Schlesischen Armee", Gazety Żołnierskiej Armii Śląskiej, z informacją, że Anglicy uzbroili swe statki handlowe do walki z niemieckimi łodziami podwodnymi. "Kurier Warszawski" przytoczył nawet mowę brytyjskiego premiera Churchilla w Izbie Gmin, w której stwierdził on, że możliwa jest już skuteczna wojna z U-Bootami.
Przed czterema dniami wydawało się, że okupant pozwoli na reaktywację i istnienie polskiego rynku prasowego. Uliczni roznosiciele znów zaczęli sprzedawać przedwojenne polskie, choć ocenzurowane przez okupanta, gazety - każda kosztowała 10 groszy. Jeszcze przedwczoraj "Kurier Warszawski" przyniósł najpilniejsze informacje i garść ogłoszeń drobnych.
Nadzieje i złudzenia prysły poprzedniego dnia. Rano gestapo wezwało szefa biura prasowego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Gestapowcy zakomunikowali mu, że wydawanie polskiej prasy będzie zabronione. Przez cały dzień gestapo aresztowało dziennikarzy, pieczętowało ocalałe lokale redakcyjne. Zatrzymano także redaktorów "Kuriera Warszawskiego". Wieczorem gestapo zwolniło ich.
Nikt z przedwojennych warszawskich dziennikarzy nie miał pojęcia, że od paru dni w Łodzi
Niemcy przygotowują pierwsze wydanie gazety dla ludności okupowanej stolicy. Hitlerowscy propagandyści w Łodzi pod wodzą dr. Fischera nie wysilili się - wydawana przez nich warszawska gazeta ma być opóźnioną o jeden dzień kopią wydawanej już od kilku dni "Gazety Łódzkiej". W redakcji "Gazety", pod nadzorem Niemca Kurta Seidla, przed wojną dziennikarza niemieckojęzycznej łódzkiej "Freie Presse", pracuje pod przymusem aresztowany przez gestapo znany przedwojenny dziennikarz Michał Walter oraz paru innych.
Niemcy wymyślili dla swojej gazety tytuł "Nowy Kurier Warszawski". Krój liter tytułu do złudzenia przypomina ten z przedwojennego "Kurjera", słówko "Nowy" wydrukowano małymi literami. Wewnątrz numeru informacja, że redaktorem odpowiedzialnym jest Franciszek Sowiński. Zabiegi te mają zmylić czytelnika, przekonać go, że to kontynuacja "Kurjera Warszawskiego" firmowanego przez Konrada Olchowicza. Treść numeru przeniesiona została z 17. wydania "Gazety Łódzkiej".
Na pierwszej stronie - artykuł zrzucający winę za wybuch wojny na przedwojenny polski rząd, do tego omówienie popierającego żądania Hitlera wstępniaka z sowieckich "Izwiestii", na deser zaś informacja o ratunku dla niemieckiej gospodarki wojennej - sowieckim
eksporcie surowców strategicznych. Na drugiej stronie smakowity kąsek propagandowy - przedruk artykułu gen. Władysława Sikorskiego opublikowanego przez "Kurjer Warszawski" Olchowicza 1 czerwca 1939 roku. Gen. Sikorski, analizując potencjał wojenny III Rzeszy, dość lekko wyrokował, że państwo i armia Hitlera są zupełnie niegotowe do nowoczesnej wojny. Do tego kilka artykułów wychwalających militarną potęgę Rzeszy i garść informacji o sytuacji w mieście.
Wielu warszawiaków nie zauważa nieporadnej polszczyzny "Nowego Kuriera Warszawskiego" i daje się nabrać, że to pismo dawnej ekipy Olchowicza. Ale starsi, wyrobieni czytelnicy od razu rozpoznają podróbkę i przypominają sobie, że
Warszawa podczas I wojny światowej ochrzciła wydawaną przez niemieckich okupantów gazetę "Godzina Polska" - "gadziną". "Nowy Kurier Warszawski" prócz epitetu "kurwar" błyskawicznie zyskuje nową nazwę - gadzinówka.