Naklejka "Najważniejszy nowy koniec świata tego roku" mówi prawdę. Kumka Olik robią z igły widły.
Są znani z naprawdę dobrego gitarowego hitu "Podobno nie ma już Francji" i wcześniejszego, raczej poczwarnego - "Zaspane poniedziałki". Po dwóch płytach ciąży na nich kilkanaście zarzutów: m.in. o zrzynanie z
The Smiths,
Pixies,
Cool Kids Of Death,
The Strokes, MGMT... Cóż, uczą się od najlepszych. W opozycji do mocnego w Polsce indie smętnego zajmuje ich indie żywiołowe.
Problem z Kumką Olik polega na tym, że te ładne, dobrze ubrane dwudziestolatki (to na pewno nie o nich jest utwór "Miły młody człowiek" Niwei) chcą grać drapieżnie, lecz czule. Słuchając tego albumu, można pojąć trudność wiarygodnego połączenia ognia z wodą. Pomijając inspiracje, najładniej uciekają w granie miękkie i krajowe, jak "Ta zima musi minąć" czy "Przepowiadanie przez powtarzanie".
Kumka Olik mogą oczarować, ale też solidnie zezłościć. Taki ich nieszczęsny urok. Ale
Wojciech Waglewski mówi, że są utalentowani, i nawet zagrał i zaśpiewał z nimi "Przepowiadanie...".