Jarosław Kaczyński od początku próbował ustawić program. Przyjął taktykę strofowania gospodarza programu i konsekwentnie jej się trzymał. Dopingowała go publiczność - 30 osób działacze PiS do TVP przyprowadzili ze sobą.
Lis zaczął od gospodarki. - Trwa
kryzys gospodarczy w Europie i nie tylko, czy mógłby pan powiedzieć, kto w pana przyszłej ekipie odpowiadałby za gospodarkę, jeśli wygrałby pan wybory? Kaczyński nie odpowiedział. Wymijająco mówił: - Wielokrotnie mówiłem, że byłoby błędem, gdybym teraz uruchamiał personalne spory. Będzie to osoba sprawdzona, przygotowana, taka, która da sobie radę.
Lis nie odpuszczał: - Ale może lepiej dać Polakom pewność mówiąc, kto to będzie, tak jak to się robi np. we Francji?
- Różnie to bywa w różnych krajach, a pan nie docenia inteligencji Polaków, oni się domyślają i to wystarczy. Ci, którzy zagłosują na PiS, zagłosują za pewną opcją gospodarczą i personalną - odpowiedział Kaczyński.
Lider PiS był w wyraźnie dobrej formie. Widać było, że postanowił nie dać się sprowokować. Jednak Lis drążył i dopytywał, czy takie głosowanie to nie jest narażanie Polaków na zakup kota w worku. - Nie, bo są ludźmi inteligentnymi. Proszę doceniać Polaków - odparł i dostał gromkie brawa. Lis spróbował po raz kolejny: - Czy Zyta Gilowska znajdzie się w pana ekipie?
- Pan wie, że nie mogę tego powiedzieć, są pewne reguły - odpowiedział Kaczyński w tym samym tonie. - Proszę o to zapytać panią Zytę. Sześć lat temu też nie mówiliśmy kto kim będzie, a gospodarka świetnie się rozwijała, milion 300 tys. nowych miejsc pracy, największe inwestycje zagraniczne - chwalił się.
- I wzrost zadłużenia także, panie prezesie - wszedł mu w słowo Lis.
- Stosunkowo niewielki. Opanowany - odparł Kaczyński.
A Lis wyliczył: - 11 proc. w 2006 roku, 11 - w 2007, procentowo największy w III RP.
- Wyszliśmy w tym czasie ze strefy nadmiernego zadłużenia i proszę nie wprowadzać widzów w błąd. To był bardzo dobry czas - ciągnął swoje Kaczyński.
- Mieliśmy wzrost, ale koniunktura pomagała wszystkim, a inne państwa sąsiednie miały większy wzrost - naciskał Lis.
- Trochę większy - przerwał mu Kaczyński. Ale Lis wymienił Litwę i Ukrainę, które miały wyższy wzrost, niż
Polska.
- Proszę nie porównywać wzrostów na Litwie i Polsce, bo to inne gospodarki. Nas można porównać do dużych krajów - upomniał Kaczyński.
- Do Ukrainy - podał przykład Lis.
Ale i to nie był dobry przykład według lidera PiS: -
Ukraina szła długo do dołu, dlatego potem łatwiej się odbić. To są inne reguły gry. Pan chce przekonać, że było bardzo źle, było dobrze, milion 300 tys., miejsc pracy - powtórzył Kaczyński.
- Nie używam przymiotników, podaję liczby - uciął Lis.
Gabinety z Rosołami czy bez? - Jak chce pan zredukować deficyt? - Lis ciągnął temat gospodarczy.
- Rok 2012 to rok, w którym można od połowy roku stosować nowe podatki. Z tych naszych ustaw, właściwie z jednej z VAT-u, to sporo miliardów oszczędności, można dać wybór, jeżeli chodzi o OFE, to pięć miliardów, ewentualnie podatek bankowy, oszczędności na urzędnikach, których ostatnio zatrudniono przeszło 70 tys., są gabinety polityczne.
- Dlaczego ich pan nie zlikwidował, gdy był szefem rządu? - od razu zapytał Lis.