http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Panie premierze, jak żyć? Oni wiedzą...

Katarzyna Brejwo, Milena Rachid Chehab *
2011-10-01, ostatnia aktualizacja 2011-10-03 06:55

13 sierpnia. Stanisław Kowalczyk podchodzi do Donalda Tuska. Pada słynne pytanie: ''Panie premierze, jak żyć?''
13 sierpnia. Stanisław Kowalczyk podchodzi do Donalda Tuska. Pada słynne pytanie: ''Panie premierze, jak żyć?''
Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta

Mariusz Szczygieł: Premier Tusk stanął być może przed najważniejszym pytaniem swojego życia. Brzmi ono: "Jak żyć?". Pewna pani spytała go o konkret - jak żyć za 5 zł dziennie? Dziś o to pytają premiera wszyscy. (...) Postanowiliśmy pytanie, jak żyć, zadawać dalej. Dziś mówią młodzi ludzie, którzy chcą coś zrobić dla innych. Na różne sposoby, nie ze wszystkimi się utożsamiamy... Za tydzień o swojej drodze opowiedzą m. in. filozof, nauczyciel, reżyser, matka, lekarz...




W PAPIEROWYM WYDANIU ''Gazety Świątecznej'':
Chcę wierzyć, że rośnie pokolenie, które wyrzuci na śmietnik ludzi w moim wieku, razem z ideami i sposobem na życie - wyznaje słynny hiszpański pisarz i buntownik roku 1968 Eduardo Mendoza;
Najważniejsze pytanie do Tuska wcale nie brzmi: czy pokona PiS - na tydzień przed wyborami zadaje je Mirosław Czech;
Samiec alfa Wszechrusi - najlepszym prezydentem Rosji rządzonej przez "psy" będzie Putin - przekonuje Lilja Szewcowa;
Pokonaj Oprah Winfrey - najbogatsza kobieta świata, królowa talk-show musiała ustąpić pewnej Chince - Królowej Śmieci - jak zostać jednym z miliona chińskich milionerów opowiada Maria Kruczkowska; Myliłam się - chowana w babskim domu, wśród silnych kobiet, myślałam, że feminizm jest niepotrzebny - mówi Olga Krzyżanowska



Z Marksem, choć z prawicowego domu

Piotr Krzyżaniak, 22 lata, członek Ogólnopolskiego Związku Zawodowego "Inicjatywa Pracownicza":

Wyrzucali mnie kolejno z Auchan, Tesco i Almy. Zawsze za związki. Pierwszą komisję zakładową założyłem w wieku 16 lat. Chciałem zarobić na gitarę i zatrudniłem się w Auchan w Zielonej Górze. Warunki ciężkie: praca na nocki, noszenie ciężkich palet. Pensja: 900 zł. A przy tym szefostwo oszczędzało na wszystkim - nawet ściereczki do czyszczenia kas przynosiliśmy z domu. Jak tylko się rozniosło, że zakładam związek, to mnie zwolnili, oskarżając przy okazji o kradzież bonów towarowych. Policja zrobiła mi nawet rewizję w domu. Nic nie znaleźli, prokuratura umorzyła sprawę, a bony ponoć się później znalazły.

Poszedłem do Tesco. Jak tylko się zorientowali, że organizuję pracowników, zaraz się mnie pozbyli. Trzecia była Alma. Tu już nie chciałem się wychylać, ale przyszły do mnie koleżanki z działu: że nie ma drabinek, a trzeba wchodzić na trzymetrowe regały, i może byśmy coś w tej sprawie zrobili.

Oczywiście zaraz znowu wyleciałem z pracy. Oficjalnie za to, że zrobiłem manko na 3 złote 50 groszy. Konkretnie chodziło o paczkę mielonego, które miało źle nabitą cenę. Policzyłem jak za kości. Niby powinienem sprawdzić, czy cena na etykiecie zgadza się z zawartością paczki, ale kto ma na to czas w sobotę, kiedy w kolejce do kasy stoi sznur klientów?

Już po moim odejściu zgłosił się do mnie kolega z Almy. Powiedział: "Tobie się nie udało, ale ja spróbuję, tylko mi powiedz, jak ten związek założyć". Już wtedy miałem dość dobre rozeznanie w prawie pracy, doradzałem pracownikom, pisałem im odwołania, podania o zaległe nadgodziny. Po tygodniu przyszedł i mówi, że się rozmyślił. Bo ma żonę i córkę na utrzymaniu, córka bierze lekcje pianina i jak on jej te lekcje opłaci, gdy go zwolnią?

Tak właśnie działa kapitalizm: ludzie boją się, że stracą to, co mają, i nie walczą o swoje prawa.



Ja się wychowałem w domu raczej prawicowym. Tato jest technikiem radiologiem, mama opiekunką osób starszych i gorliwą katoliczką. Jak miałem 14 lat, z przekory wobec tego katolickiego wychowania zacząłem czytać Marksa. Mieszkaliśmy wtedy w kamienicy, w jednym pokoju z kuchnią. Marks mnie zachwycił, ale musiałem zatrudnić się w supermarkecie, żeby się przekonać, że miał rację. I tak to chrześcijańskie umiłowanie bliźniego, które przekazali mi rodzice, połączyło mi się z lewicowym myśleniem.

Przez pracę w supermarketach zawaliłem szkołę. Już w Auchan mi powiedzieli, że albo nauka, albo praca, więc maturę zrobiłem dopiero w tym roku, eksternistycznie. Dostałem się na prawo w Szczecinie.

[Jak będę żył za dziesięć lat? Będę bronił pracowników w sądach, już jako adwokat.]

Z jedną prawdą

Gabrysia Beszłej, 28 lat, mieszka w Warszawie, pracownik mediów publicznych

W liceum wyjechałam z rodziną do Meksyku, gdzie mój tata został ambasadorem. Skończyłam tam liceum oraz studiowałam stosunki międzynarodowe. Bardzo wiele się na tych studiach nauczyłam, ale nie pasowało mi, że niektórzy profesorowie przekonywali nas, że wszystko jest względne, że nie ma jednej prawdy. Wtedy nie wiedziałam, na czym polega problem. Dopiero w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, którą po powrocie do Polski poleciła mi mama, wszystko poukładało mi się w głowie. Zrozumiałam, że prawda jest jedna, czyli nie jest tak, że każdy ma swoją. Nasi toruńscy profesorowie uczyli nas między innymi również tego, że miłość to nie tylko to, co widzimy w romantycznych komediach, ale że to akt naszej woli wzbogacony o odbicie Bożej miłości do nas.

Staram się na miarę moich możliwości budować cywilizację miłości. Obecnie oznacza to walkę o życie od poczęcia aż do naturalnej śmierci - zbierałam podpisy pod projektem ustawy o całkowitej ochronie życia poczętego. Pomagam wszystkim bliźnim, którym mogę pomóc - poprzez pomoc materialną czy modlitwę. O konkretnych przykładach takiej pomocy nie będę opowiadała, bo nie robię tego, żeby się chwalić. Staram się działać również na portalach społecznościowych - komentuję bieżące wydarzenia oraz przesyłam swoim znajomym prawdziwe informacje, które są przemilczane czy zmanipulowane w mainstreamowych mediach.

Moje poglądy można zauważyć również w moim pokoju, gdzie między innymi mam na ścianie plakat z akcji zbierania podpisów, na którym widnieje zarys dziecka poczętego i hasło "Ratuj mnie!". Dzięki temu nie zapominam, że poza moim domowym azylem dzieje się krzywda tym najsłabszym i bezbronnym, których trzeba chronić. To moralny obowiązek każdego myślącego człowieka.

Pochodzę z dużej rodziny i sama pragnę taką mieć. Moje autorytety to rodzice. Dzięki mojej mamie wiem, że to kobieta tworzy w domu ciepłą atmosferę. W moim rodzinnym domu każdy dzień kończy się wspólnie odmawianym różańcem. Cenię też ojca Tadeusza Rydzyka. Poznałam go osobiście i wiem, że to bardzo ciepły, dobry człowiek, ze znakomitą pamięcią o każdym, kogo spotyka, i świetnym poczuciem humoru - potrafił nawet zażartować z kłamliwej medialnej nagonki na samego siebie. Gdy prasa rozpisywała się na temat tego, że jeździ maybachem, powiedział, że pokaże nam tego maybacha, i wyciągnął z kieszeni małego resoraka.

Irytuje mnie dyktatura jednego sposobu myślenia lansowana przez większość mainstreamowych mediów. Lubię kupić sobie jedną z moich ulubionych gazet "Nasz Dziennik" lub "Gazetę Polską" i czytać je w miejscach publicznych. Szanuję ludzi bez względu na ich poglądy i chciałabym, aby inni szanowali moje. Czy to zbyt wiele?

[Jak będę żyła za dziesięć lat? Mam nadzieję, że będę mieszkała w Polsce rządzonej przez patriotów, będę miała katolicką rodzinę oraz dom, w którym będzie wystarczająco dużo miejsca, aby postawić w nim piec do wypalania ceramiki.]

Kolejne historie pełnych pasji młodych ludzi:

Anny, która pracuje z dziećmi, ale bliżej jej do Pippi Langstrump niż do Stasi z Żeromskiego;

Wioletty, która w młodzieżówce SLD zbierała podpisy przeciw obecności krzyży w szkołach;

Pauliny, która szerzy nauczanie Jana Pawła II i organizowała przy niedzielnych obiadach debaty ''o cierpieniu, patriotyzmie, czy etycznych problemach młodych pracowników'';

Jarosława, który kupuje tylko w polskich sklepach a zamiast kebaba zawsze wybierze jajecznicę - przeczytasz TYLKO W PAPIEROWYM WYDANIU ''Gazety Świątecznej''



*Autorki są studentkami Polskiej Szkoły Reportażu

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':