Ten stereotyp mocna się trzyma nawet na europejskich salonach. Gdy Jolanta Kwaśniewska skrytykowała w ''Gazecie'' Grzegorza Napieralskiego (''pan przewodniczący Napieralski ciężko pracuje, ale to inny rodzaj charyzmy, tak powiem elegancko''), europoseł Marek Siwiec zaatakował ją: ''Polityka jest czymś innym niż mówienie o pięknie w salonie''.
Czyli pani prezydentowa na salony, a od polityki wara! Tym bardziej kobiety, które nigdy żoną prezydenta nie były. No cóż, czyli prawie wszystkie. I mówi to poseł lewicy. Dominika Blachnicka-Ciacek (fundacja Projekt:
Polska, koalicja profrekwencyjna Masz Głos Masz Wybór) oburza się na komentarz Siwca: - Takie pozycjonowanie kobiet w polityce, że albo muszą ładnie wyglądać i się pięknie uśmiechać, ale nie politykować, albo muszą chodzić w spodniach, wziąć do ręki miecz i walczyć jak mężczyźni, drażni kobiety. Kobiety nie odnajdują się w żadnej z tych ról. Jednocześnie nadal mamy mało kobiet zaangażowanych w życie publiczne.
Więcej, a mniej Według spisu powszechnego z 2002 r. kobiet w Polsce jest 51,6 proc. (czyli na 100 mężczyzn przypada 106 kobiet). A przy urnach stawiają się rzadziej niż mężczyźni, bo prawie połowa kobiet w ogóle nie głosuje. Szczególnie niska frekwencja jest wśród młodych (do 29. roku życia) i najstarszych (po sześćdziesiątce). Rzadziej na wybory chodzą kobiety w małych miastach niż większych.
PKW nie podaje frekwencji wśród kobiet i mężczyzn. Ale z danych Polskiego Generalnego Studium Wyborczego wynika, że głosuje nawet o 10 proc. kobiet mniej. W sondażu SMG/KRC z września tego roku wyszło, że 44 proc. kobiet przyznaje, że na wybory nie chodzi, bo ''nie zna się na polityce, nie ma wystarczającej wiedzy, żeby dokonać wyboru'' (42 proc. mężczyzn). Co trzecia
kobieta (i tak samo, co trzeci mężczyzna) tłumaczy, że ''wybory nie decydują o niczym ważnym dla takich ludzi jak ja''.
Dominika Blachnicka-Ciacek w lipcu przeprowadziła badania jakościowe dotyczące frekwencji wyborczej wśród kobiet na zlecenie koalicji Masz Głos Masz Wybór. Mieszkanki Warki, Piotrkowa Trybunalskiego, Warszawy - w sumie sześć ośmioosobowych grup kobiet w różnym wieku, które powiedziały, dlaczego nie głosują.
- Przede wszystkim dlatego, że polityka postrzegana jest jako męska gra. Tu odzywa się stereotyp, że kobieta odpowiada za ognisko domowe, a mężczyzna za świat zewnętrzny, za sferę publiczną. Kobiety mówią, że zajmują się konkretnymi sprawami, dziećmi, domem, pracą zawodową, czyli codziennie mają mnóstwo rzeczy do załatwienia i na tym się koncentrują - mówi Blachnicka-Ciacek. I dodaje: - Polityka dla nich to paplanina mężczyzn, bicie piany. To nadal męska przestrzeń, w której kobiety mogą się odnaleźć, jeśli w jakimś stopniu zaakceptują męskie warunki gry. Kobiety nie chcą brać udziału w nieustannej walce i kłótni. Z tym wiąże się i drugi powód, dla którego kobiety rzadziej chodzą na wybory, czyli poczucie, że nie ma kogoś, kto mógłby ich dobrze reprezentować, bo mężczyźni interesów kobiet nie reprezentują.
Z badań wynika, że - niestety - są kobiety, które same sobie odbierają prawo do głosu w sprawach polityki, bo zwłaszcza w mniejszych miastach panie albo nie głosują, albo głosują tak, jak im powie mąż. - Dlatego nasza kampania ''Kobiety na wybory'' pokazuje, że kobiety mają kompetencje, bo wiedzą, jak zarządzać domowym budżetem, jak prowadzić firmę, więc dlaczego nie miałyby decydować o
budżecie państwa, o podatkach - dodaje autorka badań.
Są, ale przegrają W tych wyborach parlamentarnych po raz pierwszy obowiązuje ustawa kwotowa gwarantująca kobietom (i mężczyznom) co najmniej 35 proc. miejsc na listach wyborczych. PKW zarejestrowała 2983 kandydatki. To prawie dwa razy więcej niż w ostatnich wyborach w 2007 r. Wtedy do Sejmu startowało 1428 kobiet, co stanowiło 23 proc. kandydatów. Czyli na tym etapie ustawa kwotowa zadziałała.
Ale tylko na tym. Bo kobiety dostały gorsze miejsca, co oznacza, że mogą dominować, ale wśród przegranych. - Wiele kobiet cieszy się z tej ustawy, ale na razie badania nie wskazują, że to wpłynie na wyższą frekwencję wśród kobiet. Bo nadal nie są przekonane, czy kobiety na listach do Sejmu nie są przypadkiem tylko paprotkami - ocenia Blachnicka-Ciacek.
A to dało się odczuć w kampanii odczuć. Były premier Leszek Miller (SLD) powiedział, że ''jeżeli koło partii kręcą się osoby, kobiety nieatrakcyjne, to jest coś anachronicznego, coś co odstręcza wyborców''. Trzeba było tygodnia, by za te słowa przeprosił (twierdzi, że trochę mu się pokiełbasiło). PiS dla młodych kandydatek znalazł miejsce na plakacie, ale na pierwszym miejscu listy wyborczej już nie (są na tzw. miejscach niebiorących, od 4 do 8). Kandydat PO Dariusz Dolczewski zamieścił film z młodymi kandydatkami PiS na swoim profilu na Facebooku. W tle słychać słowa
piosenki: ''Hej suczki, my znamy wasze sztuczki''. Dolczewski przeprosił. Niesmak pozostał.
Jak głosują na świecie? Mężczyźni chętniej chodzą na wybory na Węgrzech (74 proc., 69 proc.), w Rumunii (94 proc., 88,4 proc.), Szwajcarii (68,3 proc., 54,5 proc.) i w Portugalii (73,4 proc., 69,6 proc.). W dwóch z badanych krajów frekwencja jest wyższa wśród kobiet: na Słowenii (74 proc. do 77,1 proc.) i w Norwegii (84,3 proc. do 87,8 proc.). W Anglii,
USA i Niemczech nie ma różnic między frekwencją kobiet i mężczyzn.
Dane pochodzą z Comperative Study of Electoral Systems (CSES) - globalnego programu badającego aktywność wyborczą obywateli, otrzymaliśmy je od dr. Mikołaja Cześnika, eksperta od frekwencji z UW.
Energia kobiet Trwa akcja ''Gazety'' Energia kobiet. Zastanawiamy się w niej, dlaczego Polki znów muszą być petentkami, zabiegać o równość. Chcemy wywołać debatę o równości. ''Energia kobiet'' nie uda się bez Czytelniczek i Czytelników. Piszcie! Jak widzicie sytuację kobiet i mężczyzn w polityce, pracy, domu? Co z tym zrobić? Piszcie:
energiakobiet@gazeta.pl.
Więcej tekstów z akcji Energia kobiet na:
wyborcza.pl/energiakobiet.