Ramzan Kadyrow, z nadania Moskwy prezydent Czeczenii, w środę skończy 35 lat. Z tej okazji mieszkańcy północnokaukaskiej republiki dostali dzień wolny i będą mogli pójść na koncert specjalnie sprowadzonych do Groznego skrzypaczki Vanessy-Mae (miała również przyjechać Shakira, ale odmówiła). Jubilat ściąga też na swoje święto aktorów Evę Mendes i Kevina Costnera. Stać go na to.
Ale w tym roku urodziny pana Ramzana będą i tak skromniejsze niż pięć lat temu, kiedy to u wjazdu do stolicy Czeczenii stanął imponującej wielkości łuk tryumfalny.
Takie cacka narody fundują tryumfatorom dla uczczenia ich wielkich zwycięstw, a Kadyrow ma przecież pełne prawo uważać się za pogromcę wielkiej Rosji.
Przywódcy podziemia czeczeńskiego tacy jak Dżochar Dudajew czy Asłan Maschadow nie mogli nawet marzyć o tym, co zdobył ich zapiekły wróg. Myśleli, że w wyniku krwawej wojny
Moskwa w końcu pozwoli ich Iczkerii na niezależność, na nic więcej liczyć nie śmieli.
Kadyrow ma właściwie i pełną niezależność, i wszystko to, co należy się zwycięzcy.
Żołnierze rosyjscy stacjonują wprawdzie w Czeczenii, ale siedzą w bazach. Zresztą oddziały Kadyrowa dysponują większą siłą ognia niż jednostki federalne rozlokowane w republice.
A w Moskwie, jak przystało na stolicę pokonanego państwa, operują specjalne komanda z Czeczenii, które bez przeszkód usuwają tych, którym Ramzan ma powody życzyć śmierci szybkiej i nagłej.
Wszechwładna ponoć Federalna Służba Bezpieczeństwa nie była w stanie ochronić swojego pułkownika Mowładi Bajsarowa, którego w biały dzień rozstrzelano pięć lat temu na moskiewskim Prospekcie Leninowskim. Rusłana Jamadajewa, posła do Dumy z putinowskiej partii Jedna
Rosja i kawalera złotej Gwiazdy Bohatera Rosji, nasłani zabójcy odprawili na tamten świat pod oknami siedziby rosyjskiego rządu. Nikt tego głośno nie mówi, ale i tak wszyscy myślą, że to Kadyrow kazał zabić pułkownika Jurija Budanowa, gwałciciela i zabójcę 18-letniej Czeczenki, bo przecież zapowiedział, że zemści się na oficerze.
Niedawno prokuratura w Groznym zażądała od ministerstwa obrony przekazania informacji o oficerach, którzy brali udział w wojnie kaukaskiej i są podejrzani o przestępstwa przeciw ludności cywilnej. Weteranów ogarnął strach. Zrozumieli, że zwycięzcy chcą się z nimi rozprawić i przysłać im tych samych fachowców, którzy sprzątnęli Bajsarowa.
W dodatku 90 proc.
budżetu Czeczenii stanowią dotacje z budżetu federalnego - Moskwa co roku wpompowuje w republikę 2 mld dol. To prawie 2 tys. zielonych na mieszkańca - dziesięć razy więcej niż ze stolicy dostaje np. Rosjanin z Krasnodaru. A Grozny domaga się jeszcze pół biliona rubli (ok. 18 mld dol.) na inwestycje. I pewnie je otrzyma. Wygląda to jak kontrybucja płacona przez pokonany kraj swemu zwycięzcy. Tym bardziej że nikt nie ośmiela się rozliczać Ramzana z moskiewskich rubli.
Robi więc z nimi, co chce. Kiedy z maju otwierał nowoczesny stadion piłkarski w Groznym, w inauguracyjnym meczu towarzyskim za milion dolarów zagrał sam Diego Maradona. Wielkorządca Czeczenii kocha też konie i skupuje najlepsze, najdroższe rumaki na świecie. A po to, by jego ulubione wierzchowce miały gdzie pokazać klasę, kazał zbudować w Groznym hipodrom o powierzchni 60 ha ze stajniami na 360 koni i parkingiem na 2 tys. aut. Uwielbia Ramzan także
samochody i lubi jeździć z fasonem. Porusza się kolumną złożoną z 50 limuzyn - sam jedzie rolls-royce'em, a za nim pędzą porsche i lexusy.
Rosyjscy nacjonaliści protestują przeciwko temu, że Rosja, po macoszemu traktująca swoich, okazuje taką hojność wrogiemu narodowi. Oburzają się, że Moskwa daje Kadyrowowi grube miliony na
luksusowe zabawki tylko za to, że ten przysięga na wierność Władimirowi Putinowi, brutalnie zaprowadził w Czeczenii spokój i udaje, że jego republika pozostaje w granicach Rosji, choć w rzeczywistości wprowadza w niej islamskie prawa.
Kilku przywódców ugrupowań nacjonalistycznych wybrało się nawet do Groznego, by to wszystko powiedzieć prosto w oczy Ramzanowi. Pojechali, powiedzieli i wrócili oczarowani kaukaskim wielmożą. Jeden z nich Dmitrij Diemuszkin opowiadał potem, że ktoś taki jak Kadyrow powinien stać się gospodarzem Kremla, bo wtedy w kraju zapanowałyby porządek i dyscyplina.
Tak, pojawienie się na Kremlu Ramzana Wszechrusi byłoby ostatecznym i niezbitym dowodem na to, że w wyniku ostatniej wojny kaukaskiej nie Rosja pokonała Czeczenię, lecz Czeczenia Rosję.