http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Listy. Stanisław Lem, Sławomir Mrożek". Żywoty równoległe

Małgorzata I. Niemczyńska
2011-09-28, ostatnia aktualizacja 2011-09-28 10:02

"Zdaje się, że niewiele osób przejmuje się przyrostem naturalnym, mnie stale przeraża myśl, że z każdą sekundą rośnie liczba idiotów"

Sławomir Mrożek, Kraków, 1960 r.
Fot. Wojciech Plewiński/Forum
Sławomir Mrożek, Kraków, 1960 r.
Stanisław Lem, Kraków, koniec lat 90.
Fot. Rafał Latoszek/FOTONOVA
Stanisław Lem, Kraków, koniec lat 90.

"Listy", Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Wydawnictwo Literackie, Kraków
SERWISY
St." i "Sł." - tak często podpisują swoje listy. Prawie nie do odróżnienia. Pierwszy skrót oznacza "Staszka", za kolejnym kryje się "Sławek". Obaj są pisarzami. Poza tym wydają się zupełnie różni. Jeden najlepiej czuje się w futurystycznych przestworzach, drugi - najwznioślejszy nawet temat brutalnie ściągnie do parteru.

Na pierwszy rzut oka tylko jedno ich łączy: okulary.

- Z tymi okularami to ja miałem! - mówi Michał Zych, wydawca i antykwariusz, siostrzeniec Lema, który spędzał dużo czas u wujostwa na krakowskich Klinach. - Na początku lat 60., a więc jeszcze przed emigracją, Mrożek miał po raz pierwszy odwiedzić wuja. Mnie jako dziecku kojarzył się głównie z rysunkami w "Przekroju", które pod szyldem "Przez okulary Sławomira Mrożka" były tam wtedy publikowane. Siłą rzeczy wyobrażałem go sobie jako osobę w okularach, które zresztą rzeczywiście nosił. W końcu przyszedł jakiś facet w okularach, a ja ochoczo pobiegłem do domu z okrzykiem: "Przyszedł pan Mrożek, przyszedł pan Mrożek!". Okazało się, że to hydraulik. Śmialiśmy się z tego przy każdej kolejnej Mrożka wizycie.

Sławomirze Miru Sławny!

Pierwszy z zachowanych listów jest samotny. To list z 20 stycznia 1956 roku, w którym Mrożek zwraca się jeszcze do Lema per "pan". O dziewięć lat młodszy pisarz chciałby podyskutować ze starszym kolegą na temat jego "Szpitala przemienienia". Obaj jeszcze wtedy mieszkają w Krakowie, Mrożek - w Domu Literatów. Najważniejsze utwory ma jeszcze przed sobą, ale jest już rozpoznawalny dzięki publikacjom m.in. w "Szpilkach" czy "Echu Krakowa". Uchodzi za ekscentryka. Czasem na przykład porozumiewa się ze światem wyłącznie za pomocą karteczek. Na "Dzień dobry" nie odpowiada, tylko szuka w kieszeni fiszki z napisem "Dzień dobry", a potem kolejnej - "Co słychać?". Lem ma już na koncie "Astronautów" i "Dzienniki gwiazdowe". Udane, ale uważane dziś raczej za młodzieżowe wprawki do dojrzałej twórczości. Cieszy się jednak szacunkiem - z jego zdaniem warto się liczyć.

W 1959 roku, bo z niego pochodzi kolejny zachowany list, są już na "ty". Spotkali się, porozmawiali. Wkrótce Mrożek wyprowadzi się do Warszawy i korespondencja rozkwitnie na dobre. Minie jednak sporo czasu, zanim ustalą język porozumienia. - Docierają się jak dobrzy znajomi - wyjaśnia literaturoznawca prof. Jerzy Jarzębski. - Ma to zabawną postać, bo rozpoczyna się na poziomie języka bardzo groteskowego. Co ciekawe, celuje w tym głównie Lem, jakby starał się być lepszym Mrożkiem niż Mrożek. Jego stylizacja jest ostra, wariacka. Trzeba czekać parę lat, zanim znajdą wspólny język - mniej wymyślny, ale bardziej merytoryczny.

Tak oto Lem zaczyna swoje pierwsze epistoły: "Sławomirze Miru Sławny! Hospodynie Literatury Polskiej! Okraso Satyry! Omasto Niebios! Doskonałości Wrodzona! Szlachetności, Na Koniec Której blaskiem skąpany Chadzam".

Albo: "Wasza Potuberancjo!" (dla niewtajemniczonych - chodzi o kłęby gorącego i rzadkiego gazu w postaci języków lub łuków wyrzucanych z powierzchni Słońca widoczne ponad brzegiem tarczy słonecznej).

Ewentualnie: "Mrogi Drożku!".

Mrożek jest znacznie spokojniejszy. Na wielostronicowych listach szybko zaczyna się melancholijnie zwierzać z rozterek duchowych i twórczych. Jakby pisał w ramach terapii. Lem mu odpisuje: "Bądź dobrej myśli, bo po co być złej".

W jednym z listów Mrożek proponuje zaszyfrowanie Warszawy przez „UU”: „Przecież w alfabecie angielskim »W « nazywa się »double ju «, jak nie znają angielskiego, to się nie domyślą”. - Raczej na serio nie przypuszczali, że ci, co czytają, nie znają języków - twierdzi prof. Jarzębski. - Zawsze tam ktoś siedział, kto znał. Nieraz piszą jednak całe listy po angielsku czy francusku, wtrącają makaronizmy, pojedyncze zdania po rosyjsku, niemiecku czy włosku. To ćwiczenie po prostu, bo był wtedy problem z nauką języków. Ten język, którego używają, nie jest najwyższych lotów. Ale się dogadują, to najważniejsze.

Mrożek, o zgrozo, miewa problemy z ortografią. Nawet w języku polskim.

Zgwałcić nie potrafią

Maria Obremba, żona Mrożka, specjalnie dla Lemów szyje kotarę, posyła im z Warszawy, a ci uczciwie za nią płacą. Cenę rynkową skrupulatnie podaje im w liście sam Mrożek ("jest tego 20 metrów, cena własna, czyli taka, którą moja żona otrzymuje od państwowej placówki, która z kolei sprzedaje ten towar klientom - 70 zł za metr, razem 1400 zł"), aby nie czuli się zobowiązani do prezentowego rewanżu. Przy okazji zauważa: "Każde dziecko wie, a jak nie wie, to mu powiedzą, że obaj jesteśmy skąpi potwornie".

Kolejna zatem cecha wspólna.

W tym czasie zaczyna o sobie dawać znać jeszcze jedna: poczucie niezrozumienia. Lem złości się na przyszywaną mu łatkę "fantasty", Mrożek - "parodysty". Nikt nie pojmuje ich głębi! Stopniowo zaczynają odkrywać rozkosz dogryzania kolegom po fachu.

Wróg numer jeden nazywa się Ireneusz Iredyński i jest przedstawicielem chwalonego przez krytykę młodego pokolenia pisarzy polskich. Tych, co nie mniej niż na kunszt literacki stawiają na efektowny wizerunek twórcy przeklętego, któremu nieobca jest żadna z mrocznych stron ludzkiego żywota. Po jednej z bardziej rozbudowanych napaści Lem pisze do Mrożka: "Niegodzien on, doprawdy, rozmiarów negacji, jakie mu poświęcasz". Mrożek odparowuje: "Bo oczywiście zazdroszczę i ja tak chciałbym. Cóż to za rozkosz tak sobie pogwałcić, popalić, pobić. Nie żartuję".

- Ciekawa jest ta hierarchia literacka, którą budują - zauważa prof. Jarzębski. - Na samym dole jest Iredyński jako absolutnie negatywny wzorzec osobowy. Potem są pisarze, których też źle traktują, ale z czasem ułaskawiają, jak Andrzej Kijowski. Do tego dochodzą autorzy światowi, np. Friedrich Dürrenmatt czy Malcolm Lowry. Oni też obrywają. Ale jest i w końcu to wąskie grono autorytetów, a wśród nich przede wszystkim Witold Gombrowicz. On coś wiedział, czego oni nie wiedzieli. Był kimś, z kim można by podjąć dialog. Mrożek wyznał kiedyś zresztą, że Gombrowicz był dla niego koszmarem. Nie mógł się wyzwolić spod jego wpływu.

Podczas rozdawania ciosów czasem dostaje się nawet bliskim kolegom, na przykład literaturoznawcy prof. Janowi Błońskiemu (że ortodoksyjny, że snob). Bezpieczni są tylko zmarli. Mrożek pisze o Witkacym: "Nie ma go już i nigdy nie będzie stanowił dla nas zagrożenia, to sprawa zamknięta, możemy spokojnie się jej przyjrzeć". - Można powiedzieć, że im pisarze są więksi, tym bardziej bywają małostkowi - żartuje Zych.

Z czasem marudzenie zostaje rozszerzone na całą ludzkość. Mrożek się złości: "Zdaje się, że niewiele osób przejmuje się przyrostem naturalnym, mnie stale przeraża myśl, że z każdą sekundą rośnie liczba idiotów". Lem mu wtóruje: "Z kretynizmem jeszcze nikt nie wygrał". W starożytnym Rzymie lud żądał chleba i igrzysk, teraz już tylko chce nowości. Wszędzie pośpiech i tandeta. Zgnilizna i upadek obyczajów. Ot, chociażby takie uczesania na Beatlesów. Lem pisze: "Niby dlaczego nie mają se chłopy włosia wypuścić, włosiu popuścić, jak tak klawo im rośnie? A dlaczego nie mają chodzić z wielkimi gromnicami płonącymi w odbytnicy? Wszak mogliby, i nawet bez zakłócenia publicznej moralności, gdyby sobie w spodnie na zadku dali klapki (na świece) powszywać".

Źródło: Duży Format
  • 3
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    63 głosy

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Problem dziewczynki w ciele chłopca

Pięcioletni chłopczyk z brytyjskiego Essex od trzeciego roku życia czuje się dziewczynką. To coraz częstsze zaburzenie nawet u tak małych dzieci