http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Terrorysta Andrzej Ż.

Grzegorz Sroczyński
2011-09-26, ostatnia aktualizacja 2011-09-26 15:13

Miejsce przed Kancelarią Premiera, w którym podpalił się mężczyzna
Miejsce przed Kancelarią Premiera, w którym podpalił się mężczyzna
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Szacunek dla cudzego nieszczęścia to ważna rzecz, ale muszę wreszcie to napisać: pod kancelarią premiera nie podpalił się szlachetny bohater, który walczy o wzniosłe cele. Nie podpalił się tam bezkompromisowy tropiciel korupcji. Zrobił to ktoś, kto przy pomocy aktu terroru (skierowanego wobec samego siebie) próbował na nas coś wymusić.

Nie ma takich spraw, które w demokratycznym kraju dawałyby prawo do samospaleń. Bo w demokratycznym kraju wszyscy się umówiliśmy, że problemy rozwiązujemy inaczej. Poprzez wolne media, partie polityczne, organizacje pozarządowe. Ryszard Siwiec w Peerelu i tybetańscy mnisi w Chinach nie mieli tej możliwości. O wolności marzyli i w imię tego marzenia decydowali się na desperacki krok. Jest coś wyjątkowo niedobrego w powtarzaniu ich gestów w kraju, który wolność odzyskał.

Jak pisze dziś ''Rzeczpospolita'', Andrzej Ż. - emerytowany policjant i pracownik skarbówki - otrzymywał 2900 zł emerytury. Nie starczało mu to (urodziły mu się chore bliźniaki). Wpadł w długi. "Pod koniec listopada 2010 roku wyłączono mu prąd w mieszkaniu. Pisze list otwarty do premiera, prezydenta, posłów, mediów" - czytam. Informuje w tych listach o korupcji w Urzędzie Skarbowym, w którym pracował rok i nie dostał etatu. Wszystkie te listy wywoływały reakcje: urząd skarbowy prześwietlono, Julia Pitera sprawę zbadała, również z Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego była odpowiedź. Demokratyczne państwo zadziałało. Andrzej Ż. uzyskał to, co powinien: sprawę sprawdzono, potraktowano go poważnie. Ale nie uzyskał najważniejszego: przyznania mu we wszystkim racji. Postanowił więc tę rację na współobywatelach wymusić.

Terroryści - niezależnie jakie przesłanki nimi kierują, a bywają przecież te przesłanki szlachetne - są w demokratycznych krajach piętnowani i izolowani. Tymczasem u nas Andrzeja Ż. odwiedza w szpitalu premier. I ogłasza, że stosowne służby po raz kolejny sprawdzą jego doniesienia. Jednym słowem: cel terrorysty został osiągnięty. Znajdą się zapewne następni chętni.

***

W "Uważam Rze" narzekania na to, że państwo wie o nas coraz więcej. "Państwo uzyskuje coraz większe prawo do wiedzy o obywatelach" - pisze Cezary Gmyz. "Śledzą nas służby specjalne, firmy, szkoły". Chwalebne jest to nawrócenie prawicy na wolności obywatelskie. Oto nowa grupa obywateli postanowiła patrzeć na ręce CBA i innym służbom, które pobierają billingi tak często, że Polska pobiła tu europejski rekord. Witajcie w klubie, lepiej późno niż wcale.

Kaczyński ucieka od debaty

Dalej wywiad braci Karnowskich z Jarosławem Kaczyńskim. Dowiadujemy się, że nawet na ostatniej prostej przed wyborami nie będzie debaty telewizyjnej z Tuskiem. "Nie chcę rozmawiać w oparach absurdu. Jak mam rozmawiać o tym, nad czym Donald Tusk szeroko się rozwodził - a więc o "aresztowaniu" przez nas inwestycji, jeśli przejmiemy władzę. To jest jakiś wymysł". Melduję, Panie Prezesie, że nie jest to wymysł, tylko pańskie słowa sprzed miesiąca. Na pytanie, co Pan zrobi, jeśli ponownie zostanie premierem, odpowiedział Pan: "Po dojściu do władzy musimy najpierw zrobić w Polsce audyt". Oznacza to, że w środku kryzysu i rozgrzebanych inwestycji nowi ministrowie PiS będą przeglądać papierki i szukać miesiącami afer. Ostrzegam: autostrad z tego nie będzie.

Dalej jest o złych mediach, które "gdyby zadały władzy kilka prostych pytań, to scena polityczna wyglądałaby zupełnie inaczej". Na szczęście, jak dowiadujemy się od Kaczyńskiego, jest jeden sprawiedliwy "szukanie prawdy kontynuowali nieliczni, jak Łukasz Warzecha z 'Faktu'". Wiemy więc wreszcie, które media - zdaniem prezesa Kaczyńskiego - mogą być wzorcem dla wszystkich dziennikarzy. Tabloidy.

"Wojnę polsko-polską może zakończyć tylko nasze zwycięstwo".

I jeszcze urocze zdanie: "Wojnę polsko-polską może zakończyć tylko nasze zwycięstwo". Dlaczego? "Bo pewne sprawy musielibyśmy oczywiście podsumować. Potem byśmy to zakończyli. Nie nakręcalibyśmy konfliktu". Koniec cytatu. Otóż szansę "nie nakręcania konfliktu" po wygranych wyborach Jarosław Kaczyński już raz dostał. Nie skorzystał.

Przeczytaj też "Kim jest desperat spod Kancelarii Premiera?"
oraz felieton Piotra Pacewicza "Reality show Rymanowskiego"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 138 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    102 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':