Z Napieralskim przegrał dwa razy: w wyborach w 2005 i 2007. A właściwie nawet trzy razy, bo w tym roku musiał z jego powodu uciekać z SLD do PO. Bartosz Arłukowicz wziął właśnie tygodniowy urlop z posady pełnomocnika premiera ds. przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu i krąży po ulicach Szczecina. By wreszcie wygrać z Napieralskim.
W 2005 r.
Grzegorz Napieralski dostał 14 tys. głosów, Arłukowicz - 7 (nie wszedł do Sejmu). Dwa lata później, obaj poprawili wyniki, ale Napieralski wciąż był lepszy (29 tys.) niż Arłukowicz (21 tys.). Teraz Napieralski jest ''jedynką'' na liście SLD, Arłukowicz - PO.
Dr Jarosław Flis, socjolog, UJ: - Właściwie to jasne, że teraz to Arłukowicz wygra. Platforma w Zachodniopomorskiem ma świetne wyniki, a Sojusz ma tu poparcie niższe niż w innych województwach. Pojedynki ''jedynek'' mają znaczenie, jeśli ktoś do nich przywiązuje wagę. A ten pojedynek ma znaczenie dla wewnątrzpartyjnej opozycji w SLD. Spektakularna porażka Napieralskiego będzie dla nich fantastycznym argumentem, że trzeba zmienić lidera.
Dlatego niektórzy partyjni koledzy Napieralskiego trzymają kciuki za... Arłukowicza. - Taka prestiżowa porażka bardzo by się Grzegorzowi przydała - komentuje polityk SLD - bo może wreszcie by zrozumiał, że taktyka ''dziel i rządź'' nie jest tak skuteczna, jak mu się dotąd wydawało.
I przypomina, że to Napieralski wypchnął Arłukowicza z partii - nie rozmawiał z nim, długo nie było decyzji, gdzie ma startować: - Napieralski widział go w
Trójmieście, ale Bartek chciał w
Szczecinie. No i w końcu Bartek miał tego dość, poszedł do PO.
Sondaż za Arłukowiczem Z sondażu SMG/KRC dla Radia RMF FM z połowy września wynika, że Arłukowicz może Napieralskiego znokautować - ministra chce poprzeć 23 proc., a lidera SLD - ledwie 6.
Ale Arłukowicz twierdzi, że walczy o wynik, nie o pogrążenie szefa SLD.
''Gazeta'': Przecież to ludzkie, chcieć pokonać rywala. Arłukowicz: Hmm, najbardziej mi zależy na jak najlepszym wyniku, a nie na pokonaniu Napieralskiego o jeden głos.
Trochę pan ściemnia, prawda? - Naprawdę podchodzę do tych wyborów z pokorą.
Pytają o Platformę Arłukowicza złapałam na szczecińskiej ulicy. Po mieście porusza się z grupą fanów ubranych w niebieskie koszulki z nazwiskiem kandydata. Arłukowicz mówi o nich, że to babcie z wnukami, bo są tam i dwudziestolatkowie, i panie po siedemdziesiątce.
''Gazeta'': Ludzie wypominają panu, że przeszedł do PO i od razu dostał ministerialną posadę? Arłukowicz: Rzadko, tak na oko, 10 proc. ulicznych rozmów tego dotyczy.
A że całkiem niedawno oskarżał pan Tuska o aksamitny przeciek w aferze hazardowej, a teraz pracuje dla niego? - Nie, o aferę hazardową w ogóle nie pytają. O Platformę tak, pytają, średnio tak co trzecia osoba. Tłumaczę, że czasem trzeba iść na kompromis, mam wrażenie, że to rozumieją.
Kibicują panu w tym pojedynku z Napieralskim? - Mówią, że trzymają za mnie kciuki.