26-letni Mijo Babić czeka na wejście swojego kraju do UE. Skończył historię, ale z braku lepszej posady pracuje jako kelner w kawiarni na zagrzebskiej starówce. Podobny problem ma wielu młodych, bo bezrobocie wynosi 12 proc., a wzrost gospodarczy w tym roku sięgnie niewiele ponad 1 proc., i to po spadku w 2010 r.
Mijo ma nadzieję, że dzięki członkostwu w Unii będzie mógł kontynuować naukę i prowadzić badania na którymś z europejskich uniwersytetów. - Najlepiej w Portugalii lub Wielkiej Brytanii, bo interesuje mnie historia kolonializmu. To, że nie będziemy musieli płacić za naukę jak cudzoziemcy spoza UE, będzie szansą dla bardzo wielu Chorwatów - uważa.
Jego zdaniem członkostwo da też większe możliwości chorwackim firmom, które chcą zarabiać na eksporcie. Obawia się natomiast, jak wejście do Unii wpłynie na sprawy obyczajowe. - Nie podoba mi się, że w europejskich dokumentach nie uznaje się chrześcijańskich korzeni Europy. Czy od kiedy
Polska weszła do UE, możecie nadal nauczać religii w szkołach? - dopytuje.
Chorwacja stanie się członkiem wspólnoty zapewne 1 lipca 2013 r. - Wielki wysiłek Chorwatów i waszego rządu opłaci się w przyszłości - przekonywał w sobotę Donald Tusk, wręczając w Zagrzebiu premier Jadrance Kosor angielskojęzyczny tekst traktatu, który Chorwacja negocjowała od 2005 r. Traktat musi jeszcze zostać oficjalnie podpisany i ratyfikowany przez wszystkie kraje UE i przez kandydata, co zapewne będzie formalnością. Chorwaci zagłosują zapewne w tej sprawie w referendum na początku 2012 r.
Opinie na temat wejścia do Unii są podzielone. Według najnowszego sondażu za jest 56 proc. Chorwatów, przeciw - 40 proc. Najbardziej sceptyczni są nie tylko ludzie mniej wykształceni i z prowincji, lecz także młodzi. - Być może wynika to z ogólnego protestu wobec wszystkiego, co pochodzi ze świata polityki. Korupcja na najwyższych szczytach władzy sprawiła, że młodzi Chorwaci wątpią w cały system demokratyczny - tłumaczy Vesna Roller, publicystka dziennika "Novi List".
Korupcja i słabe funkcjonowanie systemu sprawiedliwości były jednymi z powodów długich i trudnych negocjacji Zagrzebia z UE. Premier Kosor oceniła wręcz, że były najtrudniejsze w historii rozszerzania Wspólnoty. Sędziowie byli mało kompetentni, upolitycznieni, a sprawy ciągnęły się latami.
Pod naciskiem UE Chorwacja zreformowała wiele dziedzin. W grudniu odbędą się wybory, w których władzę straci zapewne prawicowa Chorwacka Wspólnota Demokratyczna (HDZ). To partia nie tylko Kosor, lecz także byłego premiera Ivo Sanadera, który w 2009 r. podał się do dymisji, a w 2012 r. ma być sądzony w dwóch sprawach za korupcję.
Nie wszyscy są jednak przekonani, że postępy, jakie zrobił chorwacki wymiar sprawiedliwości, są wystarczające, by zapraszać ją do Unii. - Wielu reform dokonywaliśmy tylko pod presją Brukseli. Przyszłość pokaże, czy pospieszne zamknięcie negocjacji w czerwcu okaże się dla nas korzystne - tłumaczy Vesna Roller. Niektóre kraje, które w ostatnich latach zostały członkami UE, spowolniły reformy po wejściu do Wspólnoty.
Zwykli Chorwaci mają bardziej praktycznie obawy. W wydanej przez rząd książeczce "Mity i legendy dotyczące UE", którą młodzi ludzie rozdawali w sobotę na rynku w Zagrzebiu, obalane były m.in. następujące: "współpraca europejska doprowadzi do powstania nowej Jugosławii", "ceny pójdą w górę", "cudzoziemcy wykupią wszystkie nieruchomości", "Unia zabroni świniobicia", "nie będziemy mogli robić własnej rakii".
Podobne obawy - jak te dotyczące produkcji tradycyjnych wyrobów czy te o wykupie ziemi przez cudzoziemców - miała przed 2004 r. część Polaków. Handel ziemią zliberalizowano już na mocy układu stowarzyszeniowego Chorwacji z UE. Barierą dla cudzoziemców chcących kupić nieruchomość nad Adriatykiem są raczej ceny - wyższe niż np. we włoskiej Toskanii.
Chorwacja, tak jak kraje wchodzące do Unii przed nią, będzie też miała okres przejściowy, zanim otwarte zostaną dla niej rynki pracy. Zasady będą takie same jak w przypadku Polski: okres przejściowy będzie trwał siedem lat, lecz niektóre kraje mogą otworzyć swoje rynki wcześniej. W czasach kryzysu i antyimigranckich nastrojów żadne państwo zapewne nie zaprosi Chorwatów od razu.
Być może właśnie kryzysowe nastroje w samej Unii przyczyniają się do tego, że Chorwaci wchodzą do niej z mniejszym entuzjazmem niż np. Polacy. Kresmir Opić, który rozdaje rządowe książeczki na rynku, jest ostrożnym optymistą: - Może i będą z tego jakieś konkretne korzyści takie jak możliwości pracy. Tyle że Unia ma teraz swoich własnych bezrobotnych, którzy czekają na posady. Może wyjadą osoby z poszukiwanymi kwalifikacjami, jak inżynierowie. Ale ci akurat przydaliby się i w Chorwacji...
Kwestią otwartą pozostaje, gdzie odbędzie się w grudniu ceremonia podpisania traktatu o wejściu Zagrzebia do UE. Polski rząd chciałby, by stało się to w Warszawie, i obiecuje Chorwatom wielką fetę. Inną możliwością jest
Bruksela, gdzie co prawda oprawa byłaby skromniejsza, lecz za to obecni byliby wszyscy europejscy przywódcy, bo podpisanie odbyłoby się zapewne podczas grudniowego szczytu Unii.
Polski rząd, który od zawsze był za dalszym rozszerzaniem UE, ma też nadzieję, że jeszcze za polskiego przewodnictwa w Radzie UE formalny status kandydata do wspólnoty otrzyma
Serbia. Będzie to zależało od oceny tamtejszych reform, jaką wystawić ma niebawem Komisja Europejska.