Dwa lata temu, gdy
Roman Polański wylądował na zuryskim lotnisku, założono mu kajdanki i odwieziono do aresztu deportacyjnego w Winterthur. Podstawą do aresztowania był międzynarodowy list gończy wydany przez prokuraturę w Los Angeles, która od ponad 30 lat ściga reżysera za seks z nieletnią.
Sprawa od początku budziła kontrowersje.
Polański bywał bowiem w Szwajcarii wielokrotnie, kupił nawet domek w alpejskim kurorcie Gstaad. Wiele wskazuje na to, że szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości, wiedząc wcześniej o wizycie
Polańskiego, uprzedziło amerykańskich prokuratorów. Jego deportacja miała poprawić stosunki między Bernem a Waszyngtonem, które znalazły się w kryzysie, gdy Szwajcarzy odmówili przekazania
USA danych Amerykanów ukrywających w szwajcarskich bankach pieniądze przed fiskusem.
Do wydania Polańskiego jednak nie doszło. W listopadzie 2009 r. areszt deportacyjny Szwajcarzy zamienili mu na areszt domowy. W lipcu zeszłego roku sąd ostatecznie uznał, ze wniosek o ekstradycję reżysera, który nadesłali Amerykanie, miał wadę prawną, w związku z czym reżyser został uwolniony.
Pod koniec września reżyser ma wrócić do Zurychu, by na festiwalu odebrać przyznaną mu dwa lata temu nagrodę. Wiadomo, że zostanie ona wręczona podczas specjalnej uroczystości. Inne szczegóły nie są znane, bo organizatorzy odmawiają w tej sprawie komentarzy. Sam Polański zaznaczył, że w Zurychu nie udzieli ani jednego wywiadu.