http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego nie rozumiemy sztuki współczesnej?

Paweł Możdżyński*
2011-09-14, ostatnia aktualizacja 2011-09-14 15:09
08.10.2007, Londyn, Wielka Brytania, kobieta z dzieckiem idzie wzdłuż instalacji Doris Salcedo w galerii Tate Modern
08.10.2007, Londyn, Wielka Brytania, kobieta z dzieckiem idzie wzdłuż instalacji Doris Salcedo w galerii Tate Modern
Fot. LUKE MACGREGOR REUTERS

Po dyskusji autorów "Gazety" - Krzysztofa Vargi i Doroty Jareckiej. Kim jest dziś artysta, czym jest dzieło sztuki i dlaczego przedstawiciele polskiej klasy średniej inwestują w samochody i wakacje, a nie we współczesną sztukę

Na łamach "Gazety Wyborczej" rozgorzała bardzo interesująca dyskusja na temat sztuki współczesnej. Krzysztof Varga w felietonie pt. "Naiwność Nieznalskiej, czyli felieton umoralniający" zadeklarował: "Ja w ogóle mam duży problem ze sztuką współczesną - oglądam i nie rozumiem, nie wiem, czy ma mi się podobać, czy też nie, ktoś zazwyczaj musi mi wyjaśnić, co artysta chciał mi powiedzieć". Odpowiedziała mu Dorota Jarecka tekstem "Przerażający eksces wolności". Dyskusja była kontynuowana na antenie TOK FM z udziałem Marcela Andino Veleza, dyrektora Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Bogny Świątkowskiej i dziennikarki - Anny Laszuk.

Przeczytaj, o czym w felietonie pisał Varga,
jak mu odpowiedziała Jarecka
i co jeszcze miał do dodania felietonista "Dużego Formatu".



Wszyscy dyskutanci interesująco mówili i pisali na temat sztuki współczesnej i jej odbioru przez polskie społeczeństwo. Wiele kwestii nie zostało jednak podjętych. Pozwolę sobie więc zabrać głos w tej dyskusji i wypowiedzieć się na temat, który streszczę w pytaniu: dlaczego nie rozumiemy sztuki współczesnej?

O sztuce

Zacznę od sztuki. Podstawy współczesnych sztuk plastycznych zostały ukształtowane w XIX wieku. Zrodziła się wówczas idea awangardy, która wciąż oddziałuje - nieraz niejawnie - na świat sztuki. Awangarda - jak wiadomo - to straż przednia. Zgodnie z tą wizją, artyści nadają idee i tempo zmian reszcie społeczeństwa. Dlatego ważnym aspektem sztuk wizualnych stało się dążenie do transgresji, do przekraczania granic (konwenansów, przyzwyczajeń itd.) narzuconych przez "zapóźnione" społeczeństwo. Przekraczanie norm społecznych widać wyraźnie w galeriach: artyści wciąż starają się rozszerzać granice wyobraźni odbiorców i burzyć ich - nie tylko estetyczne - przyzwyczajenia.

W XIX wieku ukształtowany został także swoisty "mit artysty", który - choć w lekko przekształconych formach - wciąż oddziałuje. Według tego mitu artysta to kreator (bo tworzy), prorok (bo widzi "więcej", zapowiada przyszłość), rewolucjonista (bo zmienia świat). Tym samym została zmieniona definicja sztuk plastycznych. Sztuka nie jest już tylko sferą naocznego piękna i tworzenia dekoracyjnych obiektów. Artysta więc już nie jest rzemieślnikiem, który ma stworzyć "ładny przedmiot", cieszący oczy mieszczanina. Dzieło sztuki ma zgłębiać to, co jest "naprawdę", pokazywać świat "prawdziwy".

W wielu aspektach dziewiętnastowieczna koncepcja sztuki i artysty przetrwała do dziś, choć nadaje się jej nowe formy. Na przykład konceptualizm zerwał z materialnością dzieła, sztuka nie musi przybierać już "namacalnej" formy, dziełem może być nawet idea. Stąd też w dzisiejszej sztuce bardzo ważny jest - niejednokrotnie ważniejszy od materialnej formy - opis dzieła sporządzony przez samego artystę bądź interpretacja krytyka. Nie jest jednak tak, jak pisze w swym felietonie Krzysztof Varga, że tylko sztuki plastyczne potrzebują "tłumaczy". Przygotowania potrzebuje każdy przekaz kulturowy. By odbierać jakiekolwiek dzieło sztuki - film, sztukę teatralną czy utwór muzyczny - musimy poznać swoisty "kod kulturowy", który pozwoli nam odczytać przekaz. Na przykład po to, by delektować się poezją romantyczną, potrzebna jest długotrwała edukacja z zakresu literatury, którą odbyliśmy w szkole podstawowej i średniej - a w wielu przypadkach ona nam nie wystarcza. Tak jak w rozmowie z Anną Laszuk w TOK FM powiedział Marcel Andino Velez, tylko nam "się wydaje", że "rozumiemy" dzieła renesansowych mistrzów. W swym zachwycie nad malarstwem klasycznym skupiamy się tylko na naocznej "warstwie" obrazu, bowiem do pełnego odszyfrowania tych dzieł konieczny jest kurs ikonografii.

Oczywiście intelektualnego przygotowania i artystycznego obycia potrzebujemy do obcowania z muzyką i filmem. To prawda, że nie zawsze musimy się zgadzać z krytykami i teoretykami sztuki, lecz bez pośrednictwa żadnych "tłumaczy" nie moglibyśmy "zrozumieć" muzyki współczesnej czy filmu eksperymentalnego.

Rzeczywiście dzisiaj rola "tłumaczy" jest większa niż kiedyś. Jest to część zjawiska, które można nazwać "specjalizacją". Otóż do poruszania się w każdej dziedzinie życia (nie tylko sztuki) potrzebujemy ekspertów: w informatyce, leczeniu chorób czy budowaniu domów. Każda sfera życia powiększa się i komplikuje tak, że niespecjalista musi skorzystać z pomocy profesjonalisty. Zgodnie z tą tendencją wzrosła też rola pośrednika pomiędzy artystą a odbiorcą - kuratora, krytyka, teoretyka sztuki. Mówi się też, że artyści tworzą dla innych artystów. Jest to w pewnym sensie zarzut trafiony - lecz dotyczy on każdej produkcji kulturowej. Jednak nie jest prawdą, że sztuki plastyczne ze swej istoty są zamknięte na "zwykłego odbiorcę". Sukces galerii Tate Modern czy sieci galerii Guggenheima pokazuje coś innego - sztukę współczesną mogą oglądać miliony widzów rocznie.

Współczesna sztuka jest różnorodna i właściwie trudno ją zdefiniować. Jest zabawą, obalaniem tabu społecznego, działaniem na rzecz grup mniejszości społecznych, odkrywaniem stłumionej cielesności, prowokacją itd., itd. Dziełem sztuki może być wszystko. Ze względu na różnorodność sztuk plastycznych nie można "z góry" stwierdzić, co sztuką jest, a co nie. Dlatego badacze w swoich publikacjach formułują już tylko definicje "instytucjonalne": sztuką jest to, co zostało stworzone przez artystów lub uznane przez artystów, krytyków itp. reprezentantów świata sztuki.

Varga napisał, że "nie rozumie" sztuki współczesnej. Problem jest też taki, że nie zawsze o "rozumienie" chodzi. Wielu dzieł po prostu nie da się zrozumieć. Niektóre kierunki sztuki wręcz sprzeciwiały się "rozumowemu" podchodzeniu do dzieła, w niektórych chodziło na przykład o zabawę - wiele happeningów było po prostu dobrą zabawą. Inne dzieła opierają się na pozarozumowej medytacji. Krzysztof Varga też ma problem z treścią dzieł sztuki. I nie tylko on, bo niektóre z nich programowo miały nie zawierać żadnej treści - taki cel na przykład stawiało sobie wielu abstrakcjonistów.

Współczesne dzieło sztuki jest - jak to określił Umberto Eco - "otwarte" na interpretacje. Zatem znane nam bardzo dobrze szkolne pytanie: "co artysta miał na myśli?", nie ma racji bytu we współczesnej sztuce, bowiem "zamyka" przed nami dzieło w jedynie "obowiązującej" - i z tego powodu fałszywej - interpretacji. Dziś, obcując z produktami artystów, możemy stawiać wiele pytań, na przykład: "czym to dzieło jest dla mnie?", "z czym mi się kojarzy?", "jak na to dzieło reaguję?", "jakie są odniesienia?". Dzięki wielu równouprawnionym możliwym pytaniom i interpretacjom przekaz obrazów, instalacji czy performance'ów "otwiera się" przed odbiorcami w swej różnorodności.

O odbiorcach

Teraz pora przyjrzeć się nam, odbiorcom sztuki. Współczesne sztuki plastyczne w dzisiejszej Polsce nie cieszą się prestiżem. W pewnym sensie cenimy bardziej słowo niż obraz. Ta sytuacja wynika ze specyfiki kultury polskiej, która w dużo mniejszym stopniu niż kultura Włoch, Francji, Niemiec czy Anglii była skupiona na tworzeniu wartości estetycznych, a w szczególności - wizualnych. Ponadto - jak pokazuje w swych klasycznych już książkach Maria Janion - świadomość zbiorowa współczesnych Polaków jest wciąż przesiąknięta treściami romantycznymi. Pani Profesor obnaża przy tym całą specyfikę polskiego romantyzmu: polscy poeci szczęście jednostki podporządkowali narodowi. Nie było tu miejsca na "pełnokrwisty" bunt wobec świata, wyzwalający artystę spod społecznych reguł. Jednostka miała ginąć nie z powodu nieszczęśliwej miłości, lecz za "miliony". Postawy transgresyjne, na których zbudowana jest sztuka współczesna, nie zostały wpisane w kulturę polską. Oczywiście to wszystko ma związek z polską historią (rozbiory, kolejne wojny, okres PRL).

Tak czy owak indywidualizm w Polsce nie zapuścił korzeni tak mocno jak na zachodzie Europy. Polacy nie przeszli kolejnej rewolucji obyczajowej, która w zachodnich społeczeństwach miała miejsce w latach 60. i 70. Wciąż oburzamy się na nagie ciała, zwłaszcza gdy sąsiadują one z miejscami kultu. Z kolei Włosi - naród przecież katolicki - nie dziwią się, gdy w trakcie Biennale w Wenecji w pięknych renesansowych kościołach wystawiane są przy ołtarzach instalacje wideo, na których widać nagie ciała performerek.

Te historyczne zaszłości są wzmacniane dodatkowo przez hybrydalną, przyspieszoną modernizację Polski. Próbujemy na siłę zerwać z komunistyczną przeszłością, burząc dzieła architektury modernistycznej (np. warszawski Supersam), niejednokrotnie zamieniając je na koszmarne pod względem estetycznym obiekty (Stadion Narodowy). Osiedla mieszkaniowe i biurowce budowane są bez uwzględnienia wartości urbanistycznych i czysto wizualnych. Przestrzeń publiczna jest zaśmiecona kiepską architekturą i reklamami.

Nie lepiej jest wewnątrz naszych mieszkań. Co mamy na ścianach? Królują nieśmiertelne reprodukcje van Gogha i Kossaka. Nawet gdy przedstawiciele polskiej klasy średniej mają pieniądze, inwestują je w najnowsze kino domowe, regał lub lampę. Wielu z nich chwali się co pięć lat zmienianym samochodem lub wakacjami na wyspach. Niektórzy polscy inteligenci wiedzą co prawda, że warto chodzić do teatru czy na koncerty jazzowe, zapełniają półki książkami, lecz rzadko wieszają na ścianach litografie czy obrazy olejne współczesnych artystów. Niewielu z nas chodzi na wystawy. Słowem: jeszcze nie istnieje w naszym społeczeństwie zdrowy snobizm na sztuki wizualne. Natomiast często spotykana jest postawa, którą zaprezentował Krzysztof Varga w swym artykule, a którą można streścić w zdaniu: "ja tam nie rozumiem sztuki współczesnej". Taka postawa jest deklaracją "normalności" i rzekomej niezależności myślenia od "salonowych trendów". Natomiast rzadko kto przyznaje się do braku wiedzy z zakresu literatury czy filmu.

Warto jeszcze wspomnieć o edukacji artystycznej, która u nas po prostu leży. W szkołach nie są sensownie realizowane zajęcia z plastyki, historia sztuki nie jest włączona w edukację na poziomie gimnazjalnym i średnim. Nauczyciele języka polskiego nie są kompetentni, by pokazywać powiązania pomiędzy literaturą a malarstwem. Z kolei nauczyciele plastyki nie są też przygotowani do tego, by wtajemniczyć dzieci w arkana sztuki współczesnej - a przecież tworzenie instalacji z kręgu sztuki ziemi czy próby wyrażania jakichś problemów w postaci performance'ów byłoby świetną zabawą na każdym poziomie nauczania.

Właściwie nie ma co się dziwić, że "nie rozumiemy" sztuki współczesnej... Jesteśmy społeczeństwem "na dorobku", bogacimy się, rozwijamy demokrację. Być może później, gdy już osiągniemy materialny komfort życia, zajmiemy się "wartościami wyższymi": gdy kupimy już zmywarki, zaczniemy myśleć o tworzeniu naszych domowych kolekcji sztuki...

*dr Paweł Możdżyński jest socjologiem kultury, bada sztukę współczesną. Pracuje w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. Ostatnio wydał książkę pt. "Inicjacje i transgresje. Antystrukturalność sztuki XX i XXI wieku w oczach socjologa" nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':