http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Elementarz Falskiego, czyli proszę mnie nie przepraszać za sztukę

Krzysztof Varga
2011-09-08, ostatnia aktualizacja 2011-09-11 12:29

Katarzyna Kozyra - kontrowersyjna artystka w tym roku zadziwiła akcją
Katarzyna Kozyra - kontrowersyjna artystka w tym roku zadziwiła akcją "Casting" w warszawskiej Zachęcie
Fot. Paweł Kozioł / AG

Nie będzie wolnych artystów, jeśli ceną za ich wolność ma być brak wolności widowni

Dorota Nieznalska
Fot. Sławomir Pawłowski / Agencja Gazeta
Dorota Nieznalska
Krzysztof Varga
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Krzysztof Varga
Damien Hirst z czaszką z diamentów i platyny
Fot. HO REUTERS
Damien Hirst z czaszką z diamentów i platyny
SERWISY
Pisząc niedawno o mojej skomplikowanej relacji ze sztuką współczesną, miałem pełną świadomość, że popełniam grubą nieostrożność, że tekst, w którym przyznaję się do swego w dziedzinie sztuki współczesnej dyletanctwa, swojego sztuki współczesnej niezrozumienia, zostanie przez ludzi na sztuce się znających wypunktowany bez litości, a jego autor potraktowany jak niedorozwinięty; jak ktoś jest zwykłym amatorem kultury jako takiej, to niech pisze o filmach, o książkach, a nie o sztuce, sztuka to świątynia wolności, mentalni niewolnicy nie mają do niej wstępu. I byłby to być może koniec dyskusji, gdyby nie to, że w mym mniemaniu sprawa nie jest zamknięta, więcej - ona otwiera się coraz bardziej.

Z jednej strony były głosy, że jestem ignorantem i wypowiadam się na tematy, o których nie mam pojęcia, z drugiej przeczytałem w necie frazy walące we wszelką sztukę współczesną jak chory w wiadro. To, co łączy oba te rodzaje wypowiedzi, to skrajność. Ja zaś usiłowałem w tym ciągnącym się wszak od lat sporze stanąć pośrodku, dać rację artystom, ale i odbiorcom, których niezbywalnym prawem jest prawo do własnego zdania, do tego, że owa sztuka może im się najzwyczajniej i najbanalniej nie podobać, że mają prawo jej nie rozumieć, że wolno im mówić, iż czują się przez sztukę zrobieni w trąbę. To jest właśnie prawo wolności - wolność ma dotyczyć wszystkich, wszyscy mają być równie wolni, artyści nie muszą z żadnych względów być wolni bardziej. Świat, w którym z definicji jedni są wolni bardziej, a inni wolni mniej, nie jest światem, który mi się podoba najbardziej.

Naturalnie jest to z mojej strony strategia samobójcza, bo jak się staje pośrodku, to się nieuchronnie dostaje i z prawa, i z lewa, sprawdzoną metodą walki, jak wiadomo, jest stanąć plecami do ściany i z tej pozycji opędzać się kijem, najlepiej bejsbolowym. Myślałem, że piszę rzecz oczywistą jak "Elementarz" Falskiego, czasem nawet elementarz bywa za trudny, jak się okazuje.

Dorota Jarecka na przykład, wybitnie znająca się na sztuce, sztuce oddana całym sercem, potrafiąca wytłumaczyć najbardziej pokrętną artystyczną ideę, postanowiła doprowadzić mnie do porządku, dając odpór mojemu felietonowi. Jej tekst pokazuje pewne drogi myślenia, są to drogi niebezpiecznie proste.

Szlachetnie pomijam tu kwestię, że jej felieton jest ostentacyjnie protekcjonalny, że traktuje mnie jak głupie dziecko ("na dzisiaj, drogie dzieci, to byłoby na tyle" - pisze na zakończenie), ale coś mi się widzi, że nie jest to przypadek Jareckiej, tylko że nie jest to odosobniony, odklejony od realu wybryk, że ten głos jest raczej symptomatyczny dla środowiska sztuki i jej wyznawców. Spotkałem się już z takimi głosami: nie rozumie sztuki współczesnej? Znaczy się niedokształcony, trzeba by go poddać reedukacji. To są niby śmieszne argumenty, argumenty Jareckiej nie są jednak wcale śmieszne, one są jak najbardziej poważne, powiem więcej - one są przerażające.

Jarecka wmawia mi, że ja się domagam przeprosin od artystów za ich dzieła, że żądam, by mnie Nieznalska przeprosiła za swoją sztukę, by mnie przepraszali Sasnal i Żmijewski, że ja nawet żądam przeprosin od samego Damiena Hirsta, najdroższego dziś artysty na świecie. Otóż do niczego nie są mi potrzebne przeprosiny Nieznalskiej, Sasnala czy Żmijewskiego, nie potrzebuję żadnych przeprosin od Hirsta, jego kasa, owszem, przydałaby mi się, chętnie bym ją od Hirsta przyjął - przeprosin dostawać nie muszę, bo nie ma powodu. Jeśli o przeprosinach pisałem w felietonie, to - przypominam - powiedziałem, że są w tym kraju poważniejsze tematy do przepraszania niż sztuka. Czytajcie uważnie, a zrozumiecie - jest powiedziane. Ja wiem, że sztukę współczesną można pojąć nawet bez oglądania, jednak ze słowem pisanym jest trudniej, trzeba się trochę namęczyć.

Główną myślą tekstu Jareckiej jest to, że ja - w skrytości duszy postkomunista - w zasadzie to domagam się jakichś kar wobec artystów, że "gdzieś tli się marzenie o represji". Doprawdy, wygląda na to, że autorka tych słów tak intensywnie obcuje ze sztukami wizualnymi, że już zupełnie straciła umiejętność czytania. Ja pisałem o wolności, Jarecka myśli zaś, że wołałem o zniewolenie.

"Oto patrząc na filmy Bartany i Żmijewskiego, rzeźby Nieznalskiej i Kozyry, obrazy Sasnala i Ziółkowskiego, spotykam się z kimś, kto ma jeszcze więcej wolności niż ja!" - zachwyca się Jarecka. Jeszcze więcej wolności niż Jarecka? Naprawdę? Trudno w to uwierzyć. Jej felieton jest wszak dowodem, że jest ona ekstremalnie wręcz wolna, wolna bezgranicznie, aby napisać taki tekst, trzeba nieograniczonej wolności od myślenia.

Powiadam zatem jeszcze raz: wolność ma to do siebie, że powinna być dana wszystkim, także odbiorcom. O tym pisałem - wolnością Nieznalskiej jest to, że może wystawić owego słynnego penisa na krzyżu i nie wolno jej za to ciągać po sądach, wolnością odbiorcy jest to, że może się oburzyć. Ja się nie oburzam i nie żądam przeprosin. Pisałem jeno, że gdybym był katolikiem, to miałbym prawo do oburzania się; katolikiem nie jestem, ale katolików rozumiem. Jarecka pisze, że ja "podszywam się pod poszkodowanego".

Czemu, Doroto, uważasz, że jeśli ktoś usiłuje zrozumieć argumenty innej strony, to znaczy, że się "podszywa"? Doprawdy, masz szczere przekonanie, że w takich wzniosłych kwestiach jak sztuka współczesna liczyć się może tylko słuszny głos chwalący, dyskusja zaś wszelka jest ograniczaniem wolności artysty? Przeczytaj, pomyśl, potem jeszcze raz to przeczytaj.

Dam przykład: jestem pisarzem i moją wolnością jest to, że mogę napisać powieść i umieścić w niej dowolne treści. Wolnością mojego czytelnika jest zaś to, że może tę książkę odrzucić, uznać ją za worek łajna, psi bełkot i grafomanię. Mogę się zaburzyć, mogę się wkurzyć, może mnie szlag trafić - nic to w sumie nie znaczy. Wychodzę ze swoją sztuką na forum publiczne i poddaję się osądowi. To jest właśnie wolność odbiorcy sztuki. Nieznalska zaś, o czym pisałem, sprowokowała kołtuna, a potem się zdziwiła, że się kołtun oburzył. Myślenie Jareckiej idzie w stronę szaloną: artysta jest wolny jak nikt inny, jego wolność jest lepsza niż moja wolność jako widza, jak się dowiadujemy od Jareckiej, "sztuka jest jeszcze większym wyzwaniem niż społeczeństwo obywatelskie". Doprawdy? To ja chętnie zobaczę ową skrajnie wolną sztukę w realiach systemu, w którym społeczeństwo obywatelskie nie istnieje wcale.

Nie będzie prawdziwie wolnych artystów, jeśli ceną, jaką trzeba zapłacić za ich wolność, ma być brak wolności widowni.  

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':