Proszę Was w imieniu wszystkich dziewczynek: róbcie gazety też dla nas. Stanowimy w końcu połowę społeczeństwa - dlaczego, w tych trudnych czasach, robicie wszystko, żeby pozbawić się tak wielkiej części czytelników?
My naprawdę mamy dość czytania w kółko o życiu uczuciowym George'a Clooneya i o najnowszych trendach w modzie. Ale w Poważnych Gazetach trudno nam znaleźć coś dla siebie.
Dlaczego o polityce pisze się jak o walce buldogów pod dywanem? Dlaczego nie pisze się o problemach, jakie ta polityka ma rozwiązać? My, dziewczynki, zamiast opisu meczu bokserskiego, wolimy dowiedzieć się - konkretnie, bo my takie bardziej przyziemne jesteśmy - czy
Polska ma jeszcze szansę, żeby być solidarna, czy też zdeterminował ją etos indywidualnych osiągnięć?
Mówiąc jeszcze konkretniej: czy można podnieść podatki i redystrybuować dochód narodowy w większym stopniu, żeby pomóc słabszym (w tym kobietom, bo to też oznaczałoby finansowane przez państwo żłobki i przedszkola), czy też nie. A to pierwszy przykład z brzegu.
Dlaczego, kiedy Poważne Gazety piszą o historii, to jest to kolejna opowieść o bohaterskich przewagach naszych chłopców w bitwie pod Maraschino (zgadnij, koteczku, skąd to)? Dlaczego tak mało jest historii społecznej, która nas ciekawi o wiele bardziej i która prawdopodobnie - wielu ekspertów tą tezę potwierdzi - większy miała wpływ na dzieje ludzkości niż kolejna bitwa pod Kirsch-holmem? A historia kobiet, tzw. genderowa?
Czysta ideologia, powiecie? A czy przedstawianie historii jako pasma zwycięskich potyczek nie jest ideologią? Przy dobrej woli wszystko można opisać w miarę obiektywnie. Byłam niedawno w
IPN na konferencji o oporze kobiet wobec komunistycznego reżimu. Fascynujące, ciekawe i w Polsce zupełnie nieopisane.
Tak, wiem, prof. Andrzej Nowak, nasz czołowy konserwatysta wśród historyków twierdzi, że to "nauka o zupie". Ale my, dziewczynki, chcemy poczytać o tej zupie, bo to dla nas szalenie ciekawe. To nasze życie, i naszych matek, i babek, do cholery.
A dlaczego w Poważnych Gazetach robi się wywiady głównie z mężczyznami? Tak, wiem, więcej jest ich w polityce. Ale już wśród ekspertów, w świecie artystycznym, proporcje są inne. Może po prostu o tym zapominacie, Koledzy, i bierzecie tych ekspertów jak leci, ciągle tych samych, bo nie chce się wam pomyśleć o rozszerzeniu palety.
A dziewczynki, jak otwierają takie gazety, to sobie myślą: ech, co tu po nas? Chyba lepiej już wrócimy do tych zup, bo się nas lekceważy.
Drodzy Koledzy (i Koleżanki). Chyba jednak nie traktujecie mnie poważnie. Kiedy
wczoraj napisałam, że "Uważam Rze" to gazeta przemaskulinizowana i w treści, i w formie, w której z tego powodu trudno mi znaleźć coś dla siebie,
odpowiedział mi sam Piotr Zaremba. Oj, jak mi odpowiedział...
Napisał nawet coś o szaleństwie.
Naprawdę zwariowałam?