Krzysztof Varga ("Duży Format", 25 sierpnia 2011) domaga się
przeprosin od artystów. Dorota Nieznalska powinna go przeprosić za to, że zrobiła pracę na temat
bramy w Stoczni Gdańskiej, Wilhelm Sasnal za to że nie maluje obrazów Petera Bruegla, Julita Wójcik, że obierała ziemniaki w Zachęcie, zamiast ugotować je mężowi w domu, Artur Żmijewski za to, że w ogóle coś robi i pisze. Poruszyć swoimi sumieniami powinny także osoby z zagranicy, jak Damien Hirst. Od tylu lat krzywdzą Krzysztofa Vargę. Jak długo on mógł to wytrzymać?
Czym ci wszyscy ludzie zawinili? Tym, że tworzą sztukę trudną, niezrozumiałą, a nawet śmieszną. Dlaczego niezrozumiałą? Bo nie jest zrozumiała sama przez się, jak inne współczesne dziedziny: film, książka czy
muzyka. Tam kategorie oceny są oczywiście łatwe. Wystarczy zwykły smak. Ze sztuką współczesną wszystko jest postawione na głowie. To, co obrzydliwe, jest uważane za dobre; to, co nudne, za ciekawe. Pokręcony świat.
Jest duża szansa na współczucie. Kiedy Oliver Twist stawał przed urzędnikami od sierot i biedoty, łajali go za to, że nie zna zasad zachowania ani nawet modlitw. Nie mieli racji - Oliver Twist po prostu w swoim sierocińcu nigdy ani z savoir-vivre'em, ani z Pismem Świętym się nie spotkał. Zamiast go łajać, trzeba było go nauczyć.
Autor dzisiaj wchodzi w rolę nowego Olivera Twista. Obrażacie mnie - twierdzi - panowie i panie od sztuki, wmawiacie mi jakieś znaczki, twierdząc, że to alfabet. Wierzycie w sztuczne wartości, które tylko dlatego podtrzymujecie, by razem nie pójść na dno. Ktoś musiał wreszcie powiedzieć "król jest nagi".
Otóż śmiem twierdzić, że podszywanie się pod poszkodowanego jest jeszcze większą naiwnością niż rzekoma "naiwność" Nieznalskiej. Literatury na temat sztuki współczesnej wyprodukowano aż nadto, dostęp do niej jest łatwy. Może nie jest dobra. Może jej ciągle za mało wobec dramatycznego poziomu edukacji plastycznej w szkołach i niskiej kultury wizualnej w narodzie. Ale dyskutujmy o tym, a nie udawajmy zaatakowanych przez nieznane moce.
Prawdą jest, że sztuka współczesna w Polsce od dwóch z górą dekad napotyka opór. To zjawisko znane w całym świecie postkomunistycznym. Wyraźnie widać, że im bardziej postkomunistyczny kraj, tym mniej liberalnie traktuje sztukę. Stąd
Rosja, gdzie za akcję artystyczną można pójść do więzienia, jest bardziej postkomunistyczna niż
Polska. A
Czechy, gdzie nawet stworzywszy rzeźbę przedstawiającą Vaclava Klausa, do którego odbytu zagląda się, wchodząc po drabinie, nie można trafić na policję, postkomunistyczne są mniej.
Autor felietonu w stylu bajki Andersena ma zatem rację - im więcej wolności sztuki, tym generalnie jest lepiej.
A jednak gdzieś tli się marzenie o represji. Nawet wśród tzw. liberalnej inteligencji. Niby wszystko wszystkim wolno. Ale to, co niezrozumiałe, budzi lęk. Przerażenie i torsje wywołuje penis na krzyżu i myśl o nagiej na nim kobiecie. Chichot i zdumienie - kobieta obierająca w Zachęcie ziemniaki.
Z całym szacunkiem dla szczerości takich reakcji, jest to pewien relikt. Dawny system polityczny odszedł w zapomnienie, ale ciągle trwa moralność, która mu towarzyszyła, przekonanie, że mimo rosnącej presji zewnętrznej, mimo ciągłego zagrożenia wewnętrzna wolność jest sprawą najważniejszą. To szlachetne poczucie umożliwiło walkę z komuną. Ale też to samo poczucie utrudnia demokratyzację. Społeczeństwo obywatelskie polega na przyznaniu innym tej samej porcji wolności.
To byłoby jeszcze do zniesienia. Dlaczego problemem staje się sztuka? Dlatego, że sztuka jest jeszcze większym wyzwaniem niż społeczeństwo obywatelskie, a konfrontacja z nią jest sto razy trudniejsza. Oto, patrząc na filmy Bartany i Żmijewskiego, rzeźby Nieznalskiej i Kozyry, obrazy Sasnala i Ziółkowskiego, spotykam się z kimś, kto ma jeszcze więcej wolności niż ja! I nie tylko "korzysta z wolności", ale tworzy nowe jej pole, przyznaje sam sobie, bez mojego pozwolenia i żadnego oficjalnego na to papieru, taką porcję wolności, o której sama dla siebie nigdy bym nie pomyślała. Nie każdy może to znieść.
"Sztuka współczesna jest jedyną dziedziną kultury obecnie, która potrzebuje krytyka, przewodnika i tłumacza, który takim ciemnotom jak ja wyklaruje ideę dzieła" - pisze Krzysztof Varga.
Jeśli chodzi o klarowanie - na dzisiaj, drogie
dzieci, to by było na tyle.