Robert M. Rynkowski w ''Tygodniku Powszechnym'' zastanawia się, dlaczego polscy teologowie nie odnoszą sukcesów, a religia w szkole to - w opinii wielu - pomyłka. I tu analogia piłkarska: ''Skoro w Brazylii prawie każdy chłopiec jest piłkarzem, nic dziwnego, że kraj ma najlepszą drużynę świata. Może więc, żeby mieć wielu dobrych teologów, każdego od najmłodszych lat należy traktować jak teologa? Jest na to spora szansa, bo w Polsce przynajmniej do Pierwszej Komunii duża część
dzieci uczęszcza na katechezę. Problem w tym, że najczęściej zamiast sprężystej piłki ćwiczącej ich myślenie teologiczne dostają piłkę lekarską w postaci podanych do wyuczenia formuł katechizmowych, od których zaliczenia ma zależeć przystąpienie do sakramentu, albo proponuje im się popularne wśród polskich wuefistów zajęcia typu »macie piłkę i grajcie « w postaci rysowania obrazków albo gadania o czymkolwiek, byle dotrwać do dzwonka''.
Niestety, biskupi - zamiast zająć się programem religii - włożyli całą energię w forsowanie pomysłu, by ocena z katechezy liczyła się do średniej.
Poza wiedzą religijną powinno ''znaleźć się miejsce na pobudzanie do bycia teologiem, na rozbudzanie pasji, na pokazywanie, że każdy jest i powinien być teologiem, a więc człowiekiem z zaangażowaniem rozmawiającym o Bogu. Już najmłodsi powinni rozruszać teologicznie swoje umysły niczym brazylijscy chłopcy swoje stopy'' - pisze Rynkowski i proponuje tworzenie kółek teologicznych, które mogliby prowadzić absolwenci teologii.
Pomysł niezły, pod warunkiem że zmieni się podejście i do religii w szkole, i teologii. Na razie myśli twórczej u rodzimych teologów nie widać. Prawdopodobnie zostałaby ucięta jako nieprawomyślna, a jej autor mógłby zapomnieć o pracy w szkole czy na uczelni, bo lokalny biskup by do tego nie dopuścił. Uprawianie teologii polega u nas więc głównie na cytowaniu encyklik papieskich w pracach magisterskich i doktoratach. Ciekawe to jak mecz naszej drużyny narodowej.