Bezrobocie, pomimo sezonu prac polowych w rolnictwie i szczytu w budownictwie, praktycznie nie spada (Patrycja Maciejewicz, "Stójka na miejscu pracy", "Gazeta Wyborcza"). Hamuje też - jak donosi "Gazeta" i "Dziennik. Gazeta Prawna" - trzeci miesiąc z rzędu
sprzedaż detaliczna. A to znak, że nie naszej sytuacji i przyszłości nie oceniamy tak optymistycznie, jak kilka miesięcy temu.
Partie, szczególnie opozycyjne, spoglądają w owe wskaźniki i pilnie wczuwają się w nastroje społeczne. Usiłują więc powtórzyć hasło z pierwszej wygranej kampanii prezydenckiej Billa Clintona - "Po pierwsze, gospodarka. Głupcze!"
Celować w tym chce PiS. "Rzeczpospolita" na trzeciej stronie pisze ("PiS chce uderzyć gospodarką"), że wiodącymi tematami kampanii tej partii mają być "podatki i praca". W specjalnej ulotce PiS wytyka rządowi Tuska podwyżkę VAT i podniesienie akcyzy na papierosy. Przypomina tez własne zasługi: zlikwidowanie podatku od spadków i darowizn, obniżkę pobieranej z pensji składki rentowej i wprowadzenie ulgi prorodzinnej.
Są tez obietnice. W połowie września PiS przedstawi projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym, który ma przewidywać "pewne odpisy" dla przedsiębiorców jako premię za inwestycje. Sam Jarosław Kaczyński ma zadeklarować, że gdy wygra wybory, to "nie zgodzi się na żadne podwyżki podatków".
W sprawach gospodarczych już odbyły się szkolenia posłów, w kolejce czekają inni kandydaci. Efektem ma być pozyskanie przez stronnictwo Kaczyńskiego wyborców centrowych i przedsiębiorców.
Rzeczywistość jednak potwornie skrzeczy. Marek Magierowski w tejże "Rzeczpospolitej" ("W piaskownicy o PKB") skomentował wczorajsze występy posłanki Beaty Szydło - wiceprezes partii - w sprawach gospodarczych. "To nie był jej najlepszy dzień", bo oświadczyła, że polski
PKB spada, a nie rośnie jak jest w rzeczywistości; że rośnie
inflacja, choć ta spada; i że nie warto świętować 20-lecia
warszawskiej giełdy, bo dzisiaj cienko przędzie. Przędzie tak samo jak giełdy na całym świecie, ale jest najsilniejszą giełdą w naszym regionie.
Minister finansów Jacek Rostowski pozazdrościł internetowej sławy ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu i na Twitterze ponabijał się z z pisowskiej posłanki. "Nie mam zamiaru - napisał Magierowski - bronić Beaty Szydło: jeśli ktoś przyjmuje rolę ekonomicznego rzecznika głównej partii opozycyjnej,, powinien być w swoich wypowiedziach precyzyjny i do bólu kompetentny. Irytuje mnie jednak taki sposób dyskutowania na tematy gospodarki: "A pan jest etnografem", "A pan nie ma tytułu naukowego", "A pani nie wie, co to PKB".
W tej sprawie zgoda. Nie jest dobrze, gdy główna partia opozycyjna wykazuje się aż tak daleko posunięta indolencją w głównych dziś sprawach dla kraju. Nie jest też dobrze, gdy minister finansów przebiera się w strój partyjnego fajtera, znajdując upodobanie w słownych filipikach. Nad Polską zbierają się chmury, których nie warto zbywać tanimi bataliami z nieporadnymi politykami opozycji. Waga i powaga ministra od tego nie wzrośnie.
Tym bardziej, że - jak zauważa w tejże "Rzeczpospolitej" Paweł Jabłoński ("lista pobożnych życzeń") - PiS "robi wszystko, by być zapamiętanym nie jako twórca sensownego programu, ale jako bojownik w walce z jakimiś nieokreślonymi siłami zagrażającymi naszemu dobrobytowi".
Od pewnego czasu widać, że "Rzeczpospolitej" powiało nowym. Już nie bezkrytyczne spojrzenie na PiS, lecz pogląd bardziej zniuansowany. Teoria zamachu w Smoleńsku to bzdura i PiS nie powinien iść tą drogą. Dobrze, że w kampanii PiS będzie mowa o gospodarce, lecz źle, że jej politycy nie mają o niej pojęcia. Partia w pięć minut nie może też uwolnić się od wizerunku ekonomicznego abnegata.
Na koniec coś na lżejszą nóżkę. "Nasz Dziennik" uraczył swoich czytelników kolumnowym wywiadem z Tomaszem Kaczmarkiem - kandydatem PiS na posła z województwa świętokrzyskiego. To znany powszechnie jako "agent Tomek z CBA" pogromca korupcyjnych ciągot byłej posłanki PO Beaty Sawickiej i niedoszły uwodziciel Weroniki Marczuk, którą prokuratora oczyściła z wszelkich zarzutów, jakie agent Tomek chciał na nią ściągnąć.
Łza sama w oku się kręci. Kaczmarek idzie do Sejmu, bo "nieskromnie" ocenił swoje kompetencje "w zakresie bezpieczeństwa, służb specjalnych czy policji". Pod okiem Antoniego Macierewicza chce też pracować "nad wyjaśnieniem tragedii z 10 kwietnia 2010 roku". Działania Macierewicza na tym polu przyszły poseł PiS uznaje "za kluczowe dla przyszłości Polski".
Wielki jest nie tylko Macierewicz. "Byłem funkcjonariuszem CBA - wyznaje polityczne kredo kandydat Kaczmarek - w czasach rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego i wiem, że to uczciwi i rzetelni politycy. Chcą rzetelnie walczyć z korupcją, nie stosując dla nikogo taryfy ulgowej".
Były agent Tomek strzelił obcasami i zaraportował, że wie, z jakiego pieca w PiS-ie chleb jedzą.
Jak napisał "Super Ekspres" Michał Wąsik, jego dawny zwierzchnik (wiceszef CBA za Mariusza Kamińskiego) i kandydat PiS na posła zatankował 50 l paliwa i nie zapłacił. Nie odbierał też wezwań policji do naprawienia szkody. Tłumaczy, że zapomniał.
Niezłe kadry sejmowych pretorian szykuje sobie prezes Kaczyński.