http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lewica (nowa) ucieka w absencję

Mirosław Czech Gazeta Wyborcza
2011-08-17, ostatnia aktualizacja 2011-08-18 14:32

Wyniesiona z komunizmu awersja do partii przechodzi z dziadków i rodziców na dzieci. A jednak nie warto partii potępiać w czambuł

Wirtualna siedziba SLD
Fot. materiały SLD
Wirtualna siedziba SLD
Mirosław Czech
Fot. Pawel Kiszkiel / AG
Mirosław Czech
SERWISY
Demokracja może nużyć. To ustrój mało emocjonujący, często pozbawiony jednoznacznych rozstrzygnięć, ginący w szarościach wyboru mniejszego zła i głosowania na tych, których się nie lubi. Stabilizacja w demokracji, gdy wynik wyborów wydaje się przesądzony, a wybór sprowadza się do pojedynku między czterema partiami - to już nuda śmiertelna.

W telewizji widać wciąż te same zmęczone twarze. Nie potrafią powiedzieć niczego świeżego. Klepią komunały, których nauczyli się od PR-owców.

Nuda. Czteropartyjna stabilizacja to w najnowszych dziejach Polski sytuacja niespotykana. Dotychczas w wyborach zawsze istniała intryga. Rządzący tracili poparcie, rodziły się nowe ugrupowania, które szybowały w sondażach i dostawały się do Sejmu. Można było mieć nadzieję na radykalną odmianę i z nią wiązać emocje.

Dziś jedynie kataklizm może sprawić, że PO wyborów nie wygra, PiS nie osiągnie drugiego miejsca, a SLD i PSL nie zasiądą na Wiejskiej. PO i PSL rządzić będą nadal, a PiS i SLD grzać będą ławy opozycji.

Wielu uznaje, że skazani zostali na wybór "mniejszego zła" w pojedynku PO - PiS. Z tym godzić się nie zamierzają, więc do głów przychodzą im różne pomysły. Np. intelektualiści i komentatorzy wzywają do niepójścia na wybory. Powód zawsze się znajdzie: "Nie ma na kogo głosować", "Partie zawłaszczyły politykę i nie dopuszczają innych", "Wszystko jedno, kto wygra, bo to chłopcy z jednego podwórka".

Niespełna dwa miesiące przed wyborami są to tezy groźne, bo zniechęcają ludzi do udziału w głosowaniu. Polacy, szczególnie młodzi, mają wiele powodów, by nie ufać politykom i stworzonemu przez nich państwu. A jednak namawianie do wyborczej absencji jest działaniem szczególnie szkodliwym. Powiększa i tak niską kulturę polityczną, zmniejszając mizerny kapitał społeczny. Czyli to, czego nam nie dostaje, by sprawy Polski pchnąć do przodu.

PO - najbardziej narażona na wahania koniunktury frekwencyjnej - podniosła alarm. Jej cztery zwycięstwa od 2007 r. zapewnili wyborcy z wielkich miast i młodzież. Tłumnie stawili się przy urnach. Dziś takiej motywacji już nie ma. Jarosław Kaczyński wydaje się nie tak groźny jak cztery lata temu, a sama Platforma zawiodła oczekiwania wielu wyborców.

Partie przodem do społeczeństwa

Partie niech bronią się same. Dla mnie ważne jest to, by podjąć rozmowę z rozczarowanymi. Szczególnie z tymi, jak Sławomir Sierakowski, którzy formułują ostry pogląd na polską - i europejską - demokrację i politykę oraz przedstawiają program wyjścia z sytuacji.

Jego ''List otwarty do partii'' (''Gazeta'', 18-19 czerwca) można czytać na dwa sposoby. Jako analizę politologiczną albo manifest polityczny - jego i środowiska ''Krytyki Politycznej'', któremu przewodzi. Tytuł nawiązuje do słynnego ''Listu otwartego do partii'' Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego z 1965 r.

Prof. Radosław Markowski w tekście ''To nie koniec demokracji (i jeszcze długo nie będzie)'' (''Gazeta'', 9-10 lipca) wypunktował przyczyny, dla których artykuł naczelnego ''Krytyki Politycznej'' nie spełnia warunków porządnej analizy. Jest emocjonalny i nieoparty na rzetelnym opisie polskiej rzeczywistości społecznej oraz politycznej.

Nie ma "końca systemów partyjnych w postaci, w jakiej [w Europie i na świecie] trwają obecnie" (Sierakowski), bo ich ogromna różnorodność "nie pozwala na żadne uniwersalne oceny" (Markowski). Nie ma mowy o "zabetonowaniu systemu partyjnego", bo dopiero od czterech lat funkcjonuje ta sama konfiguracja partyjna w Sejmie. Nie ma też mowy o partyjnym "kartelu", bo PO i PiS mają rozbieżne interesy i programy. Również w sprawie finansowania partii z budżetu państwa - w oczach Sierakowskiego i wielu innych komentatorów przyczyny nieszczęść polityki polskiej.

Sierakowski napisał polityczny manifest ocierający się o populizm i w istocie antydemokratyczny. Pokazujący, że pod wpływem lektur pism lewicowych intelektualistów na świecie oraz własnych przemyśleń nowa polska lewica podąża niebezpieczną drogą. Zbliża się do punktu, w którym przestanie być szansą dla polskiej demokracji, a stanie się jednym z jej problemów.

Spośród spraw przedstawionych w „Liście otwartym do partii” dwie mają wymiar zasadniczy. Po pierwsze, sąd o braku w Polsce demokracji, bo partie zamknęły system i nie reprezentują społeczeństwa. Po drugie, postulat powrotu „prawdziwej” polityki i demokracji i postawienie dylematu: czy warto rezygnować z bezpieczeństwa (w sensie ładu społecznego) w obawie, że inaczej dopuszcza się stosowanie przemocy fizycznej. Czy należy rezygnować z demokracji za gwarancje uniknięcia przemocy fizycznej?

O partiach można powiedzieć wiele złego i będzie to prawda. Szczególnie na temat dzisiejszych formacji - z ich żelazną dyscypliną, ogromną władzą lidera, preferowaniem karierowiczów i podcinaniem skrzydeł tym, którzy ośmielą się mieć zdanie inne niż Jego Wysokość Przywódca. Partie zbyt mało przejmują się sprawami kraju, raczej markują rozwiązywanie problemów, niż zajmują się nimi na serio. Nie warto jednak partii potępiać w czambuł i nie dostrzegać ich realnej roli w społeczeństwie.

Nie wiszą one w próżni społecznej, siły nie czerpią wyłącznie z pieniędzy budżetowych i dostępu do mediów. Reprezentują nie tylko swoich członków głodnych państwowych posad, lecz również szerokie grupy społeczne. PiS, PSL i SLD dysponują ogromnym zapleczem mobilizacyjnym w postaci popierających je organizacji i grup interesów. PO w stopniu najmniejszym, lecz również ona ma wielki potencjał mobilizacji społecznej.

PiS wciąż ma niepisane poparcie większości spośród kilkuset tysięcy członków "Solidarności", choć nowe władze związku demonstracyjnie odżegnują się od partyjnych afiliacji. Po katastrofie smoleńskiej sojusz Jarosława Kaczyńskiego z Rydzykiem, Rodziną Radia Maryja i dużą częścią Kościoła jeszcze się umocnił.

PSL to nie tylko partia najliczniejsza, lecz również szczególnie bogata w sieć afiliowanych przy niej organizacji: koła gospodyń wiejskich, OSP, ludowych klubów sportowych.

SLD stracił dawne wpływy, ale wciąż popiera go OPZZ, związki nienależące do tej centrali, stowarzyszenia feministyczne, Zieloni, Stowarzyszenie Ordynacka.

PO nie ma za sobą związków zawodowych czy rad parafialnych, ale popierają ją (choć nie bez pretensji) organizacje pracodawców. Za swoją reprezentację Platformę uznaje też wiele stowarzyszeń i rzesza samorządowców.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':